|
Zabawki - trzaskawki 2006.07.10
Nasza Polonia W mie¶cie mego dzieciństwa, u wej¶cia do przedwojennej, eleganckiej dzielnicy æydowskiej, przy zbiegu ulic zwanych po wojnie ulicami Tuwima i 1-go Maja, w suterenie naroænej kamienicy, z oknami na poziomie chodnika, z wej¶ciem po schodkach wprost z ulicy by³ dziwny sklep - nie sklep, warsztat - nie warsztat, mieszkanie - nie mieszkanie, w którym, w ciasnocie dwóch malutkich pomieszczeń wraz z liczn± rodzin± mieszka³, a raczej naleæa³oby powiedzieę, rezydowa³ Pan J.. Niewysoki, niepozorny, drobny, zawsze u¶miechniźty mźæczyzna, wiecznie co¶ naprawiaj±cy, co¶ d³ubi±cy, co¶ majstruj±cy, lub pertraktuj±cy z klientami, wydaj±cy dyspozycje æonie i dzieciom, stale obecny, stale czym¶ zajźty, a jednak maj±cy czas i baczenie na wszystko co dzia³o siź w tym jego miniaturowym królestwie. Czu³o siź jego niepodzieln± w³adzź. Nas, dzieciarniź, przyci±ga³o to miejsce pe³ne dziwnych przedmiotów, szparga³ów, róænych czź¶ci i fragmentów czego¶, czego dawnej ca³o¶ci nawet wysilaj±c wyobra¼niź nie byli¶my w stanie sobie uzmys³owię. Pan J. budowa³ z tych rupieci niepodobne do niczego znanego, niezwyk³e twory fantazji i sprawnych r±k. Umieszcza³ te dzie³a, starannie wybieraj±c dla nich miejsce, na oknie od strony bardziej uczźszczanej ulicy, pod zachźcaj±c± do kupna, wypisan± duæymi literami na sporym kawa³ku bristolu reklam±: ZABAWKI - TRZASKAWKI. Nie wiem czy kto¶ kiedykolwiek kupi³ taka zabawkź. Wiem, æe po pewnym czasie niektóre z nich by³y z okna zdejmowane i ich miejsce zajmowa³o nowe dzie³o. Te zdjźte Pan J. z gniewnym pomrukiwaniem rzuca³ na stos w k±cie pomieszczenia i siada³ ponownie do swojej d³ubaniny. Ten "sklep cynamonowy", ten otwarty, a jednak wyizolowany ¶wiat, te zabawki-trzaskawki traktowane niemal jak æywe istoty, którym sens istnienia nadawa³ ich twórca, ta cicha rodzina æyj±ca w ciasnocie i biedzie, z których nie wydobywa³a mrówcza i twórcza praca g³owy rodziny, praca skupiona na jakich¶ innych, Panu J. tylko znanych celach - wszystko to, wyrazi¶cie stanź³o przede mn±, gdy s³ucham i czytam o ostatnich zawirowaniach w polityce. O chorobie - niechorobie prezydenta, o dymisji - niedymisji premiera, o zmianie nienaturalnie - naturalnej, o prawdzie - nieprawdzie, o trzeciej - czwartej... Zabawki - trzaskawki, zabawki - trzaskawki, zabawki - trzaskawki.......
Renata Rudecka-Kalinowska
|