|
Lapidarium VI: S³owa
ju¿ nie uskrzydlaj±
Ryszard
Kapu¶ciñski
2007.03.06, ostatnia aktualizacja 2007.03.03 11:14 Gazeta Wyborcza
Najwiêcej napracowa³em
siê nad opisem cienia, które
rzuca drzewo, nad opisem milczenia rzeki, która p³ynie
przez Saharê. Ale na te obrazy
krytycy nie zwracaj± uwagi.
Ich interesuje polityka, socjologia, gospodarka
|

Fot.
Maciej Zienkiewicz
"Nie
pytam, co u Ciebie, bo od Twojego trybu ¿ycia
krêci siê
w g³owie". Ryszard
Kapu¶ciñski,
Warszawa, 15 kwietnia 2004
ZOBACZ
TAK¯E
GALERIE
ZDJÊÆ
RAPORTY
|
¯aden
z naszych ¶wiatów nie
jest bardziej zró¿nicowany
i podzielony ni¿ ¶wiat
dzieci. ¦wiat doros³ych
jest te¿ oczywi¶cie
pe³en nierówno¶ci,
ale wielu doros³ych ¿yj±c
potrafi z latami wyrobiæ
sobie jakie¶ nisze i przyczó³ki,
natomiast dziecko - nie, jest bezbronne, bezradne, s³abe.
Tym wyra¼niej zaznacza
siê kontrast miêdzy
sytuacj± dziecka w ¶wiecie
bogatych, w którym wszystko urz±dzone
jest tak, aby maluchom dogadzaæ,
obsypywaæ ³akociami,
rozpieszczaæ, a po³o¿eniem
ich rówie¶ników w rodzinach
i spo³eczeñstwach
biednych, w których odmawia siê
im wszystkiego. Te dzieci ¿yj±
czêsto w g³odzie,
na ulicy, w ¶mietnikach.
A poniewa¿
dziecko z natury jest szczególnie wra¿liwe,
wyczulone, delikatne, dostrzega ono nierówno¶æ
po³o¿enia
bardzo bole¶nie i wyrasta
z ju¿ utrwalonym poczuciem
krzywdy, poni¿enia, odtr±cenia.
Cywilizacje przetrwania, a obok
- cywilizacja rozwoju, czyli inaczej: dusza bytuj±ca
(ch³op, wie¶)
i dusza rozbudzona (miasto, jego mieszkañcy).
Czyje to? Kto to napisa³?
Tadeusz Zieliñski?
***
Sztuka, literatura przesta³y
tworzyæ wzorce, przyk³ady.
***
Jêzyk.
Piêkno jêzyka,
jego kunszt, uroda - trac±
znaczenie.
***
O komunizmie. Ludzie zniszczyli
system, ale wiele substancji przez ten system zrodzonych istnieje
i kr±¿y nadal.
***
Tekst Krzysztofa Czy¿ewskiego
"Czas prowincji" ("Znak", 2002/7). Autor traktuje
prowincjê jako szansê,
jako odkrywanie i budowanie od podstaw. To miejsce dla pionierów,
romantyków, ludzi poszukuj±cych,
niegodz±cych siê
na to, co wygodne i ³atwe.
***
|
S³ucha³em
koncertu fortepianowego Roberta Schumanna. Potem czyta³em
o nim. Choroba rozwinê³a siê
w nim, kiedy zbli¿a³
siê do czterdziestki. Wyst±pi³y
trudno¶ci z mówieniem. Coraz
s³abiej rozró¿nia³
d¼wiêki
rzeczywiste od tych, które rodzi³y
siê w jego g³owie
(majaki s³uchowe?), z czasem
wszystkie tempa wydaj± mu siê
zbyt szybkie. Maj±c 44 lata,
rzuca siê w nurty Renu. Ratuj±
go i zamykaj± w zak³adzie
dla ob³±kanych, w którym, w
momentach przytomno¶ci, nawet
komponuje. ¯yje tam jeszcze
dwa lata, umiera w 1856 roku. Jego ¿ona
Clara prze¿y³a
go o 40 lat, daj±c w ca³ej
Europie koncerty, w czasie których gra³a
utwory swojego mê¿a.
***
Co porusza najbardziej, kiedy czyta
siê Stary Testament? Dramatyzm,
groza, poczucie ostateczno¶ci.
***Karty
staro¿ytnych
eposów zaludniaj±
bogowie, herosi, nadludzie, giganci, Gilgamesze. Tymczasem cz³owiek
kultury masowej, klient Mcdonaldów, mo¿e
sam sobie staæ
siê
bohaterem opowie¶ci.
Oto ró¿nica
miêdzy
literatur±
wysok±
a popularn±.
***
Postêpy
komunikacji u³atwiaj±
³±czno¶æ,
ale jednocze¶nie
wykorzeniaj±
ludzi, którzy mog±
teraz swobodnie przenosiæ
siê
z miejsca na miejsce, ju¿
nie czuj±
siê
przywi±zani
do ¿adnego
z nich.
***
Tam,
gdzie ludzie czêsto skazani
s± na przymusowe migracje, np.
w Afryce, tam zwi±zki plemienne
musz± byæ
silne, bo inaczej cz³owiek -
porzucony, zagubiony w obcym ¶wiecie
- zgin±³by. Dlatego gdziekolwiek
szukaj± siê
nawzajem, próbuj± mieszkaæ
w pobli¿u, zachowywaæ
wspólne wierzenia i obyczaje, "wyczuwaæ
swoim ³okciem obecno¶æ
s±siada". To zwiêksza
poczucie bezpieczeñstwa potrzebne
ka¿demu, kto znajdzie siê
w obcym ¶wiecie.
***
Do eseju - "Zmiany w obrazie ¶wiata":
- religie ze struktury getta przechodz±
do struktury sieci;
- nowe dyktatury, w wyniku m.in. rewolucji informacyjnej, wystêpuj±
dzi¶ czêsto
w postaci mieszanej, zawieraj±c
w sobie np. jednocze¶nie formy
demokracji i liberalizmu.
***
Pacyfik: kontakty na tym obszarze miêdzy
regionami i kulturami s± du¿o
starsze ni¿ zwi±zki
miêdzy Europ±
i Ameryk±.
***
Chamstwo jest wieczne. Pod dat±
28 sierpnia 1918 roku Maria D±browska
notuje w swoim dzienniku: "Jak d³ugo
jeszcze chamstwo bêdzie siê
sro¿yæ
i panowaæ nad pozorami demokratycznych
idei?".
***
Wizyta w szkole dzieci autystycznych we Wroc³awiu.
Ka¿de dziecko ma swoj±
opiekunkê-nauczycielkê.
W czasie przerwy rozmawia³em
z nimi. Odnios³em wra¿enie,
¿e nie tylko one wp³ywaj±
na dzieci, ale ¿e dzieci - ich
obecno¶æ i zachowanie, ten fakt,
¿e s±,
ma wp³yw na te dziewczyny -
wychowawczynie, które staj±
siê coraz bardziej z³±czone
ze swoimi podopiecznymi. Zachodzi jaka¶
g³êboka symbioza miêdzy
tymi istotami, zwi±zek wa¿ny
dla obu stron, bo mali uczniowie zaczynaj±
byæ potrzebni ich opiekunkom,
które oddaj± im przecie¿
nie tylko swój czas, ale i czê¶æ
w³asnej osobowo¶ci.
***
W dawnych czasach ch³opi pragnêli
silnej, autorytarnej w³adzy
centralnej (królewskiej, cesarskiej), poniewa¿
w niej upatrywali rêkojmiê
sprawiedliwo¶ci, obroñcê
przeciw samowoli, uciskowi i bezprawiu lokalnych kacyków, prowincjonalnych
satrapów. Silna, dziedziczna, niedostêpna
w³adza, a bywa³a
ona te¿ bezwzglêdna
i okrutna, mia³a poparcie ludu,
który widzia³ w niej swojego
jedynego orêdownika, swoj±
tarczê.
Zjawisko to zauwa¿a Karl A.
Wittfogel w swojej fundamentalnej ksi±¿ce
pt. "Oriental Despotism. A Comparative Study of Total Power"
(1957). Silna w³adza centralna
by³a warunkiem przetrwania tzw.
spo³eczeñstw
hydraulicznych (hydraulic societies), tj. tych, których istnienie zale¿a³o
od ilo¶ci przydzielonej wody,
a jej zasoby by³y ze wzglêdów
klimatycznych, glebowych i technologicznych - ograniczone. Kto¶
musia³ rozdzielaæ
wodê w kana³ach
irygacyjnych - inaczej silniejszy lokalny kacyk zabiera³by
wszystko. W dodatku, aby gromadziæ
wodê, trzeba by³o
budowaæ olbrzymie systemy jej
gromadzenia, a to w epoce niskich technologii wymaga³o
wielkich armii robotników. Armie te mog³a
powo³ywaæ
i kierowaæ nimi tylko potê¿na
si³a despotyczna.
Despotia wiêc i jej istnienie
stanowi³y konieczny warunek
¿ycia i przetrwania ludzi.
***
Woda jest jedynym elementem natury, na który dawny cz³owiek
móg³ mieæ
wp³yw. Nie mia³
go ani na klimat, ani na jako¶æ
gleby. Natomiast w³a¶ciwo¶ci±
wody jest ruchliwo¶æ i podatno¶æ
na kierowanie.
Dodajmy, ¿e w przesz³o¶ci
wiele spo³eczeñstw
uprawia³o rolnictwo nawadniane.
Równocze¶nie jednak obok nich,
przez miedzê, tysi±cami
lat ¿y³y
biedniejsze od nich plemiona rybaków, my¶liwych
itd., które jednak nie przejmowa³y
wzorców od rolników. Dlaczego? "Podobnie jest zawsze i wszêdzie
- pisze Wittfogel - bowiem >>bilans cz³owieka
<< sk³ada siê
nie tylko z materialnych, ale i niematerialnych pozycji. Wszelkie sprowadzanie
go do racji wy³±cznie materialnych
okazuje siê mylne. Oczywi¶cie
czynnik materialny ma du¿e znaczenie,
ale mówi±c o nim, musimy pamiêtaæ,
¿e wagê
maj± równie¿
inne warto¶ci, takie jak osobiste
bezpieczeñstwo, wolno¶æ
czy zwyczaje i tradycja. Do¶wiadczenia
wielu spo³eczeñstw
tradycyjnych - pisze dalej - które egzystowa³y
w biedzie, a nawet prze¿y³y
d³ugie okresy g³odu,
nie próbuj±c przej¶æ
do gospodarki rolnej, dowodz±
ogromnej atrakcyjno¶ci warto¶ci
niematerialnych. Widaæ to szczególnie
wówczas, kiedy bezpieczeñstwo
materialne mo¿na by³o
osi±gn±æ
jedynie za cenê politycznego,
ekonomicznego czy kulturalnego poddañstwa".
***
Coraz wyra¼niej dominuje praktyczne
podej¶cie do ksi±¿ki:
ludzie szukaj± w niej informacji
- encyklopedycznej, jêzykowej,
po-
dró¿niczej.
Tymczasem najwiêcej napracowa³em
siê nad opisem cienia, które
rzuca drzewo, nad opisem milczenia rzeki, która p³ynie
przez Saharê. Ale na te obrazy
krytycy nie zwracaj± uwagi.
Ich interesuje polityka, socjologia, gospodarka.
***
Porz±dkowanie biurka. G³ównie
polega to na zdejmowaniu le¿±cych
na nim stosów ksi±¿ek i papierów
i uk³adaniu ich na pod³odze.
Biurko wygl±da teraz jak wynios³a
drewniana twierdza oblegana przez kolumny ksi±¿ek,
które na pod³odze czekaj±
momentu, ¿eby ponownie wedrzeæ
siê na szczyt.
18.08.02.
Czytam Schopenhauera. Radzi prowadziæ
dziennik. To sposób, aby zastanowiæ
siê nad ka¿dym
przebytym dniem - co siê robi³o,
jakie przychodzi³y my¶li.
(Wydaje mi siê, ¿e
wa¿ne w pisaniu dziennika jest
wybraæ i utrwaliæ
jaki¶ szczegó³
- bodaj jeden, bo inaczej dzieñ
up³ynie "bez zaczepienia".
Chodzi o tworzenie "zaczepów czasu", aby dzieñ
nie prze¶lizgiwa³
siê po jego powierzchni bez
¶ladu).
***
Pascal, Kierkegaard, So³owiow
wadz± siê
z Bogiem. Kto dzi¶ jeszcze wadzi
siê z Bogiem?
***
Najczê¶ciej nie dostrzegamy
innych. I inni nas nie dostrzegaj±.
Jeste¶my - jak bohater powie¶ci
Ralpha Ellisona - "nawzajem dla siebie niewidoczni".
***
"Ludzko¶æ rozpada siê
na dwa dzia³y - pisze Joachim
Lelewel w swoim eseju z 1844 roku >>Uwagi nad dziejami Polski i ludu jej
<< - jeden, czynny, ze szkod±
drugiego, którego u¿ywa i nadu¿ywa
do woli: skwapliwy i przedsiêbiorczy
chy¿o rzuca siê
w drogi postêpu, dostarcza mnogich,
a rozmaitych wydarzeñ, których
nastêpstwo zajmuje i wzrusza
czytelników: wszelkie opowiadania nim siê
zajmuj±. Drugi, cichy, nieruchawy
i bierny leniwie siê ci±gnie
na drodze postêpu, szybko przez
innych przebieganego; wejrzenie jego, wierne przesz³o¶ci,
d³ugo trwa niezmienione; trud
mozolny, jaki podejmuje, zawsze ten sam, dostarcza przedmiotu do ogólnych
wspomnieñ w wyra¿eniach
p³owych, ¿ywo¶ci
pozbawionych. A je¿eli niekiedy
zrywa siê ze swojej na biedê
nieczu³o¶ci,
jego wzruszenia, jego wybuch mog±
¶wiat wstrz±sn±æ,
zachwyciæ wzrok dziejarza, ale
to chwilowo, bo wnet schodzi z widni, ton±c
w ciszy nieprzemiennej jednostajno¶ci".
Joachim Lelewel - "Wybór pism historycznych", wyd. Ossolineum
***
Dzisiaj s³owa to biblijne "cymba³y
pustobrzmi±ce" - nie poci±gaj±
¿adnych konsekwencji, do niczego
nie zobowi±zuj±.
S³owa ju¿
nie uskrzydlaj±, ale tak¿e
nie rani± i nie niszcz±,
s± bezwolne, obojêtne,
nic nie wa¿±, nic nie znacz±.
***
Chocia¿by taki przyk³ad:
papie¿ wystêpuje
przeciw wojnie z Irakiem. Ale rz±d
- klêcz±c
przed papie¿em, jednocze¶nie
i otwarcie popiera tê wojnê.
Ten oportunizm jednak nie wywiera na nikim wra¿enia,
nie budzi niesmaku czy sprzeciwu.
Zastanawiam siê te¿,
czy ta dewaluacja s³owa nie
jest aby ¼ród³em
kryzysu literatury, wszak s³owo
jest jej budulcem, a maj±c taki
lichy materia³, pisarz nie mo¿e
daæ dzie³
mocnych i wa¿nych.
***
Zofia
Gebhard, poetka z Wroc³awia,
w jednym z listów: "Nie pytam, co u Ciebie, bo od Twojego trybu ¿ycia
krêci siê
w g³owie". I ¿eby
wprowadziæ trochê
spokoju i ciszy w moje zwariowane tempo, w mój prze³adowany
do granic mo¿liwo¶ci
kalendarz, Zosia pisze mi, ¿e
w jej ogródku pojawi³y siê
ptaki, albo ¿e w³a¶nie
ugotowa³a kopytka, do których
zrobi sos grzybowy, albo nagle przysy³a
mi zasuszony p³atek fio³ka
perskiego.
***
U nas: nagminne ignorowanie zasady staro¿ytnych,
która brzmi:
Non omne licitum honestum (nie wszystko, co dozwolone, jest godziwe).
11.03.03
Wzi±³em przypadkiem do rêki
"Dziennik" Bronis³awa
Malinowskiego. Otworzy³em na
roku 1914 i od razu dowiedzia³em
siê dwóch wa¿nych
rzeczy:
pierwszej - ¿e Witkacy mia³
my¶li samobójcze ju¿
w roku 1914 na Cejlonie:
"...chcia³em siê
zabiæ. Siedzia³em
z browningiem przy skroni", co potwierdza tezê,
¿e sk³onno¶ci
samobójcze s± pewn±
cech± wrodzon±,
jaka¶ czê¶æ
ludzi stale sk³ania siê
ku temu rozwi±zaniu;
drugiej - ¿e Malinowski decyduje
siê podj±æ
badania terenowe na Nowej Gwinei w tropikach, nienawidz±c
tropików: "Silna trema przed tropikami; wstrêt
do gor±ca i duszno¶ci
- rodzaj panicznego strachu przed mo¿liwo¶ci±
straszliwego upa³u".
16.03.03
Przed tygodniem skoñczy³em
"¯ycie moje cudowne...",
czyli Marii D±browskiej pamiêtniki
w jednym tomie. Teraz robiê
wypisy z tej lektury:
05.01.1919:
"Wydarzenia, które prze¿ywamy,
wp³ynê³y
na wygl±d ludzi. Wszystkie twarze
sta³y siê
wyraziste i odrêbne";
"Tajemnica osobowo¶ci jest
rzecz± w istocie nieprzeniknion±".
1922:
Wszêdzie "zgraje wszelkiego
duchowego i moralnego mot³ochu".
Autorka pisze, ¿e "na grób
Niewiadomskiego pielgrzymowa³y
t³umy nie mniejsze ni¿
do trumny Narutowicza". St±d
D±browska wyci±ga
wniosek:
"Naród nasz sk³ada siê
z dwóch narodów, które jêzyk
ust maj± wspólny, ale nie jêzyk
ducha". I na my¶l o tym
autorka "Nocy i dni" "dr¿y
zabobonnie".
20.06.1929:
"Wyda³o mi siê
pewnego rodzaju kalectwem, ¿e
Polska wszystko robi po³owicznie,
we wszystkim boi siê dna".
Lata trzydzieste:
"Straszno jest ¿yæ
i pracowaæ w tym kraju, tak
niewdziêcznym, w którym kochaæ
mo¿na tylko kilkoro ludzi".
14.11.1936:
"Polska staje siê krajem
bandytów i chuliganów. Wystarczy odezwaæ
siê szlachetnemu cz³owiekowi,
aby skierowa³y siê
przeciwko niemu majcher, nó¿,
kastet - ³ajno".
28.11.1936:
"W >>Goñcu Warszawskim << ukaza³a
siê napa¶æ.
Wiêc rzeczywi¶cie
rêk±
i nog± ju¿
w Polsce ruszyæ nie mo¿na.
Podcina siê w imiê
nacjonalizmu jedyn± twórcz±
po¿yteczn±
dzia³alno¶æ".
12.03.1937:
"Czytam listy Orzeszkowej. Nieskoñczony
smutek wielkiego osamotnienia wieje z tych listów. W Polsce by³o
zawsze tak, jak jest dzisiaj. Pomyje i plwociny dla wielkich i szlachetnych,
uznanie i entuzjazm dla ba³wanów
lub zgo³a nêdzników".
05.08.1956:
"Jakim destrukcyjnym czynnikiem jest politykierstwo!".
25.05.1960:
"Niemo¿no¶æ
porozumienia siê, niemo¿no¶æ
wydawania s±dów, niemo¿no¶æ
rozró¿nienia - to istota naszych
czasów".
10.12.1964:
"Cz³owiek nie jest wolny.
Ile¿ rodzajów niewolniczej zale¿no¶ci
jest jego przeznaczeniem".
***
Quam parva sapientia regitur mundus! ("z jak ma³±
m±dro¶ci±
mo¿na rz±dziæ
¶wiatem!")
***
Gdzie¶ tak w koñcu
lutego, przechodz±c ulic±,
zobaczy³em, jak w czyim¶
ogródku spod ¶niegu wystaje
ga³±zka zielonego bukszpanu.
Ta zieleñ by³a
¶wie¿a,
ju¿ tegoroczna, zapowiadaj±ca
wiosnê. Idzie wiosna! - pomy¶la³em,
ale zamiast ucieszyæ siê
t± my¶l±,
poszed³em dalej z uczuciem smutku
i pewnego zawodu. Ju¿ wiosna
- powtórzy³em sobie zmartwiony,
jakby ten fakt czego¶ mnie pozbawi³.
Ale czego?
Otó¿ straci³em
to cudowne uczucie, które przepe³nia
nas, kiedy oczekujemy na co¶
piêknego i wznios³ego.
Wystêpuje ono, kiedy jeste¶my
w okresie wyczekiwania, ale kiedy ono siê
skoñczy - uczucie owo zniknie,
zostawiaj±c po sobie przykr±
pustkê. Tak by³o
i tym razem. Pomy¶la³em
- wiosna! I to stwierdzenie by³o
jednocze¶nie radosne, ¿e
po uci±¿liwej zimie nadci±ga
ciep³a pora roku, i zarazem
smutne, bo skoñczy³a
siê wype³niona
nadziej± i pragnieniem pora
wyczekiwania.
*Ci±g dalszy za tydzieñ
"Lapidarium VI" uka¿e
siê w maju nak³adem
wydawnictwa Czytelnik
"Lapidarium
VI" ukazuje siê w takim
kszta³cie, w jakim zostawi³
je Ryszard Kapu¶ciñski,
id±c do szpitala 26 grudnia
2006 roku. Znajduj± siê
w nim zapiski, które pisarz sporz±dza³
w ostatnich piêciu latach. Ksi±¿kê
przygotowa³a do druku Alicja
Kapu¶ciñska,
¿ona pisarza
http://www.gazetawyborcza.pl/
|