|
Antwerpia 2004.11.09
Nasza Polonia
Festiwal Teatrów Ulicznych mia³ jedno z podiów ustawione przed Katedr± i kolejne, niewielkie grupy teatralne bawi³y publiczno¶ę. Trójka aktorów przysz³a ze ¶redniowiecza w korowodzie ¶lepców i æebraków z sakwami i kijami, po nich dwie aktorki usadowi³y siź w fotelach prowadz±c zreczn± konwersacjź, kabaret wzbudza³ wybuchy ¶miechu i aplauz publiczno¶ci. Pó¼niej odkryli¶my nieduæe sceny, na których odbywa³y siź kameralne koncerty i przedstawienia w ca³ym mie¶cie. Aktorzy lalkarze animowali marionetki na chodnikach i placach, nie korzystaj±c z kulis lub podiów. Muzykanci uliczni i grajkowie tracili przez kilka dni na popularno¶ci, zbieraj±c drobne monety na tarasach kawiarni. Cz³owiek - orkiestra z gitar±, organkami, rodzajem tamburynu przyczepionego do kolana i u³oæonym na ziemi instumentem, który przyciska³ rytmicznie stop±, zosta³ wyproszony przez policjź z placu, ale pojawi³ siź ko³o biblioteki, gdzie z zapa³em, melodyjnie spiewa³, gra³ i recytowa³ utwory, jak na ulicznego barda przysta³o. Ko³o
Domu Rubensa i Ptasiego Rynku zamówili¶my
typowo belgijskie dania, wy¶mienite,
wahali¶my siź
miźdzy wyborem szampana na kieliszki,
butelk± wina i odmianami miejscowych
piw, z dala od turystycznych szlaków odkryli¶my
miejscowe kafejki, po czym ¶wiat³a
urwa³y siź
gwa³townie i zapad³a
ciemno¶ę miasta, co oznacza³o,
æe oddalili¶my
siź od centrum i naleæa³o
wracac. Uprzejmy taksówkarz bez trudu odnalaz³
nasz hotel, który zmieni³ nazwź
i nikt juæ w³a¶ciwie
nie pamiźta³
gdzie znajdowa³ siź
kiedy¶ ...Nie zdziwi³o
to nas bardziej, niæ zas³oniźcie
zabytkowego gmachu Opery w Antwerpii, bry³±
wspó³czesnego banku, po³yskuj±c±
z³otawo i stercz±c±
wysoko w niebo. Nastźpnego
dnia wrócili¶my do Katedry æeby
podziwiaę dzie³a
¶redniowiecznych i barokowych
mistrzów, nawet nie usz³o naszej
uwadze, æe marmurowy pos±æek
Naj¶wiźtszej
Panienki ma i wspó³cze¶nie
modne, choę kontrowersyjne,
pantofelki zakończone w szpic,
a wszystkie pozosta³e informacje
podane w przewodnikach s± rzetelne
i nie wymagaj± uzupe³nień. W Antykwariacie
ksi±æek na Wolstraat uprzejmy
pan, zapytawszy, czy rozmawiamy miźdzy sob±
po polsku, czy po rosyjsku, poleci³
nam kilka galerii sztuki, narysowa³
w³asnorźcznie
plan centrum z doj¶ciem do rzeki,
wspomnia³, æe
jego æona jest dziennikark±
kulinarn± i najwyæej
przez ni± ostatnio oceniona,
nowo otwarta nieduæa restauracja
Lenny's, znajduje siź tuæ
za rogiem, a Muzeum Mody równieæ
warte jest zwiedzenia. Upalny dzień
sk³oni³
nas do spaceru nad rzekź, której
d¼wigi portowe i zieleń
drugiego brzegu ³agodz±
widok betonowych blokowisk na niedalekim horyzoncie. Powrót na
przylegaj±c±
do naszego brzegu rzeki starówkź,
przez przytulne zau³ki, przyklasztorne
kaplice, zabytkowe ko¶cio³y
i podia z koncertami i spektaklami oraz tarasami kawiarenek, zaprowadzi³
nas do polskiej restauracji, w której wdali¶my
siź w pogawźdke
z mi³± w³a¶cicielk±.
Polska kuchnia by³a znakomita,
a dwaj inni go¶cie, którzy przyszli
wkrótce po nas na zimnego Æywca,
opowiedzieli nam o æydowskiej
dzielnicy, zamieszkanej od kilkunastu juæ
lat przez Polaków, co wyja¶ni³o
zagadkowe spotkania na kaædym
kroku, poprzedniego dnia w drodze do hotelu. Okaza³o
siź teæ,
æe raz w tygodniu jest tu nocna
dyskoteka, na któr± przychodz±
róæni go¶cie.
Zaciekawieni postanowili¶my
wrócię tam noc±. Polecona
przez antykwariusza, pana Guido, nieduæa
restauracja by³a rzeczywi¶cie
¶wietna, w cieniu Katedry przy
wi¶niowych, malinowych i innych
belgijskich piwach szybko min±³
czas i wrócili¶my na tańce.
Atmosfera przypomina³a pocz±tkowo
polskie wesele, przy po³±czonych
razem sto³ach obficie zastawionych
na ¶wieæym
powietrzu, z go¶ęmi w kaædym
wieku, którzy widaę by³o,
æe znaj±
siź od lat i spogl±daj±
spod oka na obcych przybyszów. Muzyka, na piźtrze z duæ±
sal± tańca,
nios³a po w±skich
uliczkach antwerpskich stare polskie przeboje na przemian z najnowszymi
miźdzynarodowymi; chźtnych
do tańca nie brakowa³o.
O drugiej w nocy, w drodze do hotelu, spod sklepu nocnego dolecia³y
nas strzźpy s³ów:
"zar±bi¶cie...",
" za to siź naleæy
zamkniźcie paszczy z li¶cia..."Ucieszy³am
siź, polszczyzna ewoluuje w
dobrym kierunku, brzydkie s³owo
:" zajebi¶cie" zosta³o
zast±pione znacznie ³adniejszym,
a zamierzony akt spoliczkowania kogo¶,
ujźty opisowo, brzmia³
metaforycznie. Rano nie
odmówili¶my sobie przyjemno¶ci
przejechania siź tramwajem numer
11, który z okolic hotelu zakrźca
w±sk±
pźtelk±
na starówce i wraca przez æydowsk±
dzielnicź. Poszli¶my
na kiszone ogórki, chrzan z buraczkami, karpia w galarecie i inne przysmaki.
Buszowanie w miejscowych antykwariatach zosta³o
uwieńczone kupieniem przez Radka
ksi±æki I.B. Singera pt. Sztukmistrz
z Lublina, prze³oæonej
na niderlandzki w 1979 roku. W drodze
na Dworzec Centralny pozosta³a
nam juæ tylko okropna speluna,
ktorej wnetrze wype³nione miescowymi
meæczyznami nigdy nie wygl±da³o
bezpiecznie, a ciekawo¶ę i æy³ka
podróæniczo-reporterska jak
u mistrza Ryszarda Kapu¶cińskiego,
nie pozwala³a przej¶ę
obok obojetnie. Wewn±trz zauwaæyli¶my
tych samych, co zwykle, miejscowych przy barze i jedn±
kobietź, wsród ogolonych na
³yso meæczyzn
z tatuaæami, przy stoliku, co
doda³o nam odwagi. Barmanka
wyjź³a z lodówki dobrze zmroæone
kufle piwa, genialny pomys³
w upa³, poda³a
tym razem zamówione przez nas bia³e
piwo z cytryn±, a od stolika
z kobiet± dobieg³
nas gwar prowadzonej po polsku rozmowy, g³o¶niejszej
niæ flamandzki przy barze...
popatrzyli¶my na siebie bez
s³ów, parskaj±c
¶miechem. Jed¼cie do Antwerpii, w kilka dni przeæyjecie niezapomniane wakacje, zabytków architektury, rze¼by i malarstwa jest tam pe³no na kaædym kroku, hoteli i pensjonatów równieæ, uroczych kawiarni, restauracji, sklapików, ksiźgarni, galerii sztuki nie brak ... Bździecie mieli co wspominaę, do nastźpnego razu ...wrócicie tam z pewno¶ci±!
Agnieszka Sadlakowska, Amsterdam
Reportaæ ukaza³ siź równieæ w "Scenie Polskiej" numer 3 (39)/2004
|