Spojrzenie na wiat Adama Mickiewicza

2006.02.16 Nasza Polonia

 

Twórczo¶æ Adama Mickiewicza jest uwa¿ana przez wiêkszo¶æ badaczy za najwierniejsze odbicie epoki romantyzmu. Poeta ten rze¼bi nie tylko w³asn± biografiê poetyck±, ale toruje drogê romantyzmu w Polsce. Zatem przywo³anie tej postaci wydaje siê byæ jak najbardziej zasadne i nie wynika wcale z próby wymuszenia powszechnej akceptacji u odbiorców twierdzenia typu: Mickiewicz wielkim poet± by³! Nie trzeba przecie¿ nikogo przekonywaæ.


Jaki czas temu obchodzilimy 150 - t± rocznicê mierci tego wybitnego wieszcza. Z tej okazji w gazetach pojawia siê mnóstwo niezwykle ciekawych felietonów. Tadeusz Konwicki, pisarz z Wileñszczyzny, pisa³ wówczas - Ja w wiecie pana Adama urodzi³em siê i wychowa³em, i on mnie o¿ywi³, uczy³, bawi³. (...) Ka¿dy z nas mia³ swoj± Marylê. (...) My, tamtejsi wszyscy z Niego. A On z nas. Przekonajmy siê zatem jak rysuje siê wiat wed³ug Adama Mickiewicza?!


Romantycy traktuj± wiat jako jedno¶æ, ale wype³nion± po brzegi dualizmem. Z tej antynomicznej jednoci bierze siê najczê¶ciej pod lupê takie jej elementy jak: duch i materia, dobro i z³o, jednostka i zbiorowo¶æ, postêp i tradycja, uczucie i rozum itd. Nic dziwnego, ¿e w tak pojêtej rzeczywistoci romantycy odczuwaj± silne poczucie tragizmu. Nic wiêc dziwnego, ¿e niektórzy badacze literatury pisz±, i¿ romantyzm jest próba scalenia rozdartego uniwersum, jest bolesnym dowiadczeniem dualizmu, a zarazem poszukiwaniem ratunku w organicznym monizmie, jest zderzeniem z chaosem, któremu towarzyszy wola w³±czenia go w kosmiczny ³ad, jest d±¿eniem do pojednania przeciwieñstw, do syntezy
przez antytezê.


Adam Mickiewicz


Taka wizja wiata jest ca³kowicie odmienna od tej, któr± promuje siê w okresie owiecenia, kiedy to w ludziach dominuje poczucie panowania nad kosmosem i wiara w rozum jako narzêdzie porz±dkuj±ce nieskoñczono¶æ wszechwiata. Mo¿na powiedzieæ wrêcz, ¿e historia siê powtarza. Filozofowie i naukowcy bowiem nieustannie podwa¿aj± nasz obraz wiata. Pitagorejczycy chc±c nadaæ wiatu pewien porz±dek i klarowno¶æ rozumienia twierdzili, i¿ wszystkie rzeczy istniej±, poniewa¿ odzwierciedla siê w nich ³ad wynikaj±cy z praw matematycznych, które rz±dz± wiatem. W staro¿ytnoci model wiata Ptolemeusza, oparty na doskona³oci ko³a, zdawa³ siê ucieleniaæ te klasyczne idea³y proporcji. Pó¼niej Galileusz, choæ przeniós³ Ziemiê ze rodka wszechwiata i kaza³ jej kr±¿yæ dooko³a S³oñca, nie zburzy³ prastarej idei doskona³oci sfer. Natomiast model planetarny Keplera, gdzie Ziemia wykonuje obrót po elipsie, a s³once jest jednym tylko z ognisk, doprowadza ju¿ do kryzysu wyobra¿enie o doskona³oci sferycznej. Kiedy potem Giordano Bruno wysuwa koncepcjê nieskoñczonego kosmosu oraz wieloci wiatów idea kosmicznej harmonii zaczyna siê kruszyæ.


Dlaczego o tym wspominam w tym miejscu? Czêsto bowiem przyswajamy sobie historiê ludzkoci bardzo powierzchownie, nie uwiadamiaj±c sobie nawet jak bardzo trudne dla przeciêtnego cz³owieka by³o przejcie z jednej wizji wiata do drugiej. Nic wiêc dziwnego, ¿e pogl±dy romantyków dla ludzi owiecenia niejednokrotnie brzmia³y jak herezje!!!

 

Romantycy niew±tpliwie rozbijaj± t± integraln± przestrzeñ i odkrywaj± wiat otwarty, w którym nie mo¿na siê ju¿ kierowaæ wy³±cznie prawami rozumu na drodze ¿ycia. One ju¿ nie wystarczaj±, by osi±gn±æ wewnêtrzny spokój. Dlatego na przyk³ad Ballady i romanse Adama Mickiewicza otwieraj± nas na nieznan± g³êbie. S± miejscem spotkania realnoci z fantastyk±. Zwyczajne miejsca z naszego otoczenia takie jak, np. jezioro ¦wite¼, P³u¿yny, góra ¯arnowa zostaj± wpl±tane w przestrzeñ cudów i dziwów. Mickiewicz stara siê nam pokazaæ pod t± aur± tajemniczoci, i¿ w ka¿dym miejscu i czasie mo¿e doj¶æ do przenikniêcia siê tych dwóch wiatów. Czy¿ nie jest to myl, o której powinnimy pamiêtaæ, biegaj±c po ulicach w wirze codziennych obowi±zków?!

 

Pe³en niepokoju pejza¿ Ballad tworzy szelest ga³êzi, szum wody, jeziora oblane rumieñcem ksiê¿yca, piew wiatru, mroczno¶æ starej cerkwi w g±szczu zaroli i wiele innych „dziwnych” sytuacji. Mickiewicz zapoznaje nas z osobliwociami czêsto przekraczaj±cymi zdolno¶æ ludzkiego pojmowania. Byæ mo¿e stara siê nam pokazaæ, ¿e gdy cz³owiek poznaje wiat swoim szkie³kiem i okiem, to nie jest w stanie go do koñca poj±æ. Ballady Mickiewicza wprowadzaj± nas w ramy niematerialnego wiata i ukazuj± od niego zale¿no¶æ. ¦wiat nadziemski ingeruje w sprawy ziemskie i wprowadza ³ad w zachwiany porz±dek. Dlatego balladowe zawiaty mog± nas przejmowaæ trwog±, tak bardzo chcemy byæ przecie¿ od nikogo niezale¿ni!


Nieco inaczej kreli siê obraz wiata w Sonetach krymskich, stanowi±cych efekt podró¿y krajoznawczej odbytej przez Mickiewicza latem 1825 roku. Spotykamy siê w nich z Podró¿nym, który jest pe³en ciekawoci wiata. Jego ch³onne oczy za postrzegaj± fenomeny natury o olniewaj±cej urodzie. Cykl Sonetów zaskakuje czytelnika niezwyk³± opisowoci± oraz konkretnoci± pejza¿u. Podziw nad egzotycznym bogactwem wiata nie zatrzymuje Pielgrzyma jednak na materiale, który narzucaj± mu zmys³y, ale pozawala wyj¶æ ku jakiej nieznanej transcendencji. W sonecie Czatyrdah przewodnikiem podmiotu lirycznego jest Mirza, który opisuje wejcie na szczyt Czatyrdahu niczym przekroczenie granic natury i spotkanie z bezmiarami pustki, z nieskoñczonoci±, znajduj±c± siê gdzie ponad szlakami or³ów. Pielgrzym - wygnaniec przekracza bolesne przepacie w kierunku utraconej Ojczyzny. To, co empirycznie bliskie, np. koralowe ostowy burzanu, jest duchowo dalekie, za g³os z Litwy, przestrzeñ geograficznie daleka, jest najbli¿sza sercu. Czy¿ nasze ¿ycie nie jest wype³nione po brzegi paradoksem?!


Sonety krymskie Adama Mickiewicza s± interpretowane na przeró¿ne sposoby, ale niezwykle rzadko podkrela siê koncepcje cz³owieka tam przez autora przedstawion±. Znawcy literatury podkrelaj±, i¿ cz³owiek Sonetów krymskich jest pod wieloma wzglêdami jak dziecko, które stawia pierwsze kroki w nowym dla siebie wiecie. Czêsto te¿ myli siê w ocenie zjawisk, które spostrzega. Mickiewicz rysuje nam obraz cz³owieka stoj±cego na progu wiedzy o poznawanym wiecie i ukazanego w procesie jej zdobywania. Co wiêcej okazuje siê równie¿, ¿e cz³owiek ten nie zna samego siebie i b³±ka siê po g±szczach w³asnej osobowoci. Dlatego poznajemy z jednej strony cz³owieka mocno wroniêtego w materiê doczesnoci, ceni±cego uroki wiata, a z drugiej strony marzyciela zagubionego w przesz³oci.

 

W okresie romantyzmu uczucia jednostki staj± siê niezwykle istotne. Osoba ludzka staje siê jakby autonomiczn± ca³oci±, wyniesion± na piedesta³ ze zbiorowoci spo³ecznej. Nale¿y jednak dodaæ, i¿ jest to pewien indywidualizm elitarny, wywy¿szaj±cy przede wszystkim jednostki wybitne. Niestety, nie wszystko wygl±da tak kolorowo. Niezwykle czêsto dochodzi do konfliktu pomiêdzy wybrañcami losu a wiatem. To za prowadzi do ci±g³ego odczuwania brzemienia olbrzymiej odpowiedzialnoci. Dlatego tak wa¿ne jest okrelenie funkcji wybitnych jednostek w spo³eczeñstwie. Nie chodzi tylko o to, by byæ samotniczym buntownikiem, ale by spe³niæ w wiecie okrelon± i donios³± rolê.


Dzisiaj coraz czê¶ciej s³yszymy o niepopularnoci literatury romantycznej czy o mierci Mickiewicza w pamiêci wspó³czesnego cz³owieka. Byæ mo¿e ostatnim zbiorowym poruszeniem jego poezj± by³ czas powstania sierpniowego 1980 roku i czas stanu wojennego - Mickiewicz czytany w Stoczni Gdañskiej przez aktorów Teatru Wybrze¿e i Mickiewicz parafrazowany w ulotnej poezji strajkowej i poezji stanu wojennego. Odczuwalny obecnie spadek zainteresowania Mickiewiczem jest z pewnoci± nastêpstwem szerszego zjawiska: kryzysu literackich wzorów to¿samoci (zw³aszcza jeli chodzi o literaturê z górnej pó³ki), a wiêc trywializacji mitów wspólnotowych wedle nowych wzorów kultury masowej. Zamiast komentowaæ te przygnêbiaj±ce prognozy, pragnê przywo³aæ za Tadeuszem Konwickim pewien ma³o znany epizod z ¿ycia Wieszcza. Kiedy Adam Mickiewicz odp³ywa³ statkiem z w³oskiego portu do Turcji, ¿eby utworzyæ legion, który mia³ uratowaæ Ojczyznê, mnóstwo Polaków ¿egna³o wówczas wielkiego rodaka. Gdy ju¿ statek prawie podnosi³ kotwice, nadbieg³ jaki zdyszany cz³owiek i wrêczy³ Mickiewiczowi szczelnie owiniêt± paczkê. Kiedy statek wyp³ywa³ z portu, poeta otworzy³ pakunek, w której znalaz³a siê kupa gówna. Konwicki komentuje to w niezwykle trafny sposób. Mo¿e i mnie zdarzy³o siê w moim skromnym ¿yciu przyj±æ podobny prezent. - pisze - ¯yciorysy nasze s± czêsto ró¿ne, ale nagrody takie same.

 

 

Karolina Cyryl Paczoska