|
Przyjemn± cech±
takiego tournée, zag³uszaj±c±
poczucie pewnego absurdu sytuacji, by³o
to, ¿e mog³em
po wielu latach ponownie odwiedziæ
Brukselê, Pary¿
i Amsterdam, a przy okazji wpa¶æ
do Krakowa, gdzie odbywa³y
siê targi ksi±¿ki,
i do rodzinnej Warszawy, gdzie umówiono mnie na kilka wywiadów i
gdzie, w przelocie, spotka³em
siê ze wspó³pracownikami
WEEKendu.
W ci±gu 10 dni odwiedzi³em
zatem a¿ 4 kraje, przekraczaj±c
normê podró¿y
zagranicznych przez ca³e
¿ycie emigranta w Ameryce.
Jak zwykle, na¶miewam
siê teraz z siebie, krygujê
i kokietujê, ale nie da
siê przecie¿
zaprzeczyæ, ¿e
naprawdê mnie tam zaproszono
i ¿e przysz³o
na spotkania trochê osób...
Ca³a inicjatywa, a potem
najwiêcej trudów, starañ
i wydatków, przypad³a
na mieszkaj±c±
w Belgii od ponad 30 lat pani±
Annê Mazur. Osi±gn±wszy
wiele w swoim zawodzie za granic±
(ma wykszta³cenie politechniczne)
i wychowawszy w duchu patriotyzmu piêcioro
dzieci (dwie córki studiuj±
na UJ!), pani Ania chce teraz zaanga¿owaæ
siê w promowanie polskiej
kultury.
Poznawszy
moje teksty w internecie, postanowi³a
zaprosiæ mnie na spotkanie
z czytelnikami w swoim kraju. Grzecznie podziêkowa³em,
bo gdzie¿ mi tam jechaæ
a¿ do Belgii z Nowego
Jorku, kiedy, za co, po co? Potem jednak okaza³o
siê, ¿e
w tym samym czasie s±
krakowskie targi ksi±¿ki,
a pani Mazur by³aby w
stanie zorganizowaæ kolejne
spotkania czytelnicze, w Pary¿u
i Amsterdamie. Niby w innych krajach, ale tak od siebie oddalonych,
jak Nowy Jork od Bostonu i Waszyngtonu.
Powinienem w³a¶ciwie,
jak na kreuj±cego swój
publiczny wizerunek cz³owieka
przysta³o, opowiedzieæ
teraz o pe³nych salach,
kamerach telewizyjnych, stoj±cych
owacjach. No i co¶ napomkn±æ
czytelnikom o przelocie w luksusowych warunkach, czekaj±cych
na lotniskach limuzynach, noclegach w Sheratonie. No có¿,
Sheraton siê raz, w Brukseli,
trafi³, ale by³y
te¿ pokoje go¶cinne
Polskiej Akademii Nauk w Pary¿u,
a w Amsterdamie - pokój go¶cinny
w mieszkanku wspó³pracowniczki
WEEKendu, fotografki Gosi Stêpieñ.
Ale dlaczego siê tego
wstydziæ? Przecie¿
tak siê zaczyna wiêkszo¶æ
karier (?). Ba, przez d³ugie
lata s³awni ludzie spuszczaj±
zas³onê
milczenia na fakt, ¿e
w tych ¶wiatowych woja¿ach
zatrzymuj± siê
g³ównie u Polaków, ¿e
to tylko oni siê z nimi
spotykaj±, wreszcie -¿e
rzadko kiedy jest to podró¿
w luksusowych warunkach i za w³asne
pieni±dze. [Szkoda, ¿e
potem, gdy s± ju¿
s³awni, zapraszani przez
fundacje, uniwersytety i rz±dy,
zapominaj± czasem nazwisk
tych skromnych dobroczyñców].
Czê¶ciej jest tak, jak
u ni¿ej podpisanego, którego
Ania przewozi³a z miasta
do miasta swoim citroenem dieslem, wysup³ywa³a
euro na kolacjê, a kto¶
inny znowu zaprasza³ go
na obiad w Warszawie. Albo te¿
to ja wysup³ywa³em,
ukryte w bucie, dolary, na lunch czy wino. Wreszcie, znany w¶ród
nowojorskiej Polonii sponsor kultury i filantrop, Andrzej Jañczyk,
po prostu ufundowa³ mi
bilet z Nowego Jorku do Brukseli!
Dobroczyñcom dziêkujê,
a Pañstwa bardzo proszê,
aby do nich nie wydzwaniali w sprawie darmowych biletów, hoteli
i posi³ków. Ja sobie na
nie zapracowa³em, pisz±c
co tydzieñ przez 10 lat.
I to o Polonii.
- A jaka jest Polonia w krajach zachodnioeuropejskich? - spytaj±
Pañstwo. Po¶wiêcê
temu osobny felieton. Teraz tylko, tytu³em
zachêty, powiem, ¿e
jest... prawie taka sama, jak amerykañska.
Mniej wiêcej tyle samo
(zwykle 20-30) przychodzi³o
osób na spotkania, co w ksiêgarni
na Greenpoincie, gdzie¿em
przecie¿ królem. Jaka¶
lokalna telewizja w Amsterdamie krêci³a
ze spotkania materia³
(po polsku), polska dziennikarka odnotowa³a
imprezê w swojej polskojêzycznej
publikacji. W Brukseli ludzie zgromadzili siê
w Polskiej Misji Katolickiej, a przy wej¶ciu
do sali wisia³y og³oszenia
o pracê oraz reklama specyficznej
us³ugi: przejazdy autobusowe
Grajewo-Bruksela i Bruksela-Grajewo. W samej za¶
sali urz±dzono, przy okazji
przyjazdu Latusa, wystawê
prasy polonijnej ze ¶wiata.
Dziwna wystawa, zastanawiaj±ce
wnioski: w ka¿dym kraju,
czy to Niemcy czy Ukraina, ukazuje siê
po kilka, a nawet - kilkana¶cie
polonijnych periodyków!
W Pary¿u na spotkanie
przysz³o, ku mojemu zaskoczeniu,
najmniej osób - ponoæ
nie by³o informacji. Pogadanka
odby³a siê
za to na piêknym Montmartrze,
w polskiej restauracji "Mazurka". Natomiast w Amsterdamie - w galerii
wspó³czesnej sztuki i
fotografii prowadzonej przez Wandê
Michalak. Niespodziewan±
wizytê z³o¿yli
grafik Marcin Kulabko, autor niejednej ok³adki
WEEKendu oraz Ania Pytlowany, nasza by³a
korespondentka z Nepalu (!), obecnie robi±ca
doktorat w Amsterdamie. Spotkanie w Holandii by³o
naj¿ywsze ze wszystkich
i tylko na nim nawi±zany
zosta³ prawdziwy kontakt
z publiczno¶ci±.
No, to ju¿ siê
Pañstwu pochwali³em,
a w zasadzie - wyt³umaczy³em,
dlaczego mnie nie by³o
przez 7 dni (wybra³em
resztê urlopu).
Ten felietonik byæ mo¿e
zakoñczy swój ¿ywot,
razem z reszt± gazety,
w jakiej¶ ubikacji. Ja
natomiast wpiszê sobie
raz na zawsze do ¿yciorysu
i skwapliwie bêdê
opowiada³ wszystkim Amerykankom
i Polkom, ¿e odby³em
Book Tour Paris-Brussels-Amsterdam, ach no i jeszcze Cracow-Warsaw/Poland.
A mo¿e jestem zbyt ambitny?
Mo¿e oczekujê
od ¿ycia zbyt wiele? Mo¿e
nic wiêkszego ju¿
siê w moim ¿yciu
zawodowym nie wydarzy, a ja powinienem po prostu siê
cieszyæ, ¿e
tam by³em, piêkne
miasta zwiedzi³em, pyszne
francuskie jedzenie jad³em
i belgijskie piwo pi³em.
¯e pozna³em
ludzi, którzy - jak siê
okazuje - na odleg³o¶æ,
tylko za to, co piszê,
lubi± mnie i ceni±.
Tego w ¿yciorysie umie¶ciæ
siê nie da, ale ja w³a¶nie
to bêdê
pamiêtaæ.
Jan Latus
¬ród³o:
Nowy Dziennik www.dziennik.com
|