Prywatna Internetowa gazeta Zygmunta Broniarka

Plotki p³otki i GRUBE RYBY

Wyprawa z Pastusiakiem do Niemiec (2)

 

Tajemnicze nazwisko kochanki Goethego

 

 

Pierwszy odcinek tego serialu, w którym opisywa³em wizytê w Domu (Muzeum) Goethego w Weimarze, zakoñczy³em stwierdzeniem, ¿e ¿ycie poety by³o naznaczone trzema romansami, jednym nawet w dwóch ods³onach.

 

Romans pierwszy, to mi³o¶æ do m³odej Charlotty Buff, który zakoñczy³ siê odkryciem, ¿e jest ona zarêczona. Romans drugi - to stosunki Goethego z drug± Charlott± - von Stein - ¿on± Wielkiego Koniuszego ksiêstwa Sachsen-Weimar-Eisenach, czyli dzisiejszej Turyngii. Romans ten ogranicza³ siê do obfitej korespondencji i do niczego wiêcej. To on w³anie przerodzi³ siê w romans trzeci w dwóch ods³onach. Ods³ona pierwsza - to podró¿ Goethego do W³och w latach 1786-88, w czasie której korespondencja z pani± von Stein trwa. Ona za nie ma jeszcze pojêcia, ¿e nieszczê¶cie siê zbli¿a. Druga ods³ona to list Goethego do niej, proklamuj±cy zerwanie. On ju¿ jest w Weimarze i wkrótce pó¼niej, po miecie rozchodzi siê wiadomo¶æ, ¿e zwi±za³ siê z inn± kobiet±, prost± dziewczyn±, ale zakochan± w nim bez pamiêci. Nazywa siê Christine Vulpius i to ona w³anie daje Goethemu to, czego nigdy nie da³a mu Charlotta von Stein - mi³o¶æ rozpustn±, ale przenikniêt± wiernoci±, lojalnoci± i oddaniem.

 

Johann Wolfgang Goethe

W nazwisku Vulpius kryje siê jaka tajemnica lingwistyczna. Nie jest to nazwisko ch³opskie, a wiêc np. Bauer ("ch³op" w³anie), ani "rzemielnicze" - np. Schmidt ("kowal"). Jest to nazwisko ³aciñskie, pochodz±ce od s³owa "vulpes" ("lis"). Niektórzy badacze anglosascy, ale tylko prywatnie i nieco ¿artobliwie, wysuwaj± hipotezê, ¿e s³owo "vulpes" jest powi±zane ze s³owem angielskim "voluptuous" - "lubie¿ny", "zmys³owy", "rozpustny".

 

My nie id¼my tak daleko, powiedzmy tylko, ¿e w 1806 roku, Goethe, po d³ugoletnim po¿yciu z pann± Vulpius "na lisi± (bo przecie¿ nie na koci±) ³apkê" ¿eni siê z ni± i ma z ni± jedynego syna, Augusta. Syn umiera w 1830 roku, co dla Goethego stanowi wielk± tragediê, i co prawdopodobnie przyspiesza jego w³asn± mieræ (1832).

 

Jakiego wiat³a wiêcej ?

Kiedy romans Goethego z Christine Vulpius by³ wstydliwie skrywan± tajemnic±, ale od d³u¿szego czasu sprawa widnieje prominentnie w Domu Goethego w Weimarze. Tu ju¿ ¿adnej tajemnicy nie ma, natomiast nie odkryty dotychczas jest sekret s³ynnego powiedzenia Goethego w ostatniej chwili jego ¿ycia: "Mehr Licht - Wiêcej wiat³a". Wci±¿ wiêc nie wiemy, czy Goethe mia³ na myli wiêcej wiat³a w sensie edukacji i owiecenia, czy te¿ w sensie czysto dos³ownym: ¿e w pokoju by³o po prostu za ciemno. Konsul generalny RP w Lipsku, Jan Granat, który ¿ycie Goethego zna wszechstronnie, mówi, ¿e tu ka¿dy mo¿e myleæ, co chce. Jak wolny rynek, to wolny rynek.

 

Natomiast marsza³ek Pastusiak oceni³ mnie, w zwi±zku z Goethem, ca³kiem jednoznacznie. Po zwiedzeniu Domu Goethego przechodzimy do Biblioteki Anny Amalii nazwanej tak od imienia ¿ony, pó¼niej wdowy, po Wielkim Ksiêciu Augucie, z której to biblioteki Goethe obficie korzysta³. Pytam dyrektora, profesora Michaela Knoche, czy w jego bibliotece znajduje siê oryginalna korespondencja Goethego z Charlott± von Stein. Zanim pada odpowied¼, profesor Pastusiak wtr±ca: "Redaktor Broniarek pyta o to, poniewa¿ nie wierzy w mi³o¶æ platoniczn±". Rzeczywicie - nie wierzê. A co do meritum, to owszem, korespondencja - ta platoniczna - Goethe-pani von Stein, w Bibliotece Anny Amalii jest.


Intryguj±cy dowód osobisty

 

To wszystko - to historia dawna. Ale natrafiamy tak¿e na ciekawe okruszki historii najnowszej. Jestemy w ratuszu Erfurtu, za marsza³ka Pastusiaka goci nadburmistrz tego miasta, Manfred Ruge. Pe³ni on sw± funkcjê ju¿ 12 lat, z czego osiem w wyniku wyborów bezporednich, co wiadczy, ¿e jest autentycznie popularny. Podkrela z dum± swój "proletariacki" charakter, mówi±c: "Wiêkszo¶æ burmistrzów i nadburmistrzów w Niemczech - to profesorowie, prawnicy, ekonomici. Ja jestem tylko dyplomowanym elektrykiem". Jestemy wiêc jak gdyby w rodzinie, bo przecie¿ Lech Wa³êsa te¿ ten sam zawód pierwotnie reprezentowa³. W ogromnej sali ratusza, Manfred Ruge pokazuje nam wielkie obrazy, przedstawiaj±ce historiê Erfurtu, co przypomina Matejkê i co - jak kto mówi - by³o "ówczesn± telewizj±".

 

Nadburmistrz szykuje nam te¿ nie lada niespodziankê. Marsza³ek Pastusiak ma siê wpisaæ do Z³otej Ksiêgi, ale przed tym, p. Ruge prosi go, by z³o¿y³ autograf w jego dowodzie osobistym, bo ma tam ju¿ wpis Gorbaczowa, Kohla, Johannesa Rau (obecnego prezydenta RFN) i innych VIP'ów. Pastusiak siê oczywicie zgadza i otrzymuje do podpisu dowód osobisty Rugego z czasów...NRD (Erfurt w dawnej NRD le¿y). Nadburmistrz zachowa³ go na pami±tkê i uczyni³ zeñ albumik do zbierania autografów. W dowodzie jest piecz±tka "ungültig" ("niewa¿ny"), ale wszyscy mówi±: "TERAZ dopiero jest wa¿ny!".

 

Mo¿na powiedzieæ, ¿e zachowanie NRD-owskiego dowodu osobistego przez nadburmistrza Rugego jest jego prywatn± spraw±. Jednak¿e w Berlinie natrafiamy na co jeszcze ciekawszego: marsza³ek Pastusiak prowadzi rozmowê z sekretarzem stanu w niemieckim MSZ, Günterem Pleugerem, ale dok³adnie gdzie ? W dawnej sali obrad Biura Politycznego...KC SED czyli partii komunistycznej NRD. P. Pleuger mówi, ¿e sala znajduje siê dok³adnie w takim samym stanie jak w czasie NRD z wyj±tkiem ladów po portretach Marksa i Engelsa. Co wiêcej, u wejcia do sali widzimy du¿± tablicê, wyjaniaj±c± jej poprzednie przeznaczenie, z planem i z obszern± informacj±. Wcale to nie znaczy, ¿e Niemcy "na wschodzie" chcieliby powrotu NRD. Nie! Zarówno ci "ze wschodu" jak i ci "z zachodu" uwa¿aj± po prostu, ¿e NRD jest czê¶ci± historii Niemiec, a nie "czarn± dziur±".


Baden-Baden

 

Na koniec uwaga lingwistyczna. Marsza³ek zna niemiecki i u¿ywa³ go w rozmowach prywatnych. Us³ysza³em nawet dwuwiersz "Polen und Thüringen // Fliegen auf denselben Wingen".("Polska i Turyngia // Lec± na tych samych skrzyd³ach"). Do rozmów oficjalnych, delegacja mia³a wspania³± t³umaczkê, Monikê Ordon-Krzak, co siê objawi³o kolejny raz w fakcie nastêpuj±cym. W jednym z przemówieñ, marsza³ek, chc±c podkreliæ, ¿e wszelkie rozmowy powinny mieæ swój dalszy ci±g w postaci konkretów, stwierdzi³, ¿e nie mo¿e byæ tak, jak we fraszce: "Konferencja w Baden-Baden // A rezultat ¿aden ¿aden". Fraszkê tê postanowi³ w³±czyæ do przemówienia w ostatniej chwili, wobec czego na dwie minuty przed jej wyg³oszeniem uprzedzi³ o tym pani± Monikê. Ona oczywicie mog³a fraszkê po niemiecku opisaæ, ale wola³a oddaæ j± wierszem. I oto us³yszelimy, jak powiedzia³a piewaj±co: "Konferenz in Baden-Baden // Nachher aber fehlt der Faden" ("Konferencja w Baden-Baden // Ale po niej brak nici (przewodniej)". Za to u pani Moniki by³a to niechybnie niæ Ariadny.

 

W jaki czas po pobycie w Niemczech znalaz³em siê w szpitalu "na Banacha" w Warszawie, co nota bene wp³ynê³o na przerwanie "Plotek" w "Rynkach". Moim towarzyszem w sali by³ pan Albin Grzesiak, ekonomista-specjalista od hutnictwa, cz³owiek uroczy - ma te¿ urocz± ¿onê, pani± Ma³gosiê. Opowiadam mu o "Baden-Baden" wraz z point±, a on na to: "Je¿eli w tekcie niemieckim jest 'niæ', to przecie¿ mo¿na by równie¿ rymowane t³umaczenie niemieckie pani Moniki wyraziæ po polsku wierszem. Co zaowocowa³o nastêpuj±c± wspóln± fraszk±: "Konferencja w Baden-Baden // ¦wiat siê ni± ogromnie szczyci // A z niej korzy¶æ ? Tylko nici". (Koniec).

 

Zygmunt Broniarek, Warszawa

 

2003.02.24 Nasza Polonia