|
Podobnie,
choæ mo¿e
z mniejsz± egzaltacj±,
ludzie reaguj± na opisy
wizyt w Amsterdamie i Brukseli. £adna,
zabytkowa zabudowa, li¶cie
na równych, czystych chodnikach, elegancko ubrani, mówi±cy
¶ciszonymi g³osami,
szczupli ludzie. Ludzie, dodajmy, w³adaj±cy
kilkoma jêzykami, oczytani
i tolerancyjni. Ci, którzy zupe³nie
niedawno przyjêli do europejskiej
rodziny Polskê.
Czemu siê tu wiêc
mêczymy z Murzynami i
traffic police, kiedy tam czekaj±
Pola Elizejskie, ¶wie¿e
bagietki oraz pachn±ce
pietruszk± i mas³em
¶limaki! Albo te¿,
holenderskie kawiarenki z nadziewanymi haszyszem ciasteczkami.
Rozmawia³em przez te kilka
dni z mieszkaj±cymi w
Europie Zachodniej Polakami. To za krótko, aby napisaæ
na ten temat pracê naukow±
(chyba ¿e Polonia ufunduje
mi stypendium). Niemniej doszed³em
do smutnego wniosku.
Tam Polakom wcale nie jest lepiej.
Mo¿e to nie tylko wina
Europejczyków, mo¿e tacy
po prostu jeste¶my my,
Polacy. Zakompleksieni, smutni, wrêcz
ponurzy z natury, odbijaj±cy
sobie swoje niepowodzenia krytyk±
spo³eczeñstwa,
które nas przyjê³o.
A mo¿e cieszymy siê
nie najlepsz± reputacj±
nie tylko w Ameryce, ale i w Europie?
Wbrew potocznej opinii, ¿e
to tylko Amerykanie nie wiedz±,
jak wygl±da globus, po³o¿enia
Polski na mapie nie zna tak¿e
wielu Holendrów, Belgów czy Hiszpanów. Mimo geograficznej blisko¶ci
ci±gle do Polski nie je¿d¿±,
wyobra¿aj±
wiêc j±
sobie tak, jak jest przedstawiana w reporta¿ach
telewizyjnych w zachodnich telewizjach: jako kraj biedny, zacofany,
brudny. Mieszkaj±ca kilkana¶cie
lat w Holandii Gosia opowiada mi, jak to ci±gle
musi pilnowaæ siê,
czy mówi w tym trudnym jêzyku
bez akcentu. Wspomina, jak to kiedy¶
na imprezie jej holenderscy przyjaciele postanowili, ¿artem,
zebraæ resztki jedzenia,
"¿eby wys³aæ
je do Polski". Ale piszê
o Gosi holenderskich przyjacio³ach,
jakby ich ona wielu mia³a.
Gosia twierdzi, ¿e Holendrzy
¿yj±
odgrodzeni w swoim zamo¿nym,
ale egoistycznym ¶wiecie,
¿e dbaj±
wy³±cznie o swój interes,
ograniczaj±c do minimum
emocjonalne zwi±zki nie
tylko z przyjació³mi,
ale i te¿ z wiekowymi
rodzicami, którzy ¿yj±
otoczeni opiek± pañstwa,
ale - bardzo samotnie.
Pewien Belg nie móg³ uwierzyæ,
¿e w Polsce mo¿na
kupiæ jogurt. Francuscy
kelnerze od razu za¶ zwalniaj±
tempo obs³ugi, gdy us³ysz±
kogo¶ mówi±cego
po polsku. Ba - kogo¶
mówi±cego po francusku
z akcentem!
Oczywi¶cie, na nic nie
ma regu³y. Pozna³em
te¿ Polaków, którzy doskonale
siê zaaklimatyzowali,
którzy maj± przyjació³
Belgów czy Francuzów. Warunkiem sine qua non jest tu, jak siê
wydaje, doskona³a znajomo¶æ
jêzyka.
Niemniej, patrz±c na twarze
np. Polaków przyby³ych
na spotkania ze mn±, jakbym
zobaczy³... Greenpoint.
Czy raczej, tak po prostu, mieszkañców
ma³ych miast, ci±gle
biednej, Polski. Mieszkañców,
którzy teraz kupuj± bilet
autobusowy Kolbuszowa - Pary¿
albo jad± samochodem do
Frankfurtu. W jednym maj±
lepiej ni¿ potencjalni
emigranci do Ameryki: mog±
ju¿ podró¿owaæ
do Europy, kiedy chc±.
Zawsze mog± wpa¶æ
do Polski, odtajaæ, a
potem przyjechaæ do Holandii
czy Luksemburga znowu. Tyle ¿e
ci±gle trudno im siê
tam zakorzeniæ, dostaæ
pracê w swoim zawodzie,
zaaklimatyzowaæ.
Granica pomiêdzy mentalno¶ci±
Wschodu i Zachodu ci±gle
przebiega wzd³u¿
£aby. Na dobre i na z³e.
Jeste¶my nadal inni: bardziej
uczuciowi, sentymentalni, cwani, dobrzy, przyjacielscy, krytyczni
i samokrytyczni. Inni.
Po Pary¿u oprowadza mnie
Klara. Mówi ¶wietnie po
polsku, bywa w kraju na wakacjach. Ale urodzi³a
siê ju¿
we Francji i czuje siê
najpierw Francuzk±. Podobnie
jej starsza o kilka lat siostra. Ale siostra najstarsza, która przyjecha³a
do Francji maj±c 13 lat...
wróci³a do Polski i za³o¿y³a
tam rodzinê (co prawda
pracuje dla francuskiej firmy).
A ich rodzice? Uda³o im
siê wyj±tkowo.
Oboje romani¶ci, od razu
dostali, w latach 80., pracê
w swoich zawodach, i to zawodach presti¿owych:
w gazecie, telewizji, przy t³umaczeniach.
Nigdy nie odczuwali (m.in. dlatego, ¿e
mówili bezb³êdnie i bez
akcentu) dyskryminacji. Ale teraz, gdy s±
na emeryturze, kupili mieszkanie w Warszawie. Coraz czê¶ciej
tam pomieszkuj± i w chyba
w koñcu zjad±
na sta³e. Kajzerki z serem
na Powi¶lu jednak lepiej
smakuj± ni¿
bagietki z konfitur± w
paryskiej brasserie?
Mo¿e to zatem nie kwestia,
do jakiego kraju jedziemy, ale w jakim czynimy to wieku? [Dodam
tu, ¿e syn wspominanej
wcze¶niej Gosi ma holendersk±
narzeczon± i doskonale
siê w Amsterdamie czuje].
Podobne wiêc Polacy w
Europie maj± problemy,
jak my w Ameryce. Co prawda nie maj±
dylematu wielu z nas: zostaæ/wróciæ/nigdy
nie móc potem przyjechaæ,
ale te¿ s±
rozdarci miêdzy dwie ojczyzny,
te¿ narzekaj±
na s³ab±
g³owê
oraz niewiedzê historyczn±
i geograficzn± mieszkañców
nowego kraju. I nigdy nie wygasa w nich potrzeba, ¿eby
jakie¶ wiêzy
z krajem utrzymywaæ: a
to poprzeæ polskiego artystê,
a to pój¶æ na polski posi³ek
czy te¿, po prostu, jak
najczê¶ciej do Polski
je¼dziæ.
Ale przede wszystkim Polacy w Europie Zachodniej, podobnie jak my,
nie lubi± za bardzo siebie
samych, nie akceptuj±
swojego losu i za granic±
siê mêcz±,
bowiem emigracja nie jest mo¿e
a¿ cierpieniem, ale na
pewno nie jest sytuacj±
naturaln± i ³atw±.
Zw³aszcza gdy emigrant,
choæ urodzi³
siê na wschód od £aby,
zachowa³ nie tylko serce,
ale i dumê.
Jan Latus
¬ród³o:
Nowy Dziennik www.dziennik.com
|