2004.11.15 Nasza Polonia

[felieton Janka]

WSZÊDZIE DOBRZE...

Jan Latus / Fot.Gosia Stepien

... ale najlepiej w Europie. A mo¿e jednak... w Polsce?


Wróci³em w³anie z Europy. Kiedy o tym komu powiem, reaguje zawsze tak samo: iskry w oczach, potem rozmarzenie przechodz±ce w smutn± rezygnacjê. Tak, w Europie jest lepiej ni¿ w Ameryce! A wiêc i nam, emigrantom, by³oby tam lepiej ni¿ tu. Wystarczy rzuciæ has³o: "Pary¿" i od razu rozmówca porównuje to miasto z Nowym Jorkiem. Poniewa¿ uzna³, ¿e Pary¿ jest od Nowego Jorku piêkniejszy, zak³ada automatycznie, ¿e lepiej, przyjemniej by mu siê tam mieszka³o. Ach, ¿eby tylko mieæ pieni±dze na kupno mieszkania, mieæ inny zawód, nauczyæ siê francuskiego; cofn±æ czas...

Podobnie, choæ mo¿e z mniejsz± egzaltacj±, ludzie reaguj± na opisy wizyt w Amsterdamie i Brukseli. £adna, zabytkowa zabudowa, licie na równych, czystych chodnikach, elegancko ubrani, mówi±cy ciszonymi g³osami, szczupli ludzie. Ludzie, dodajmy, w³adaj±cy kilkoma jêzykami, oczytani i tolerancyjni. Ci, którzy zupe³nie niedawno przyjêli do europejskiej rodziny Polskê.

Czemu siê tu wiêc mêczymy z Murzynami i traffic police, kiedy tam czekaj± Pola Elizejskie, wie¿e bagietki oraz pachn±ce pietruszk± i mas³em limaki! Albo te¿, holenderskie kawiarenki z nadziewanymi haszyszem ciasteczkami.

Rozmawia³em przez te kilka dni z mieszkaj±cymi w Europie Zachodniej Polakami. To za krótko, aby napisaæ na ten temat pracê naukow± (chyba ¿e Polonia ufunduje mi stypendium). Niemniej doszed³em do smutnego wniosku.

Tam Polakom wcale nie jest lepiej.

Mo¿e to nie tylko wina Europejczyków, mo¿e tacy po prostu jestemy my, Polacy. Zakompleksieni, smutni, wrêcz ponurzy z natury, odbijaj±cy sobie swoje niepowodzenia krytyk± spo³eczeñstwa, które nas przyjê³o.

A mo¿e cieszymy siê nie najlepsz± reputacj± nie tylko w Ameryce, ale i w Europie?

Wbrew potocznej opinii, ¿e to tylko Amerykanie nie wiedz±, jak wygl±da globus, po³o¿enia Polski na mapie nie zna tak¿e wielu Holendrów, Belgów czy Hiszpanów. Mimo geograficznej bliskoci ci±gle do Polski nie je¿d¿±, wyobra¿aj± wiêc j± sobie tak, jak jest przedstawiana w reporta¿ach telewizyjnych w zachodnich telewizjach: jako kraj biedny, zacofany, brudny. Mieszkaj±ca kilkanacie lat w Holandii Gosia opowiada mi, jak to ci±gle musi pilnowaæ siê, czy mówi w tym trudnym jêzyku bez akcentu. Wspomina, jak to kiedy na imprezie jej holenderscy przyjaciele postanowili, ¿artem, zebraæ resztki jedzenia, "¿eby wys³aæ je do Polski". Ale piszê o Gosi holenderskich przyjacio³ach, jakby ich ona wielu mia³a. Gosia twierdzi, ¿e Holendrzy ¿yj± odgrodzeni w swoim zamo¿nym, ale egoistycznym wiecie, ¿e dbaj± wy³±cznie o swój interes, ograniczaj±c do minimum emocjonalne zwi±zki nie tylko z przyjació³mi, ale i te¿ z wiekowymi rodzicami, którzy ¿yj± otoczeni opiek± pañstwa, ale - bardzo samotnie.

Pewien Belg nie móg³ uwierzyæ, ¿e w Polsce mo¿na kupiæ jogurt. Francuscy kelnerze od razu za zwalniaj± tempo obs³ugi, gdy us³ysz± kogo mówi±cego po polsku. Ba - kogo mówi±cego po francusku z akcentem!

Oczywicie, na nic nie ma regu³y. Pozna³em te¿ Polaków, którzy doskonale siê zaaklimatyzowali, którzy maj± przyjació³ Belgów czy Francuzów. Warunkiem sine qua non jest tu, jak siê wydaje, doskona³a znajomo¶æ jêzyka.

Niemniej, patrz±c na twarze np. Polaków przyby³ych na spotkania ze mn±, jakbym zobaczy³... Greenpoint. Czy raczej, tak po prostu, mieszkañców ma³ych miast, ci±gle biednej, Polski. Mieszkañców, którzy teraz kupuj± bilet autobusowy Kolbuszowa - Pary¿ albo jad± samochodem do Frankfurtu. W jednym maj± lepiej ni¿ potencjalni emigranci do Ameryki: mog± ju¿ podró¿owaæ do Europy, kiedy chc±. Zawsze mog± wpa¶æ do Polski, odtajaæ, a potem przyjechaæ do Holandii czy Luksemburga znowu. Tyle ¿e ci±gle trudno im siê tam zakorzeniæ, dostaæ pracê w swoim zawodzie, zaaklimatyzowaæ.

Granica pomiêdzy mentalnoci± Wschodu i Zachodu ci±gle przebiega wzd³u¿ £aby. Na dobre i na z³e. Jestemy nadal inni: bardziej uczuciowi, sentymentalni, cwani, dobrzy, przyjacielscy, krytyczni i samokrytyczni. Inni.

Po Pary¿u oprowadza mnie Klara. Mówi wietnie po polsku, bywa w kraju na wakacjach. Ale urodzi³a siê ju¿ we Francji i czuje siê najpierw Francuzk±. Podobnie jej starsza o kilka lat siostra. Ale siostra najstarsza, która przyjecha³a do Francji maj±c 13 lat... wróci³a do Polski i za³o¿y³a tam rodzinê (co prawda pracuje dla francuskiej firmy).

A ich rodzice? Uda³o im siê wyj±tkowo. Oboje romanici, od razu dostali, w latach 80., pracê w swoich zawodach, i to zawodach presti¿owych: w gazecie, telewizji, przy t³umaczeniach. Nigdy nie odczuwali (m.in. dlatego, ¿e mówili bezb³êdnie i bez akcentu) dyskryminacji. Ale teraz, gdy s± na emeryturze, kupili mieszkanie w Warszawie. Coraz czê¶ciej tam pomieszkuj± i w chyba w koñcu zjad± na sta³e. Kajzerki z serem na Powilu jednak lepiej smakuj± ni¿ bagietki z konfitur± w paryskiej brasserie?

Mo¿e to zatem nie kwestia, do jakiego kraju jedziemy, ale w jakim czynimy to wieku? [Dodam tu, ¿e syn wspominanej wczeniej Gosi ma holendersk± narzeczon± i doskonale siê w Amsterdamie czuje].

Podobne wiêc Polacy w Europie maj± problemy, jak my w Ameryce. Co prawda nie maj± dylematu wielu z nas: zostaæ/wróciæ/nigdy nie móc potem przyjechaæ, ale te¿ s± rozdarci miêdzy dwie ojczyzny, te¿ narzekaj± na s³ab± g³owê oraz niewiedzê historyczn± i geograficzn± mieszkañców nowego kraju. I nigdy nie wygasa w nich potrzeba, ¿eby jakie wiêzy z krajem utrzymywaæ: a to poprzeæ polskiego artystê, a to pój¶æ na polski posi³ek czy te¿, po prostu, jak najczê¶ciej do Polski je¼dziæ.

Ale przede wszystkim Polacy w Europie Zachodniej, podobnie jak my, nie lubi± za bardzo siebie samych, nie akceptuj± swojego losu i za granic± siê mêcz±, bowiem emigracja nie jest mo¿e a¿ cierpieniem, ale na pewno nie jest sytuacj± naturaln± i ³atw±. Zw³aszcza gdy emigrant, choæ urodzi³ siê na wschód od £aby, zachowa³ nie tylko serce, ale i dumê.

Jan Latus

¬ród³o: Nowy Dziennik www.dziennik.com