Antwerpia

2004.11.09 Nasza Polonia



Agnieszka Sadlakowska

W odleg³oci zaledwie dwóch godzin podróæy poci±giem z Amsterdamu leæy Antwerpia. Jest tak blisko, a æycie wygl±da tam zupe³nie inaczej... Wybralimy siź do Antwerpii we dwoje z Radkiem w pi±tek wieczorem, wrocilimy w niedzielź po po³udniu, wypoczźci jak po d³uæszych wakacjach.

Holenderski Hotelbon ma tylko dwa antwerpskie hotele w ofercie: po³oæony przy g³ównym deptaku Hotel Keyserlei, w którym miejsca zwykle s± zajźte i po³oæony w odleg³oci 500 metrów pieszo od Dworca Centralnego, Hotel Antwerpen. Odleg³o¶ę, niewielka wprawdzie, dostarczy³a nam wielu wraæeń. W upalny sierpniowy dzień mijali nas hasydzcy Æydzi w futrzanych czapach na g³owach, z æonami w perukach i gromadkami dzieci. Na murku ko³o supermarketu rozsiedli siź na pogawźdkź Polacy z piwem w puszkach, turecki sklepik wywiesi³ na drzwiach informacjź po polsku: tu do nabycia artyku³y polskie, a miejscowe Biuro Podróæy ofiarowywa³o tanie wycieczki do Indii i do Polski.

Poniewaæ jednak wybralimy siź do Belgii, nie od razu uleglimy pokusie polskich ofert i pierwszy wieczór spździlimy w w±skich, krźtych uliczkach Starego Miasta.

Festiwal Teatrów Ulicznych mia³ jedno z podiów ustawione przed Katedr± i kolejne, niewielkie grupy teatralne bawi³y publiczno¶ę. Trójka aktorów przysz³a ze redniowiecza w korowodzie lepców i æebraków z sakwami i kijami, po nich dwie aktorki usadowi³y siź w fotelach prowadz±c zreczn± konwersacjź, kabaret wzbudza³ wybuchy miechu i aplauz publicznoci. Pó¼niej odkrylimy nieduæe sceny, na których odbywa³y siź kameralne koncerty i przedstawienia w ca³ym miecie. Aktorzy lalkarze animowali marionetki na chodnikach i placach, nie korzystaj±c z kulis lub podiów. Muzykanci uliczni i grajkowie tracili przez kilka dni na popularnoci, zbieraj±c drobne monety na tarasach kawiarni. Cz³owiek - orkiestra z gitar±, organkami, rodzajem tamburynu przyczepionego do kolana i u³oæonym na ziemi instumentem, który przyciska³ rytmicznie stop±, zosta³ wyproszony przez policjź z placu, ale pojawi³ siź ko³o biblioteki, gdzie z zapa³em, melodyjnie spiewa³, gra³ i recytowa³ utwory, jak na ulicznego barda przysta³o.

Ko³o Domu Rubensa i Ptasiego Rynku zamówilimy typowo belgijskie dania, wymienite, wahalimy siź miźdzy wyborem szampana na kieliszki, butelk± wina i odmianami miejscowych piw, z dala od turystycznych szlaków odkrylimy miejscowe kafejki, po czym wiat³a urwa³y siź gwa³townie i zapad³a ciemno¶ę miasta, co oznacza³o, æe oddalilimy siź od centrum i naleæa³o wracac. Uprzejmy taksówkarz bez trudu odnalaz³ nasz hotel, który zmieni³ nazwź i nikt juæ w³aciwie nie pamiźta³ gdzie znajdowa³ siź kiedy ...Nie zdziwi³o to nas bardziej, niæ zas³oniźcie zabytkowego gmachu Opery w Antwerpii, bry³± wspó³czesnego banku, po³yskuj±c± z³otawo i stercz±c± wysoko w niebo.

Nastźpnego dnia wrócilimy do Katedry æeby podziwiaę dzie³a redniowiecznych i barokowych mistrzów, nawet nie usz³o naszej uwadze, æe marmurowy pos±æek Najwiźtszej Panienki ma i wspó³czenie modne, choę kontrowersyjne, pantofelki zakończone w szpic, a wszystkie pozosta³e informacje podane w przewodnikach s± rzetelne i nie wymagaj± uzupe³nień.

W Antykwariacie ksi±æek na Wolstraat uprzejmy pan, zapytawszy, czy rozmawiamy miźdzy sob± po polsku, czy po rosyjsku, poleci³ nam kilka galerii sztuki, narysowa³ w³asnorźcznie plan centrum z dojciem do rzeki, wspomnia³, æe jego æona jest dziennikark± kulinarn± i najwyæej przez ni± ostatnio oceniona, nowo otwarta nieduæa restauracja Lenny's, znajduje siź tuæ za rogiem, a Muzeum Mody równieæ warte jest zwiedzenia. Upalny dzień sk³oni³ nas do spaceru nad rzekź, której d¼wigi portowe i zieleń drugiego brzegu ³agodz± widok betonowych blokowisk na niedalekim horyzoncie.

Powrót na przylegaj±c± do naszego brzegu rzeki starówkź, przez przytulne zau³ki, przyklasztorne kaplice, zabytkowe kocio³y i podia z koncertami i spektaklami oraz tarasami kawiarenek, zaprowadzi³ nas do polskiej restauracji, w której wdalimy siź w pogawźdke z mi³± w³acicielk±. Polska kuchnia by³a znakomita, a dwaj inni gocie, którzy przyszli wkrótce po nas na zimnego Æywca, opowiedzieli nam o æydowskiej dzielnicy, zamieszkanej od kilkunastu juæ lat przez Polaków, co wyjani³o zagadkowe spotkania na kaædym kroku, poprzedniego dnia w drodze do hotelu. Okaza³o siź teæ, æe raz w tygodniu jest tu nocna dyskoteka, na któr± przychodz±æni gocie. Zaciekawieni postanowilimy wrócię tam noc±.

Polecona przez antykwariusza, pana Guido, nieduæa restauracja by³a rzeczywicie wietna, w cieniu Katedry przy winiowych, malinowych i innych belgijskich piwach szybko min±³ czas i wrócilimy na tańce. Atmosfera przypomina³a pocz±tkowo polskie wesele, przy po³±czonych razem sto³ach obficie zastawionych na wieæym powietrzu, z go¶ęmi w kaædym wieku, którzy widaę by³o, æe znaj± siź od lat i spogl±daj± spod oka na obcych przybyszów. Muzyka, na piźtrze z duæ± sal± tańca, nios³a po w±skich uliczkach antwerpskich stare polskie przeboje na przemian z najnowszymi miźdzynarodowymi; chźtnych do tańca nie brakowa³o. O drugiej w nocy, w drodze do hotelu, spod sklepu nocnego dolecia³y nas strzźpy s³ów: "zar±bicie...", " za to siź naleæy zamkniźcie paszczy z licia..."Ucieszy³am siź, polszczyzna ewoluuje w dobrym kierunku, brzydkie s³owo :" zajebicie" zosta³o zast±pione znacznie ³adniejszym, a zamierzony akt spoliczkowania kogo, ujźty opisowo, brzmia³ metaforycznie.

Rano nie odmówilimy sobie przyjemnoci przejechania siź tramwajem numer 11, który z okolic hotelu zakrźca w±sk± pźtelk± na starówce i wraca przez æydowsk± dzielnicź. Poszlimy na kiszone ogórki, chrzan z buraczkami, karpia w galarecie i inne przysmaki. Buszowanie w miejscowych antykwariatach zosta³o uwieńczone kupieniem przez Radka ksi±æki I.B. Singera pt. Sztukmistrz z Lublina, prze³oæonej na niderlandzki w 1979 roku.

W drodze na Dworzec Centralny pozosta³a nam juæ tylko okropna speluna, ktorej wnetrze wype³nione miescowymi meæczyznami nigdy nie wygl±da³o bezpiecznie, a ciekawo¶ę i æy³ka podróæniczo-reporterska jak u mistrza Ryszarda Kapucińskiego, nie pozwala³a przej¶ę obok obojetnie. Wewn±trz zauwaæylimy tych samych, co zwykle, miejscowych przy barze i jedn± kobietź, wsród ogolonych na ³yso meæczyzn z tatuaæami, przy stoliku, co doda³o nam odwagi. Barmanka wyjź³a z lodówki dobrze zmroæone kufle piwa, genialny pomys³ w upa³, poda³a tym razem zamówione przez nas bia³e piwo z cytryn±, a od stolika z kobiet± dobieg³ nas gwar prowadzonej po polsku rozmowy, g³oniejszej niæ flamandzki przy barze... popatrzylimy na siebie bez s³ów, parskaj±c miechem.

Jed¼cie do Antwerpii, w kilka dni przeæyjecie niezapomniane wakacje, zabytków architektury, rze¼by i malarstwa jest tam pe³no na kaædym kroku, hoteli i pensjonatów równieæ, uroczych kawiarni, restauracji, sklapików, ksiźgarni, galerii sztuki nie brak ... Bździecie mieli co wspominaę, do nastźpnego razu ...wrócicie tam z pewnoci±!

Agnieszka Sadlakowska, Amsterdam

 

Reportaæ ukaza³ siź równieæ w "Scenie Polskiej" numer 3 (39)/2004