|
Opowiadanie
wyró¿nione
w V Konkursie Literackim im. Marka H³aski
2010.01.13
Nasza Polonia
Za
horyzontem my¶li
Odstawi³em
na brzeg sto³u atrament, którym
rysowa³em esy floresy na papierze
i w³±czy³em
magnetofon:
Zwariowa³em
ju¿ dawno, tak dawno, ¿e
nie pamiêtam, kiedy to by³o
...
Gdyby kto¶ chcia³
siê dowiedzieæ,
jak by³o, stwarzam kapsu³y
czasu, w których zamykam obrazy, my¶li
i uczucia.
Du¿o
czytam na ten temat i widzê,
¿e zapisane s±
fakty, daty aresztowañ, przes³uchañ,
rewizji, nazwiska zakazanych autorów, tytu³y
zakazanych ksi±¿ek ... miejsca
rewizji, adresy, nazwiska skazanych.
Pomijany
jest czêsto ten aspekt, ¿e
gdy za tob± chodz±,
nie odwiedzasz przyjació³ i
nie dzwonisz do nich, bo masz telefon na pods³uchu,
nie chcesz nikomu zaszkodziæ
i skazujesz siê na banicje we
w³asnym kraju.
Tylko ukradkiem podchodzisz do kogo¶
spotkanego przypadkiem w tramwaju i mówisz: mia³em
w domu rewizjê, wpad³y
notesy, wiêc jak masz co¶
w domu, to przenie¶ gdzie indziej,
¿eby nie by³o
wpadki. Mówisz to, patrz±c w
okno, tak jakby¶ gada³
sam do siebie, ¿eby z daleka
nie wygl±da³o
to na ¿aden kontakt.
Obcinasz swoje d³ugie w³osy,
¿eby zmieniæ
wygl±d zewnêtrzny,
zaczynasz nosiæ inne ciuchy
i widzisz, od rana, ¿e nagle
nie wlecze siê za tob±
¿aden ogon, nie musisz nikogo
gubiæ, gapi±c
siê w szybie sklepu, nie na
wystawê, tylko na niego i wskakuj±c
w ostatniej chwili do autobusu. I tak nie wierzysz w to, ¿e
nikt za tob± nie idzie, my¶lisz,
¿e pewnie kr±¿y
gdzie¶ w pobli¿u,
pojawi siê zaraz.
Zawi±zujesz raz po raz sznurowad³o
buta i patrzysz, czy nie ma nikogo za tob±.
Albo wyjmujesz na ulicy z kieszeni ma³e
lusterko i spogl±dasz za siebie.
Jedynym wytchnieniem s± adwokaci,
z którymi masz prawo siê spotykaæ.
Raz umówili¶my siê
w kawiarni, a ten adwokat mówi do mnie: u¶miechnij
siê, robi±
nam zdjêcia! Zauwa¿y³em
tylko b³ysk flesza lampy b³yskowej
w otwartym oknie samochodu, który ju¿
odje¿d¿a³.
- Nadal nie jeste¶my sami, powiedzia³
adwokat. Popatrz tam, w k±cie
sali siedzi facet i struga patyk, rze¼bi
scyzorykiem, ma³o sobie palców
nie potnie, bo nie patrzy na to co robi, tylko rozgl±da
siê ukradkiem po sali, pods³uchuje
rozmowy, donosi. W ka¿dej kawiarni
siedzi taki, zmieniaj± siê
co jaki¶ czas. Tego znam z widzenia,
zapamiêtaj go sobie. I nie mów
nic wa¿nego teraz, porozmawiajmy
o czym¶ nieistotnym, nawet o
pogodzie. - A dlaczego ty jeste¶
nadal adwokatem? - by³em
nieufny. - Bo na mnie szykuj±
co¶ wiêkszego,
przygotowuj± obszerny materia³,
nie zamkn± mnie tak od razu,
odpowiedzia³. - Wychodzi, ten
rze¼biarz, zauwa¿y³em. -
Wie, ¿e go rozpozna³em,
¿e nic ciekawego nie powiemy,
wszystko s³ysza³,
wiêc wychodzi, zaraz przyjdzie
tu inny; nie dopijaj tej kawy, chod¼,
teraz mo¿emy siê
wymkn±æ, powiedzia³
adwokat.
Wyszli¶my
na ulicê i szli¶my
przez chwilê w milczeniu. Tamt±
rozmowê pamiêtam
dobrze, do dzi¶.
- Bêdê
siê odwo³ywa³,
wyrok nie jest prawomocny, powiedzia³
adwokat.- Ju¿ wylecia³em
z pracy, odpowiedzia³em. - Wiem,
masz wilczy bilet, nigdzie nie dostaniesz pracy. - To co mam robiæ?
- zapyta³em. - We¼
jak±¶ pracê na czarno, z czego¶
bêdziesz musia³
¿yæ,
mycie okien, bo ja wiem ... - Paszportu te¿ nie dostanê,
mam zakaz przekraczania granic kraju, na pi¶mie.-
Tego, nawet jak wygrasz z odwo³ania
ten proces, nic nie zmieni. - Nie zmieni? - Nie, z tego, co wiem,
dostaniesz odmowê z powodu
karalno¶ci, a jak im przy¶lesz
za¶wiadczenie z s±du
o niekaralno¶ci, znów dostaniesz
odmowê, tak wpisuj±
w rubrykê: powód odmowy wydania
paszportu - karalno¶æ obywatela. W
koñcu bêdziesz
chcia³ wyjechaæ
st±d ... - Nie bêdê
chcia³ wyjechaæ!
- przerwa³em mu gwa³townie.
Nic
nie odpowiedzia³.
Wy³±czy³em
magnetofon.
Oznaczy³em kasetê numerem
205.
Wzi±³em
stalówkê, zanurzy³em
w atramencie i zacz±³em rysowaæ na
papierze w kratkê kolejne
esy floresy.
W³±czy³em
kasetê numer 199.
„Sybillo, Sybillo, powiedz, jak d³ugo bêdê
jeszcze ¿y³"
... ¶piewa³
kto¶, a potem na estradzie zapowiedziano
zespó³ "Zbombardowana laleczka",
dalej lecia³y jakie¶
traumy wojenne ... "Dzieci Kapitana Klossa", taki Jarocin z
czo³gami wycelowanymi w scenê
i w widowniê ... to widaæ
na filmach ... a jak siê pó¼niej
rozmawia³o z Robertem, czy z
Olafem, to oni uwa¿ali takie
teksty wtedy za normalne i za dobr± zabawê
nawet ...
Wy³±czy³em
kasetê.
Jest
te¿ bardzo prawdopodobne,
¿e to nie ja zwariowa³em
... - powiedzia³em do siebie,
patrz±c w ¶cianê.
Dzwonek
do drzwi przerwa³ ciszê.
Pomy¶la³em
chwilê, czy otworzyæ
drzwi, czy okno, ¿eby zobaczyæ,
kto przyszed³. Zdecydowa³em
siê jednak uchyliæ
okno.
Pod oknem sta³ Latino.
- Cze¶æ Artur, idziesz na imprezê?
- zapyta³. - Nie mam ochoty
- odpowiedzia³em. - Znów co¶
nagra³e¶?
- Tak, chcesz pos³uchaæ?
- Chcê - odpowiedzia³
Latino.
Wpu¶ci³em
go do domu.
- Napijesz siê herbaty? - Napijê
siê herbaty ... westchn±³
Latino. - No, to s³uchaj.
W³±czy³em
kasetê numer 205.
"Zakaz przekraczania granicy kraju na pi¶mie",
wbili ci to do paszportu? - zainteresowa³
siê Latino.
Nie dosta³em w ogóle paszportu,
tylko takie pismo, przys³ali
mi poczt±. Nie dziwiê
siê, Latino, ¿e
pytasz. W ksi±¿ce "Historia
cenzury na ¶wiecie w latach
1945 - 2000" w 1986 roku s±
w Polsce tylko trzy wyroki o¶miu
miesiêcy wiêzienia
w zawieszeniu na pieæ lat, za
posiadanie zakazanych ksi±¿ek
i czasopism. Wiesz, co us³ysza³em
tego lata w Warszawie ... "mia³em
podziemn± drukarniê,
zg³osi³em
biznes po 89 i dzia³a do dzi¶",
albo - "co mówisz, u mnie na ¯oliborzu
by³a imprezownia, w³a¶nie
wrócili¶my z rodzicami z placówki
w Afryce, w 84 ..."
- No, dobrze, ¿e nie z
Moskwy.
-
Nawet niektórzy rówie¶nicy,
którzy wtedy ¿yli w Polsce,
ma³o o tym wiedz±,
Latino.
- Jak wygl±da³y
cele dla wiê¼niów politycznych?
-
Nie by³o osobnych cel dla wiê¼niów
politycznych, siedzia³o siê
z mordercami, z ró¿nymi przestêpcami,
nie chcê o tym wspominaæ
... Lepiej opowiem ci co¶
weso³ego. Kiedy¶
dosta³em paczkê
na ¦wiêta,
z Pary¿a. Nie wiedzia³em
od kogo, nie by³o adresu, nazwiska
nadawcy, zupe³nie nic. W ¶rodku
znalaz³em czekoladê,
kakao, szampon do w³osów i parówki
w puszce. Otwieram parówki, a tam jaki¶
bia³y proszek. My¶lê,
przemyt narkotyków, czy co? To by³
cukier i w cukrze, w ma³ym formacie
ksi±¿ka W³adimira
Bukowskiego, Pacyfi¶ci
kontra pokój, wydana przez Spotkania. Zakazana. Znajomi otworzyli
te kie³baski przy ognisku ...
by³o jeszcze weselej! A potem
czekali¶my na powielacz w czê¶ciach,
w puszkach zachodnich konserw.
- I przyszed³?
-
No, nie ... ale dobrze by³o
sobie pomarzyæ.
-
To jak to siê sta³o,
¿e wyjecha³e¶?
Wyj±³em z szuflady sto³u
nagrana dawno kasetê numer
16.
- Mo¿esz sobie pos³uchaæ.
Latino w³±czy³
magnetofon i us³ysza³
mój g³os:
Nielegalnie my³em okna, instalowa³em
okapy nad kuchniami, a w radio lecia³y
jeszcze czasem piosenki z moimi tekstami...dziwne to by³o
...
Dostawa³em zaproszenia, z Danii,
Francji, Kanady, Niemiec, Holandii, na zmianê
i odmowy, a¿ raz dosta³em
zaproszenie na konferencje prasow±
i festiwal teatralny z Instytutu Teatralnego w Amsterdamie i przedstawiciel
tego instytutu przyjecha³ porozmawiaæ
o wymianie kulturalnej miêdzy
Polsk± i Holandi±. Poszli¶my
razem do Pagartu, oni wysy³ali
artystów z Polski za granicê,
przedstawi³em siê
po nazwisku, po czym na zakoñczenie
rozmowy pad³o pytanie o paszport
na tê konferencjê,
na dwa dni. Dwaj panowie z Pagartu przeszli nagle z jêzyka
angielskiego na jêzyk
polski i jeden mówi do drugiego: znasz tego Artura X.? A drugi mu
odpowiada: nie znam. - To wy¶lemy
tego szefa teatru, mówi pierwszy, a drugi mu przytakuje. I wtedy nie wytrzyma³em,
zapyta³em, czy dostanê
ten paszport, czy nie? Na to oni zareagowali razem: a to pan jest?! I
przeszli na angielski, mówi±c,
¿e paszport jest gotowy,
tylko biuro ju¿ jest zamkniête,
ale od jutra, rano, mój paszport mo¿na
odebraæ.
Holender
siê zdziwi³,
pyta mnie, co oni mówili po polsku, a ja mówiê,
¿e gdyby to rozumia³,
jeszcze bardziej by siê zdziwi³.
Pó¼niej wszystko mu opowiedzia³em.
Nastêpnego
dnia poszli¶my tam razem i paszport
ju¿ na mnie czeka³;
wszyscy w biurze wyj±tkowo uprzejmi,
nie by³o ¿adnych
problemów. Wyjecha³em na dwa
dni, ryzykuj±c bilet w jedna
stronê, to znaczy³o,
¿e jak mnie wypuszcz±,
to znów nie bêd±
chcieli wpu¶ciæ
z powrotem.
Polecia³em
do Amsterdamu, pó¼niej pojecha³em
do Pary¿a, okaza³o
siê, ¿e
te paczki zrobili moi przyjaciele ze studiów, Michel zatrudni³
siê w fabryce, pewnego dnia
zosta³ d³u¿ej
przy ta¶mie z konserwami i zapakowa³
ksi±¿ki z cukrem w puszki kie³basek,
mistrzowsko!
Zosta³em
wtedy w Pary¿u i w Amsterdamie
d³u¿ej
ni¿ te dwa dozwolone dni ...
za to mia³em przez piêæ
lat nie dostaæ paszportu, za
karê, jak wrócê
za pó¼no ... A ja siê
w³a¶nie
wyrwa³em, poczu³em
wolno¶æ i ju¿
nie mia³em ochoty na to, by
byæ od nowa wiê¼niem
swojego kraju.
Latino
wy³±czy³
kasetê.
- Rozumiesz to? Pó¼niej nie
chcieli mnie wpu¶ciæ
do Polski, jak tylko mi siê
skoñczy³a
wa¿no¶æ
paszportu ... i tak samo wysz³o
... - dokoñczy³em.
- No tak, rozumiem - odpowiedzia³
Latino. - Wiesz co, Artur, nie mo¿esz
tak siedzieæ sam i my¶leæ
o tym wszystkim, co by³o. Chod¼my
na imprezê.
- Dzi¶ jest ¦wiêto
Zmar³ych, znicze na cmentarzach
- powiedzia³em. - No w³a¶nie, Fiesta
de Los Muertos, po meksykañsku!
- ucieszy³ siê
Latino.
- Daj spokój Latino ...
- Pojedziemy rowerami, do tej galerii sztuki w pobli¿u.
Cmentarze i zapalone znicze ... Tak, tak, bardzo romantycznie, po polsku.
A na fie¶cie ludzie maj±
pomalowane twarze w czaszki, namalowane zêby
na ustach, czarne plamy wokó³
oczu, s± driny, zak±ski,
muzyka, chod¼, musimy tam byæ!
To nie Polska! No, chod¼ ...
- Dobrze, zawsze mogê
wyj¶æ - zdecydowa³em
siê.- Mo¿esz
- Latino zgodzi³ siê
ze mn±.
Przed galeri± sta³y
i le¿a³y
rzucone jak popadnie rowery. W ¶rodku
k³êbi³
siê t³um
go¶ci, ubranych i pomalowanych
jeszcze bardziej fantazyjnie, ni¿
wspomnia³ Latino. Gra³a
orkiestra, tañczono i pito jakie¶
drinki. Szklankê o zapachu spirytusu,
¿e s³omk±
ozdobion± malin±,
dostali¶my ju¿
w progu.
Na stole w g³êbi pokoju sta³y
paruj±ce, gor±ce
potrawy. Nie by³em g³odny.
Odstawi³em szklankê.
Na tacy wniesiono kolorowe drinki, co wszyscy go¶cie
przyjêli z g³o¶nym
entuzjazmem.
Latino
wzniós³ po polsku toast - na
zdrowie; szybko uczy³ siê
zwrotów w obcych jêzykach. Odpowiedzia³em
- na zdrowie! Nie da³o siê
tego wypiæ za du¿o,
choæ trzeba przyznaæ,
¿e od razu dawa³o
mocnego kopa.
-
Jeste¶ Polakiem? - zapyta³a
mnie niespodziewanie jaka¶ kobieta. -
Tak, jestem Polakiem. Czemu pytasz? - Wy, Polacy, wyrzucili¶cie
mnie z Polski. Jestem polsk±
¯ydówk±
- odpowiedzia³a. - Tak? Pewnie
wywalili ciê w 68, z rodzicami,
a mnie w 88. I nie Polacy, tylko komuni¶ci,
którzy w Polsce, po Drugiej Wojnie ¦wiatowej,
konstytucyjnie ustanowili rz±d
robotniczo-ch³opski, a intelektualistów,
arystokratów, ¯ydów i wszystkich,
którzy nie pasowali do tego modelu, starali siê
usun±æ. Ciesz siê,
¿e ciê
wyrzucili, a nie zabili.
Popatrzy³a
na mnie z niedowierzaniem.
- Koniec wyk³adu. Resztê
mo¿esz sobie przeczytaæ,
je¶li nie zrobi³a¶
tego do tej pory - doda³em cynicznie,
my¶l±c,
¿e siê
obrazi i odejdzie zaczepiaæ
kogo¶ innego.
Nagle odstawi³a swoj± szklankê,
tak mocno, ¿e prze³kn±³em
malinê z drinka razem z kostka
lodu.
Objê³a mnie niespodziewanie,
szepcz±c: bracie.
Przytuli³em j±,
mocno, na chwile.
Nie
chcia³em wiêcej
piæ, ani tym bardziej tañczyæ,
impreza rozkrêca³a
siê szaleñczo.
Wyszed³em przed galeriê.
Wieczór by³ ch³odny,
jesienny, nie chcia³o mi siê
szukaæ mojego roweru, który
nie sta³ tam, gdzie go zostawi³em.
Poszed³em przed siebie.
Bramy
cmentarne, jak zawsze noc±,
by³y zamkniête.
Szele¶ci³y
li¶cie w alejce, na która trafi³em,
gdy przeszed³em przez p³ot.
Nie mia³em ze sob±
znicza, nie mia³em te¿
¿adnych zmar³ych
krewnych, ani przyjació³ na
tym cmentarzu, zapali³em na
chwile zapa³kê
i p³omyk o¶wietli³
jaki¶ pomnik nad omsza³±
p³yt±
grobowca. Poczu³em siê
nieswojo. W alejce obok kto¶
przy p³omyku zapalniczki czyta³
pó³g³osem,
albo siê modli³,
stoj±c samotnie z kartk±
w d³oni; widzia³em
go k±tem oka, niewyra¼nie.
Odszed³em cicho, wydosta³em
siê, znów przez p³ot,
na ulicê.
Tak
siê to wszystko skoñczy,
zakopi± mnie po ¶mierci
na jakim¶ cmentarzu i nikt nawet
nie przyjdzie zapaliæ znicza
na moim grobie, pomy¶la³em.
A mo¿e przyjedzie kto¶
z daleka i przeczyta nad moim grobem, w niezrozumia³ym
dla innych jêzyku co¶,
czego ju¿ nie us³yszê...
-
Artur! - zawo³a³
do mnie z daleka Latino - tak my¶la³em,
¿e pójdziesz na cmentarz
...
.- Znasz mnie ju¿ trochê
- u¶miechn±³em
siê.
- Wracamy na imprezê, masz
pojêcie jak tam jest?! - Chyba
mam. Chcê byæ
sam, idê do domu. Dobranoc.
W
domu w³±czy³em
magnetofon i zacz±³em nagrywaæ
kolejn± kasetê:
Chcê siê uwolniæ od
wspomnieñ, od tych koszmarów,
które mnie mêcz±.
Sny, sny mam piêkne. O lataniu.
Widzê takie miejsca, w których
nigdy nie by³em, zielone ³±ki
i przepiêkne miasta, budynki
z balkonami, wie¿yczkami, zachwyca
mnie ta architektura i ulice, skwery, place, mosty! Przelatujê
nad miastami, których nie ma, które s±
tylko w moich snach. Siadam w jakim¶
parku, albo na przystanku tramwajowym i nikt mnie nie widzi, choæ
czasem spotykam kogo¶, kto mnie
widzi, taka ma³a dziewczynka
niedawno ... no i niedobrze, bo powiedzia³a
o tym mamie, a mama j± zgani³a
za wybuja³± wyobra¼niê.
Tak ... i mo¿e jeszcze zaprowadzi
j± do lekarza, do psychiatry,
biedne dziecko...
Psychiatrzy,
którzy opiekowali siê wiê¼niami
politycznymi w szpitalach, na oddzia³ach
zamkniêtych, milcz±.
Nie znalaz³em ¿adnych
opisów ... Czy lecz± ich elektrowstrz±sami
z depresji, czy podaj± im leki,
na poprawê nastroju?
Có¿, obowi±zuje
ich tajemnica lekarska ...
Marianna, leczona z depresji elektrowstrz±sami,
przesta³a malowaæ
obrazy, do koñca ¿ycia
nie namalowa³a ju¿
nic, zupe³nie nic ...
Wy³±czy³em
magnetofon.
Wyci±gn±³em
ta¶mê
z kasety i poci±³em na kawa³ki,
zniszczy³em j±.
O moich snach wspomina³
nie bêdê.
Zapiszê tylko fakty. Postanowi³em nie zapisywaæ
wiêcej my¶li,
uczuæ i obrazów.
Wtedy mê¿czyzna z cmentarza,
z fioletowym p³omykiem zapalniczki,
pochyli³ siê
nade mn±, trzymaj±c
cylinder w drugiej d³oni, zamiast
kartki i rozpostar³ swoje ogromne
czarne skrzyd³a. Sk±d
siê tu wzi±³e¶,
pomy¶la³em,
a on tylko u¶miechn±³
siê ³agodnie,
nie mówi±c nic. Czu³em,
¿e wszystko rozumie i wszystko
wie. Ma³a dziewczynka z mojego
snu wysz³a zza skrzyd³a
mê¿czyzny i poda³a
mi rêkê.
Poczu³em siê
uwolniony od niepokoju, który towarzyszy³
mi stale, od lat.
Agnieszka
Sadlakowska
|