Chcemy
byæ czytani przez wszystkich...
2003.11.16
Nasza Polonia
Jaros³aw
Ko¼miñski
- redaktor naczelny "Dziennika Polskiego" w Londynie
/fot. L. W±tróbski/
-rozmowa
z Jaros³awem Ko¼miñskim
- redaktorem naczelnym "Dziennika Polskiego i Dziennika ¯o³nierza"
w Londynie
-Jak d³ugo jeszcze ukazywaæ
siê bêdzie
"Dziennik Polski"?
-Zale¿y
nam, aby ukazywa³ siê
tak d³ugo, jak d³ugo
bêdzie potrzebny ¦rodowisku
polskiemu w Wielkiej Brytanii. Gazeta ukaza³a
siê po raz pierwszy 12 lipca
1940 roku. Ja jestem zwi±zany
z "Dziennikiem" zaledwie od piêciu
lat, ale z ca³ym przekonaniem
powtarzam wszystkim, ¿e jego
misja jest wcia¿ niezmienna
od1940 roku. "Dziennik Polski" ma s³u¿yæ
wszystkim Polakom, którzy w Wielkiej Brytanii znale¼li
swój drugi dom.
-Czy "Dziennik" dociera do wszystkich ¦rodowisk
polonijnych Wielkiej Brytanii?
-Nasz± gazetê
czyta codziennie oko³o 30
tysiêcy Polaków. Docieramy
wiêc do stosunkowo du¿ego
grona Polonii w Wielkiej Brytanii. Nie znaczy to jednak, ¿e
do wszystkich.
-Dlaczego tak siê
dzieje?
- Zapewne dlatego,
¿e niezmieniana na wiêksz±
skalê od lat formu³a
"Dziennika" nie trafia dzi¶
do wszystkich. To niestety nie dotyczy tylko naszej gazety. To jest
przede wszystkim s³abo¶æ
ca³o¶ci
¶rodowiska ¿yj±cego
wizjami sprzed kilkudziesiêciu
lat. Mimo wysi³ków licznie
zaanga¿owanych ideowo osób
szereg dzia³añ
pozostaje na marginesie polskiej diaspory. I chocia¿
spe³niaj±
podstawow± funkcjê
propagowania kultury polskiej, sporadycznie tylko oddzia³owuj±
na ¿ycie Polonii.
W moim przekonaniu
warto, aby "Dziennik" sta³
siê forum dla wszystkich terytoriów
¿ycia spo³ecznego
i kultury emigracyjnej - tej przesz³ej
i tej obecnej. Wspó³istnienie
przesz³o¶ci
i tera¼niejszo¶ci
na ³amach "Dziennika" mo¿e
zniwelowaæ podzia³
generacyjny, który jest od lat coraz mniej znacz±cym
problemem ró¿nic warto¶ci
¶wiatopogl±du.
Problemem, który zrodzi³ siê
w okresie ró¿nic polityczno-¶wiatopogl±dowych,
dzi¶ nale¿±cych
ju¿ do przesz³o¶ci.
-Ma Pan na my¶li
wspó³istnienie kilku generacji
dzisiejszej Polonii angielskiej?
-Wspó³istnienie
tych generacji to tak¿e
odpowied¼
na nowe wyzwania stoj±ce
przed naszym "Dziennikiem". Dzi¶,
podobnie jak wiele innych podobnych instytucji, gazeta nasza musi borykaæ
siê
z twardymi prawami rynku, co jest niezmiernie trudne wobec zmiany generacyjnej
naszych czytelników.
Dzi¶
"Dziennik" zwraca siê
równie¿
ku nowoprzyby³ym
do Anglii Polakom oraz m³odszym
pokoleniom diaspory stroni±cym
dot±d
od polsko¶ci.
Tym bardziej wiêc
zale¿y
nam na kontynuacji i rozbudowie najbardziej warto¶ciowych
dokonañ
gazety. Chcemy byæ
czytani przez wszystkich. Musimy wiêc
docieraæ
do wszystkich polskich mieszkañców
w Wielkiej Brytanii i Brytyjczyków o polskich korzeniach.
-Do tego potrzebna
jest dzi¶ fachowa promocja
Waszego "Dziennika"...
-
Gazeta musi uzyskaæ
stabiln±
i bezpieczn±
pozycjê
rynkow±
i poszerzaæ
kr±g
czytelników. Zdajemy sobie doskonale sprawê,
¿e
bez dzia³añ
promuj±cych
na szerszym forum "Dziennik Polski" nie bêdzie
spe³nia³
swej roli. Praktycznie oznacza to, ¿e
nie bêdzie
informowa³
we w³a¶ciwy
sposób o sprawach polskich. A przecie¿
nasza gazeta musi kszta³towaæ
wizerunek Polski w Wielkiej Brytanii, kreowaæ
regionalny presti¿,
byæ
wiarygodn±
i opiniotwórcz±.
Jako redaktorowi na tym w³a¶nie
szczególnie mi zale¿y.
"Dziennik" musi te¿
zmieniæ
swoje oblicze, zmieniæ
swe priorytety, w¶ród
których naczelnym jednak pozostanie s³u¿ba
Polakom przyby³ym
do Wielkiej Brytanii i tu ¿yj±cym.
Drugim wa¿nym
dla nas zadaniem, wyznaczaj±cym
integracjê
i dzia³alno¶æ
spo³eczno¶ci
polonijnej dzi¶,
jest wsparcie propagandowe dzia³añ
organizacji emigracyjnych i polonijnych.
-Wa¿ne
jest te¿ zapraszanie, czy
nawet prowokowanie, swych czytelników do wspó³pracy...
-...
i otwartej wymiany pogl±dów.
Zakoñczy³
siê
przecie¿
okres etosu niepodleg³o¶ciowego
naszej emigracji, której wielk±
si³±
by³y
stworzone przez ni±
spo³eczne,
kulturalne, o¶wiatowe
czy naukowe organizacje. Lata ¶wietno¶ci
tych organizacji nale¿±
do przesz³o¶ci.
W tradycyjnych strukturach emigracyjnych nie ma ludzi zawodowo czynnych,
aktywnych, szukaj±cych
zmian i nowych rozwi±zañ.
Stagnacja, impas, inercja - to s±
moim zdaniem, najwiêksze
zagro¿enia
dla polskiej diaspory. Mamy bazê
w postaci znakomitych osi±gniêæ
z przesz³o¶ci,
ale brak jest dzia³añ
bie¿±cych,
brak woli na zmiany, które w nowych czasach (a wiêc
koniecznie w nowej formule) pozwol±
na dalsze chwalebne zapisywanie kart polskiej historii poza krajem....
-Co nowego uda³o
siê Panu wprowadziæ
w "Dzienniku" w ostatnim czasie?
- Mamy dzi¶
nowych ludzi w redakcji, mamy te¿
nowe rubryki. Uda³o nam siê
te¿ zwiêkszyæ
objêto¶æ
naszej gazety. Najpierw w pi±tek,
teraz tak¿e i w czwartek ukazujemy
siê w powiêkszonej
objêto¶ci.
Docelowo chcieliby¶my, aby
ka¿de nasze wydanie by³o
wiêksze objêtosciowo
i w kolorze.
Podejmowali¶my
te¿ próby wprowadzenia wk³adek
w jêzyku angielskim. Robimy
to nadal. Niedawno ukaza³a
siê na naszych ³amach
obszerna informacja po¶wiêcona
Katyniowi. Po raz pierwszy bowiem w historii Anglii mówi³
o tym oficjalnie minister ds. europejskich Denis McShane, który w imieniu
rz±du brytyjskiego przyzna³,
¿e sprawa ta faktycznie mia³a
miejsce. Aby to odpowiednio nag³o¶niæ
w ¶rodowisku angielskim przygotowali¶my
kolejn± wk³adkê.
Dostali¶my potem wiele listów
i podziêkowañ,
tak¿e od cz³onków
parlamentu angielskiego. Przed kilkoma dniami by³a
te¿ kolejna wk³adka
równa objêto¶ci
gazety, a dotycz±ca Polskiego
Festiwalu w Bletchley Park.
-"Dziennik" w ca³o¶ci
przygotowywany jest w Waszej Redakcji...
-Nasze
pismo redagujemy sami. Sami te¿
je ³amiemy
i przygotowujemy do druku. Potem elektronicznie przesy³amy
do drukarni. Gazeta jest nastêpnie
kolportowana po Londynie. Dociera te¿
do wielu innych regionów Wielkiej Brytanii I za jej granice.
Niestety, nie wszyscy
nasi czytelnicy kupuj± "Dziennik".
Przez 60 lat utar³ siê
zwyczaj po¿yczania jej sobie,
co ma wp³yw na wyniki finansowe.
Tymczasem liczba Polonii w Wielkiej Brytanii wcale nie maleje. W ubieg³ym
np. roku wjecha³o tu oko³o
210 tysi´êy Polaków z kraju.
Bardzo wielu z nich wróci³o
potem do Polski, ale czê¶æ
jednak zosta³a. Tych nowych
potencjalnych czytelników "Dziennika Polskiego" mog³o
zostaæ w ubieg³ym
roku w Anglii 50, a mo¿e nawet
100 tysiêcy.
-Co wiêc,
Pana zdaniem, nale¿y
uczyniæ
w najbli¿szym
czasie, aby dotrzeæ
tak¿e
do tych nowych emigrantów?
-Najwa¿niejsze
i najpilniejsze zmiany w "Dzienniku" to: poprawa wizerunku marki i uaktywnienie
sprzeda¿y.
Wizerunek logo-marka "Dziennika" znana jest bowiem tylko najstarszemu
pokoleniu Polaków i jest niestety nieobecna w polskich ogniskach ¿ycia
spo³ecznego,
zarówno na poziomie instytucji, organizacji i klubów. Dzi¶
przeciêtny
Polak w Anglii nie wie o istnieniu naszej gazety lub kojarzy j±
wy³±cznie
ze star±
emigracj±,
przez co "Dziennik" zdecydowanie traci i zostaje na uboczu. Podobnie
jest z ca³ym
¿yciem
polonijnym w Wielkiej Brytanii, tym które za punkt odniesienia bierze
lata czterdzieste czy piêædziesi±te
ubieg³ego
stulecia.
Jestem nowym redaktorem
gazety, oficjalnie pe³niê
tê funkcjê
od pó³ roku - przede mn±
do rozwi±zania wiele problemów.
Przede wszystkim zaniedbania sprzed lat. Choæby
fakt braku sta³ej kampanii
reklamowej - szerszemu spo³eczeñstwu
nieznane s± punkty dystrybucji
"Dziennika". Ju¿ w dniu nominacji
zwróci³em na to uwagê
Radzie Powierników znaj±c
obiegow± opiniê,
¿e gazeta sprzedaje siê
w kilkudziesiêciu "polskich
miejscach"... Tymczasem dzisiaj punktów sprzeda¿y
jest ponad 500.
Uwa¿am, ¿e
szybkie spe³nienie szeregu
postulatów modernizacyjnych, które wymusza na nas rynek, przyczyni siê
do rozwoju gazety i zapewni jej bezpieczn±
przysz³o¶æ.
-Tego wiêc
Panu i ca³emu zespo³owi
¿yczê.
Dziêkujê
te¿ za rozmowê.
Leszek W±tróbski
