Zygmunt Broniarek

PLOTKI PLOTKI I GRUBE RYBY -

Rok VII Warszawa, (330)

2005.07.06 Nasza Polonia

Lech Wa³êsa, jak zwykle, w formie

"Fundacja Instytut Lecha Wa³êsy", bo tak brzmi oficjalna nazwa tej instytucji, zorganizowa³a 29 czerwca w Belwederze konferencjê pt. "Czy w Unii Europejskiej jest solidarno¶æ ?" Konferencja zgromadzi³a tuzy polityki, w pierwszym rzêdzie samego by³ego prezydenta; dalej marsza³ka Sejmu, W³odzimierza Cimoszewicza; premiera Marka Belkê; Jana Rokitê i innych. Pojawi³y siê¿ne niuanse, ale w istocie rzeczy odpowied¼ brzmia³a nie" - nie ma solidarnoci, jest konkurencja. Podsumowuj±c pierwsz± po³owê dyskusji (zaraz po przerwie na kawê, Wa³êsa lecia³ do Gdañska), powiedzia³ on, ¿e sprawy solidarnoci w Unii nie wolno zostawiæ politykom, poniewa¿ ka¿dy z nich chce zdobyæ jak najwiêcej dla swojego kraju ~ "Francja dla siebie, Niemcy dla siebie, Polska dla siebie".

"Trzeba wymusiæ na politykach, by myleli globalnie ale i solidarnie - powiedzia³ – Mo¿e trzeba znów zmobilizowaæ zwi±zki zawodowe, albo masy ludowe ?".

Przed wylotem do Gdañska, Wa³êsa podszed³ do stoiska wydawcy dr. Adama Marsza³ka z Torunia, który promowa³ g³ówn± sw± pozycjê, ksi±¿kê Piotra Andrzeja Dzieduszyckiego (nota bene hrabiego), pt. "Majdan grozy i nadziei". Dzieduszycki, by³y zastêpca dyrektora protoko³u dyplomatycznego MSZ, towarzyszy³ Wa³êsie jako osoba prywatna 25 listopada 2004 roku w jednodniowej wyprawie do Kijowa. Tam Wa³êsa zagrozi³ Wiktorowi Janukowyczowi, ¿e je¿eli dopuci do tego, ¿eby jego ludzie, czyli bojówkarze, przyjechali do Kijowa, ¿eby rozpêdziæ zwolenników Juszczenki na Majdanie, to bêdzie odpowiedzialn za masakrê ludnoci. Teraz Wa³êsa rozmawia z Dzieduszyckim i mówi: "Ja jeszcze ostrzej mówi³em, ni¿ pan napisa³ . "A czyta³ Pan Prezydent moj± ksi±¿kê - zapyta³Dzieduszycki. "Nie - odpar³, miej±c siê Wa³êsa - ale wiem .

Prezydent mia³ te¿ kilka mi³ych s³ów dla mnie, mówi±c, ¿e nie we wszystkim siê ze mn± zgadza, ale ¿e "piszê fachowo". Po czym zapyta³: "Dlaczego jest pana tam ma³o w telewizji ?". Ja na to: "Bo telewizja mnie nie chce". Na co on: "Tak samo bêdzie ze mn± .

Na konferencji by³ te¿ Ryszard Ulicki, by³y pose³ czterech kadencji Sejmu, a obecnie minister konstytucyjny - cz³onek Krajowej Rady Radia i Telewizji. Wa³êsa przywita³ siê z nim jak ze star m znajomym. Ulicki napisa³ w³anie ksi±¿kê pt. "Dyskretny urok kapitalizmu" (relacjonowa³em j± w jednym z poprzednich numerów "Plotek..." – wydana zosta³a te¿ przez A. Marsza³ka). Tu powiedzia³: "Jaka¿ ta konferencja mi³a. Przemawia Rokita, ja patrzê na prezydenta Wa³êsê, a on czyta moj± ksi±¿kê".

Wa³êsa czyta³ j± na stronie 4, na której znajduje siê nastêpuj±cy zapis: "Jemu (Wa³êsie) dedykujê ten zbiór gdy¿ zachowujê w ¿yczliwej pamiêci jego deklaracjê z pierwszego strajku kolejarskiej `Solidarnoci' przeciwko rz±dz±cej ju¿ wówczas `Solidarnoci'. Na samym pocz±tku lat dziewiêædziesi±tych wylano mnie ze stanowiska redaktora naczelnego Polskiego Radia w Koszalinie, a potem ju¿ jako szeregowego dziennikarza, który ten strajk relacjonowa³. Bronili mnie kolejarze, gdy¿ relacjonowa³em strajk rzetelnie i by³em wpuszczony na teren obiektu, w którym odbywa³a siê g³odówka, jako jedyny bodaj dziennikarz z ca³ej waruj±cej pod dworcem gromady reporterów i kamerzystów.

- Je¿eli to prawda - powiedzia³ wtedy Lech Wa³êsa podczas telekonferencji - ¿e wylano go za uczciwe relacje, to ja temu Ulickiemu oddam swoj± pensjê. Poczem pewien m³ody dziennikarz wyt³umaczy³ mu, kim jest ten Ulicki i kasa mi posz³a ko³o nosa". ~~Ile na spotkaniu z Wa³ês±, Ulicki nie wygl±da³ na zmartwionego. Przeciwnie. Zw³aszcza na wspólnym zdjêciu z by³ym prezydentem.

Najnowsza ksi±¿ka Szewacha Weissa

By³y ambasador Izraela w Polsce, Szewach Weiss, by³ 30 czerwca bohaterem na promocji swojej ksi±¿ki, stworzonej z pisark± El¿biet± Chereziñsk±, pt. "Z jednej strony, z drugiej strony" (K. Prószyñski i S-ka, Warszawa, 2005). Weiss nie by³ zwyk³ym ambasadorem - ten profesor, by³y wiceprzewodnicz±cy a pó¼niej przewodnicz±cy Knesetu, móg³ wybieraæ, co chcia³ - byæ ambasadorem w Moskwie, Waszyngtonie lub Berlinie, ale wybra³ Warszawê, poniewa¿ prze¿y³ Holokaust w piwnicy w Borys³awiu. Mówi wietnie po polsku. Obecnie wyk³ada na Uniwersytecie Warszawskim i dzieli czas miêdzy Polskê a Izrael.

Jest gawêdziarzem niezrównanym, tworzy puenty na poczekaniu. Na przyk³ad, opowiada³ na promocji, ¿e id±c na bankiet do Billa Clintona w Bia³ym Domu, musia³ za³o¿yæ smoking i muszkê do koszuli. Powiedzia³: "A ja nie wiedzia³em, jak siê muszkê wi±¿e. Ta muszka, ta muszka - ZMUSZALI nas do zak³adania MUSZKI . Albo. Kiedy by³ przewodnicz±cym Knesetu mia³ takiego jednego pos³a, który siê zawsze wyrywa³ do g³osu z jak±¶ kontrowersyjn± uwag±, zawsze co narozrabia³. "Mia³ przyjechaæ do nas Clinton i wyst±piæ w Knesecie.- mówi³ Weiss - a ten pose³ ju¿ zapowiada³, ¿e on `temu Clintonowi' poka¿e; ¿e jak Clinton co powie `nie takiego, jak potrzeba', to on wyskoczy jak z procy ze swojego miejsca i takiego mu zada bobu, ¿e Clinton straci g³owê, itd. Nikt temu pos³owi nie móg³ daæ rady. Poprosi³em go wiêc do siebie, zbli¿y³em twarz do twarzy i powiedzia³em:

`Uwa¿aj! Clinton ma tak±ochronê, ¿ejak ty wyskoczysz ze swojego fotela, to zanim zd±¿ysz co powiedzieæ, oni ciê zabij±'. I mia³em spokój". Albo. "Myli siê, ¿e jak taki ambasador jak ja, wysy³a depeszê do Biura Spraw Zagranicznych w Jerozolimie (MSZ), to oni tam na górze to czytaj±, deliberuj± czy co w tym rodzaju. Nic podobnego. Wymyli³em wiêc taki sposób, ¿e bêdê pisa³ do nich z Warszawy `depesze do samego siebie'. Na temat `Pianisty' polañskiego napisa³em chyba z niêæ albo sze¶æ `depesz do siebie . I wyobra¼cie sobie - przeczytali!".

Taki jest Szewach Weiss.

255 góralskich dowcipów

50 senatorów ró¿nych opcji przyby³o 29 czerwca do restauracji w Nowym Domu Poselskim na promocjê ksi±¿ki senatora W³adys³awa Bu³ki pt. "Wszystko po góralsku". To ju¿ dziewi±ta ksi±¿ka tego senatora z ¯ywca, który koncentruje uwagê na wszystkich elementach ¿ycia góralskiego. Spotkanie promocyjne prowadzi³ z werw± Stanis³aw B³aszczyk, przyjaciel senatora i redaktor naczelny miesiêcznika "Ambasador". Na promocji by³ burmistrz ¯ywca, Antoni Szlagor, który mówi³, jak wielk± popularnoci± ciesz± siê ksi±¿ki senatora. I nic dziwnego, je¿eli, dla przyk³adu, w tej najnowszej jest 255 dowcipów góralskich, a na 53 stronach wiele pasjonuj±cych opowieci o "Mi³owaniu po góralsku". I w jednych i w drugich - erotyki góralskiej mnóstwo. I wszystko - zrelacjonowane gwar± góralsk±, do której jest, a jak¿e, s³ownik. Mogê wiêc przyk³ady przet³umaczyæ (wiem, ¿e senator bêdzie siê na mnie gniewa³, bo on gwar± w³ada po mistrzowsku, ale trudno).

Ostrzegam, ¿e dowcipy s± ostre.

Na przyk³ad taki. Janek Kuper, bogaty gazda, odda³ swoje pole pañstwu, bo ju¿ nie móg³ dalej robiæ. Mia³ do¶æ du¿± rentê, ale ze swoj± Hani± nie chcia³ siê za bardzo ni± dzieliæ.

Kiedy mówi: "Wiesz, Hanka, mo¿e bymy siê spróbowali pomi³owaæ. Ju¿ nam tego ¿ycia du¿o nie zosta³o".

Czemu nie ? Ale daj mi po³owê renty".

"Dam. Jak bym móg³ nie daæ ?".

Zaczêli siê mi³owaæ "³okropnie" czyli bajecznie. Janek mówi: "Hanka, ¿ebym wiedzia³, ¿e bêdzie tak fajnie i ¿e ty jako tak cnotê zachowa³a, to bym ci da³ ca³± rentê".

Rozemia³a siê Hanka - A ja, ¿ebym wiedzia³a, ¿e ci stanie, to bym ci±gnê³a te rajstopy, co mi kupi³ na targu"

Zygmunt Broniarek, Warszawa