Niewydana ksi±¿ka Giedroycia

 

Andrzej Romanowski 2006.07.21 21:07 Gazeta.pl

 

Dopóki los pozwoli, bêdziemy biæ g³ow± o mur, aby przebiæ siê do "Polski ze snu", w której i dla której warto ¿yæ - pisa³ 86-letni redaktor "Kultury". Artyku³ o publicystyce Jerzego Giedroycia z okresu III RP

 

Po roku 1989 Jerzy Giedroyc ani razu nie przyjecha³ do Polski. Wobec III RP by³ od pocz±tku nastawiony niezmiernie krytycznie. Mimo kilkakrotnych propozycji prezydentów Wa³êsy i Kwaniewskiego odmówi³ nawet przyjêcia Orderu Or³a Bia³ego. Wci±¿ pracowa³ w swej samotni w Maisons-Laffitte, wydaj±c kolejne zeszyty "Kultury". Swe opinie o tym, co dzieje siê nad Wis³±, zawiera³ najpierw w publikowanych nieregularnie komentarzach redakcyjnych, potem - od pa¼dziernika 1993 r. - w comiesiêcznych "Notatkach redaktora".

Wszystkie te zapiski by³y w kraju przyjmowane obojêtnie - odbierano je jako gderanie starca. Sam Giedroyc informowa³, ¿e jego memoria³u z jesieni 1990 r. "W poszukiwaniu dróg wyjcia z kryzysu" nie chcia³y opublikowaæ ani "¯ycie Warszawy", ani "Rzeczpospolita". Jesieni± 1991 r. mówi³ Andrzejowi Garlickiemu: "Ca³e moje ¿ycie polega na rzucaniu grochem o cianê. Robi siê rozmaite piêkne uk³ony, czasami mam wra¿enie, ¿e jestem na w³asnym pogrzebie, jakie dekoracje, wyrazy uznania, doktoraty honoris causa itd., ale to siê tylko do tego ogranicza. Natomiast nie widzê, ¿eby moje koncepcje, nie mówiê, ¿e one s± s³uszne, ale ¿eby by³y po prostu przedyskutowane. Nie, to nie istnieje".

To prawda, publiczne wyst±pienia Starego Ksiêcia z pocz±tku lat 90. budz± do¶æ mieszane uczucia za spraw± swego maksymalizmu i malkontenctwa. Zupe³nie inaczej jednak ma siê rzecz z "Notatkami redaktora". Przy ca³ej swej dyskusyjnoci wzbudzaj± one przede wszystkim podziw. Czytane zbiorczo, stanowi± swoist± niewydan± ksi±¿kê. Stylistycznie chropawe, chwilami niedopracowane, bezb³êdnie dotykaj± sedna polskich spraw. Giedroyc przewidzia³ wszystko, z czym dopiero dzi siê borykamy. Rzec mo¿na: atakowa³ III RP, bo dostrzeg³ w niej zarodki IV RP.

Kwestia dobrych manier

Wywodz±cy siê z litewskich kniaziów, rodem z Miñska Litewskiego (dzisiejszej Bia³orusi), urodzony przed I wojn± wiatow±, w czasach carskich, a wychowany w II RP, wykazywa³ Giedroyc mylenie nader odleg³e od postawy polityków III RP. Tamci ulegli presji ideologii prawicy, mitowi "Polski posierpniowej". Ten nieustannie myla³ o Polsce jako ca³oci. Nawet gdy przejciowo popiera³ jedn± partiê (lewicow± Uniê Pracy), mia³ na uwadze wszystkie polskie ugrupowania, partie i formacje, które w dodatku traktowa³ sine ira et studio - bez uprzedzeñ, w sposób najzupe³niej równy.

Postawa taka nie przysz³a mu ³atwo - pó³wiecze walki z komunizmem dyktowa³o swoje sympatie. Kiedy jednak w 1995 r. do drugiej tury wyborów prezydenckich weszli Aleksander Kwaniewski i Lech Wa³êsa, Giedroyc nie uderzy³ w dzwon antykomunizmu, lecz uzna³, ¿e nale¿y... skreliæ obu kandydatów. Natomiast zwyciêstwo Kwaniewskiego przyj±³ z pokor±. W atmosferze powszechnego wtedy wzburzenia, nieledwie bojkotu nowej g³owy pañstwa, podkrela³, ¿e prezydent "zosta³ wybrany w sposób legalny i demokratyczny i ¿e nale¿y siê temu podporz±dkowaæ".

W listopadzie 1996 r. pisa³ ju¿ tak: "Rozumiem, ¿e mo¿na mieæ krytyczny stosunek do prezydenta RP, ale walka z nim powinna byæ prowadzona w sposób cywilizowany i kulturalny. Jest on przecie¿ symbolem pañstwa. Ostatnie demonstracje, jakie mia³y miejsce na Uniwersytecie Warszawskim w czasie otwarcia roku akademickiego, s± niedopuszczalne. Niestety, ani w³adze akademickie, ani policja nie zapobieg³y tym chuligañskim wybrykom Ligi Republikañskiej, i ma³o tego - w stosunku do sprawców nie wyci±gniêto ¿adnych konsekwencji. Czy nikt nie zdaje sobie sprawy, ¿e to wszystko prowadzi do destabilizacji pañstwa?".

Znamienne te¿, ¿e ju¿ we wrzeniu 1995 r. Giedroyc - do niedawna niechêtny postawom okrelanym zbiorczo jako "gruba kreska" - cytowa³ z aprobat± jeden z wywiadów Wojciecha Jaruzelskiego. Kilka miesiêcy pó¼niej (w marcu 1996 r.), ustosunkowuj±c siê do g³osów, by emerytura prezydenta RP dotyczy³a jedynie osób wybranych w g³osowaniu powszechnym, pisa³: "Jest to zwyk³a nieprzyzwoito¶æ, tym wiêksza, ¿e przecie¿ gen. Jaruzelski zosta³ wybrany g³osami >>Solidarnoci <<. Okazuje siê, ¿e bardzo trudno nauczyæ siê demokracji i dobrych manier". Stary Ksi±¿ê obu tych postaw dawno siê nauczy³ - mia³ je w genach.

Polska nierz±dem stoi

Obserwuj±c now± Polskê, coraz silniej wraca³ do przekonania zadomowionego w "Kulturze" przez dziesiêciolecia walki z komunizmem - ¿e linia polskich podzia³ów nie przebiega wed³ug przynale¿noci partyjnej. Kwaniewskiego, mimo ca³ego szacunku dla g³owy pañstwa, krytykowa³ do¶æ bezwzglêdnie, oskar¿aj±c go o sprzyjanie dawnym towarzyszom. Sw± publicystyk± chcia³ zabiec drogê "restauracji" w wykonaniu SLD i PSL.

Najwiêksz± jednak niechêæ skupi³ na powsta³ej w r. 1997 koalicji "solidarnociowej". To dopiero za rz±dów Mariana Krzaklewskiego i Jerzego Buzka komentarze Giedroycia nabra³y znamion wciek³oci.

Ju¿ w marcu 1998 r., niespe³na pó³ roku po przejêciu w³adzy przez AWS, oskar¿y³ now± ekipê o "brutaln± walkê podjazdow± z prezydentem" i mno¿enie konfliktów "bez próby ich przedyskutowania i dojcia do rozwi±zañ kompromisowych". Osoba prezydenta by³a dla Giedroycia wa¿na jako symbol pañstwa, ale z tego samego powodu by³a dlañ wa¿na konstytucja. "Notatki redaktora" daj± wiêc wyraz ¿alowi, ¿e akurat teraz, gdy konstytucja jest tworem nowym, gdy "powoli i z trudem wchodzi w ¿ycie", "z miejsca zaczyna siê [j±] podwa¿aæ".

"Polska nierz±dem stoi - utyskiwa³ Giedroyc w czerwcu 1998 r. - W Warszawie mia³a miejsce demonstracja >>Solidarnoci << ¦l±sko-D±browskiej (...). Demonstracjê prowadzi³ sam Marian Krzaklewski, przywódca >>Solidarnoci << i przewodnicz±cy klubu AWS, ugrupowania, które obecnie jest w rz±dzie. Najsmutniejsze, ¿e udzia³ Krzaklewskiego w manifestacji nie wywo³a³ ¿adnej reakcji".

Niespe³na rok pó¼niej, w maju 1999 r., "Notatki" alarmowa³y: "Rosn±cy kryzys polskiego s±downictwa. Ostatnio s±d w S³ubicach uzna³ Andrzeja Leppera winnym bezprawnego blokowania ruchu na drogach, lecz nie wymierzy³ mu kary, zas±dzi³ jedynie 6 z³ (s³ownie: sze¶æ z³otych) kosztów postêpowania. Lepper odmówi³ zap³acenia. Ju¿ poprzednio Lepper by³ skazany na pozbawienie wolnoci - ale z zawieszeniem - za l¿enie organów pañstwowych. Rz±d zaleci³ kolegium ³agodne traktowanie wszystkich oskar¿onych rolników. S±dy ponadto masowo zwalniaj± aresztowanych ze wzglêdu na (niewielk± szkodliwo¶æ spo³eczn±(, co znakomicie parali¿uje dzia³alno¶æ policji".

Zaw³aszczanie pañstwa

Zdaniem Giedroycia obóz dawnej "Solidarnoci" nie potrafi³ ud¼wign±æ ciê¿aru odzyskanego pañstwa. Ju¿ w pa¼dzierniku 1993 r. - w czasach prezydentury Wa³êsy i rz±du Hanny Suchockiej - redaktor zauwa¿y³, ¿e "kampania przedwyborcza by³a prowadzona z ca³kowitym nieliczeniem siê z interesami pañstwa i przynios³a wrêcz nieobliczalne szkody. Przeforsowano akceptacjê konkordatu w chwili, kiedy parlament zosta³ rozwi±zany, a rz±d by³ przejciowy, nie mówi±c ju¿ o tym, ¿e tre¶æ konkordatu by³a do ostatniej chwili traktowana jak tajemnica. Naturalnie, prezydent liczy³, ¿e uzyska w ten sposób poparcie Kocio³a dla swego BBWR. (...) Nie oszczêdzono równie¿ wojska i policji, dopuszczaj±c kandydatury wojskowych i policjantów. Kandydaci ci prowadzili wrêcz oficjaln± propagandê, wykorzystuj±c aparat wojska i policji. Te przywileje dotyczy³y tylko kandydatów BBWR; minister MON posun±³ siê nawet tak daleko, ¿e zapowiedzia³ sankcje dla wojskowych, którzy kandydowaliby z list antyprezydenckich! Szczytem wszystkiego by³o wyst±pienie min. sprawiedliwoci Jana Pi±tkowskiego, który zadecydowa³ o prowadzeniu przez Polskê samodzielnego ledztwa w sprawie zbrodni katyñskiej, domagaj±c siê m.in. ekstradycji ¿yj±cych jeszcze rosyjskich sprawców zbrodni. (...) Decyzjê tê p. Pi±tkowski podj±³ bez wiedzy czynników rz±dowych. W normalnym kraju taki minister by³by z miejsca usuniêty i odpowiada³by przed Trybuna³em Konstytucyjnym".

Dopiero jednak w czasach AWS nast±pi³o pe³ne zast±pienie polityki pañstwowej przez politykê partyjn±. Co z tego, ¿e Ryszard Czarnecki, szef Komitetu Integracji Europejskiej, jest nieudolny? "Prezes ZChN spokojnie owiadczy³, ¿e ewentualna dymisja Czarneckiego, który w rz±dzie reprezentuje ZChN, bêdzie zerwaniem koalicji. Premier zdymisjonowa³ wiêc... zastêpcê p. Czarneckiego".

Giedroyc dostrzega³ te¿ dotkliwe naruszanie norm ¿ycia publicznego. W kwietniu 1999 r. zdumiewa³ siê, ¿e minister Miros³aw Handke uchyli³ decyzjê Uniwersytetu Warszawskiego o anulowaniu Andrzejowi Anuszowi tytu³u magistra za dopuszczenie siê przezeñ plagiatu: "Bronienie przestêpstwa o charakterze wyra¼nie moralnym i ³amanie autonomii uniwersyteckiej mo¿na przypisaæ tylko przesadnej lojalnoci ministra wobec swej partii".

Rok pó¼niej, w maju 2000 r., domaga³ siê reorganizacji rz±du i jak najszybszego odwo³ania koordynatora s³u¿b specjalnych Janusza Pa³ubickiego: "Jego dzia³alno¶æ przynosi ogromne szkody. (...) Ostatnio p. Pa³ubicki zorganizowa³ i nag³oni³ aferê z rosyjskimi szpiegami, co jeszcze bardziej pogorszy³o stosunki, i tak nie najlepsze, z Rosj±. Poza tym jest niedopuszczalne, by minister zachowywa³ siê w sposób tak niew³aciwy w stosunku do prezydenta, co stale demonstruje p. Pa³ubicki, i to wszystko jest tolerowane przez premiera. Jest zdumiewaj±ce, jak tak wa¿ne stanowisko jest stale obsadzane przez ludzi nieodpowiednich, (nawiedzonych(, od p. Macierewicza poczynaj±c".

 

Skoñczyæ z lustracj±

"Notatki redaktora" sta³y siê protestem przeciw manichejskiej wizji historii. Ju¿ wczeniej, w "Obserwatorium" z pa¼dziernika 1992 r., atakowa³ Giedroyc pomys³y dekomunizacyjne: "Ka¿da ustawa dekomunizacyjna zak³ada pewn± wizjê najnowszych dziejów Polski. Wizjê manichejsk±: po jednej stronie samo z³o, po drugiej - czyste dobro. Po jednej stronie PZPR, której cz³onkowie naznaczeni s± niezmywalnym piêtnem; po drugiej - kler w otoczeniu licznych rzesz katolików wieckich. Dla nikogo innego nie ma tu miejsca". We wrzeniu 1994 r., w przededniu rozstania "Kultury" z Gustawem Herlingiem-Grudziñskim, pisa³ w "Notatkach": "Co mnie (...) razi w >>Dzienniku << Herlinga, to jego uwagi o ludziach, zaopatrywane czêsto w niepotrzebnie brutalne przymiotniki na zasadzie czarne-bia³e, g³oszone ex cathedra. Rzeczywisto¶æ jest bardziej z³o¿ona".

Historiozoficzny manicheizm by³ dla Giedroycia tyle¿ humorystyczny, co niszczycielski, rujnowa³ bowiem ci±g³o¶æ polskiej tradycji: "Nie ma ju¿ w Toruniu - pisa³ w grudniu 1997 r. - Apteki Radzieckiej, która pod t± nazw± istnia³a od roku 1649. Jeszcze w ubieg³ym roku na tej aptece widnia³ napis i wyjanienie: (Nazwa i god³o nadane przez Jana Kazimierza w roku 1649 od rajców miejskich(. Obecnie napis skrócono do po³owy i jest tylko (Apteka(".

Znamienny by³ stosunek Giedroycia do lustracji. W "Obserwatorium" z pa¼dziernika 1992 r. pisa³ jeszcze, ¿e "idea ustawy lustracyjnej nie budzi zastrze¿eñ zasadniczych", gdy¿ "w ka¿dym pañstwie sprawdza siê ¿yciorysy kandydatów na urzêdy wra¿liwe, zw³aszcza zwi±zane z obronnoci± i bezpieczeñstwem". Szybko jednak zrozumia³, czym jest lustracja w polskim wydaniu, tote¿ ju¿ w pa¼dzierniku 1993 r. apelowa³: "Najwy¿szy czas skoñczyæ z tak zwan± (lustracj±(, która zatruwa ¿ycie polityczne w Polsce". W maju 1997 r. nazwa³ uchwalon± ustawê lustracyjn± "jednym z posuniêæ nieprzemylanych, a mog±cych spowodowaæ niedobre skutki".

W grudniu 1997 r. wybuchn±³: "Lustracja - o której od lat siê dyskutuje - jest zupe³n± fikcj± i spraw± nie do zrealizowania". Po czym dodawa³ (z pewn± przesad±): "Wszystkie kompromituj±ce (teczki-  zosta³y zniszczone lub sfa³szowane". W maju 1999 r. kolejny raz bi³ na alarm: "Realizowana obecnie lustracja okaza³a siê prawdziw± puszk± Pandory. Wyp³ywaj± najdziksze rewelacje i oskar¿enia nie oszczêdzaj±ce nikogo. Ta akcja, przed któr± wielokrotnie przestrzega³em, zatruwa nasze ¿ycie polityczne, pog³êbiaj±c destabilizacjê aparatu pañstwowego i oskar¿aj±c szereg niewinnych ofiar. Ujawnia siê dzia³alno¶æ naszych s³u¿b specjalnych manipulowanych przez nieodpowiedzialnych polityków, od by³ego prezydenta Wa³êsy poczynaj±c, nie mówi±c o dzia³alnoci pp. Macierewicza i Pa³ubickiego". Mo¿emy siê tylko zastanawiaæ, co by powiedzia³ Giedroyc, gdyby zobaczy³ lustracjê dzisiejsz± - spod znaku IPN.

"Mnie porachunki przesz³ociowe zupe³nie nie interesuj±, jakie lustracje czy upadlanie ludzi" - mówi³ w 1999 r. w wywiadzie dla "Polityki". Po czym dodawa³, jakby w duchu pierwszej kampanii prezydenckiej Kwaniewskiego: "Liczy siê tylko przysz³o¶æ". Niechêæ do nieustannego aktualizowania historii kaza³a Giedroyciowi ukuæ s³ynn± frazê o rz±dz±cych Polsk± trumnach Pi³sudskiego i Dmowskiego.

To dlatego atakowa³ trwaj±cy w kraju "sza³ pomnikowy". "Wdziêczne zadanie - pisa³ w maju 1999 r. - dla nowego ministra kultury i sztuki o zakazie budowania pomników, sanktuariów etc. do czasu wyjcia Polski z kryzysu". ¦wiadek przedwojennej "czwartej brygady", nie mia³ przy tym z³udzeñ wobec dzisiejszych "pokrzywdzonych". "Rosn± nowi kombatanci - pisa³ latem 1998 r. - Zapewne oka¿e siê, ¿e osób represjonowanych (...) by³o szereg tysiêcy. Prawdopodobnie trzeba oczekiwaæ w najbli¿szym czasie domagañ o odszkodowanie za poniesione straty zarówno materialne, jak i moralne".

Jeszcze w ostatnich "Notatkach" z wrzenia 2000 r. zauwa¿y³: "Przygotowuje siê nowelizacjê ustawy kombatanckiej, by umo¿liwiæ korzystanie z nale¿nych uprawnieñ kombatantom - ofiarom represji z okresu 1968-89 oraz konspiracyjnych struktur NSZZ >>Solidarno¶æ <<. Idzie o (wyrównanie krzywd i rekompensatê materialn± poszkodowanym aktywistom(. Klasyczny przyk³ad TKM". Warto raz jeszcze przeczytaæ te zdania i zapamiêtaæ, co w istocie zosta³o tu powiedziane.

Nacjonalistyczne oszo³omy

S± wreszcie "Notatki redaktora" ciê¿kim oskar¿eniem Kocio³a. Ju¿ latem 1995 r. Giedroyc zwraca³ uwagê, ¿e "jeli w stosunku do ks. Jankowskiego nie bêd± zastosowane konkretne sankcje, bêdzie to woda na m³yn polskiej skrajnej reakcji". I dodawa³: "Jak¿e to wszystko zaszkodzi sprawie polskiej w wiecie!".

Ale problem by³ wed³ug niego du¿o g³êbszy, a polega³ na braku charakteru rz±dz±cych. "Wszystkie rz±dy III Rzeczypospolitej - pisa³ w kwietniu 1999 r. - stale zabiega³y o poparcie Kocio³a i unika³y decyzji we wszystkich dra¿liwych sprawach. Ta strusia polityka doprowadzi³a do takich afer, jak ¿wirowisko w Owiêcimiu, które nas kompromituje na wiecie, nadmierna tolerancja wobec Radia Maryja, które jest nie w porz±dku w szeregu spraw finansowo-politycznych, co jest tolerowane. (...) Jest du¿o nadu¿yæ przy rewindykacji nieruchomoci kocielnych nieprawnie skonfiskowanych w okresie PRL. S± ci±gle nadu¿ycia przy zwalnianiu z op³at celnych darów z zagranicy dla Kocio³a, np. luksusowych samochodów etc.".

Giedroyc nie przejmowa³ siê tym, ¿e jego pogl±dy odbiegaj± od postaw dominuj±cych w ultramontañskiej Polsce. By³ wierny w³asnemu sumieniu - to mu wystarcza³o. W grudniu 1996 r. nie cofn±³ siê wiêc przed krytyk± kocielnych reakcji na projekt ustawy antyaborcyjnej: "Niektórzy biskupi podpisanie jej przez prezydenta przyrównuj± do Holocaustu i zagro¿enia biologicznego istnienia narodu. Grozi siê nawet ekskomunik±. W tej sprawie zabiera równie¿ g³os biskup polowy w randze genera³a z wezwaniem wojska do niepos³uszeñstwa i... nie jest z miejsca usuniêty!".

Biskup polowy S³awoj Leszek G³ód¼ by³ szczególnie czêstym obiektem krytyk Giedroycia. Ale pod ostrza³em znajdowa³ siê nieraz ca³y Episkopat. Kiedy biskupi zaproponowali w projekcie konstytucji zmianê s³owa "obywatel" na "naród", Giedroyc (w marcu 1997 r.) zareagowa³ oburzeniem: "Oznacza³oby to, ¿e konstytucja nie obejmuje mniejszoci narodowych. Przeciwko tak skrajnie nacjonalistycznym sformu³owaniom kategorycznie protestujê. Przyjêcie tego zalecenia zagra¿a spoistoci pañstwa". Nie podoba³a siê te¿ Staremu Ksiêciu budowa ¦wi±tyni Opatrznoci Bo¿ej - "zbyteczny luksus przy obecnym kryzysie budowlanym i tysi±cach bezdomnych" (wrzesieñ 1998 r.). Jeszcze latem 2000 r. pisa³, ¿e "Koció³ zupe³nie siê nie liczy z ciê¿k± sytuacj± gospodarcz±".

Wyznawca polskiej idei pañstwowej, by³ jednak Giedroyc najdalszy od absolutyzowania polskich racji. Pogrobowiec Rzeczypospolitej Obojga Narodów, nieustannie bra³ w obronê mniejszoci narodowe, a w swym myleniu uwzglêdnia³ wra¿liwo¶æ s±siadów. Dlatego by³ "kategorycznie przeciwny" istnieniu Radia Wolna Bia³oru, dlatego opowiada³ siê przeciw wzniecaniu nastrojów antyrosyjskich. W kwietniu 1995 r. ubolewa³ nad tolerowaniem w Warszawie "rzekomego przedstawicielstwa gen. Dudajewa" oraz nad transportem Janiny Ochojskiej, kierowanym do Czeczenii "z ogromnym nag³onieniem ca³ej akcji i z podkreleniem, ¿e jest to pomoc przeznaczona g³ównie dla walcz±cych Czeczeñców, a nie dla wszystkich ofiar tej nieszczêsnej wojny". Pisa³: "Nie ma (...) powodu, bymy pierwsi niepotrzebnie wysuwali siê, powoduj±c siê wzglêdami emocjonalnymi, a nie ch³odn± racj± stanu".

We wrzeniu 1997 r. komentowa³ "¿enuj±c± aferê w Toruniu z usuniêciem pomnika wdziêcznoci armii sowieckiej". "Posuniêcie to - zauwa¿y³ - doprowadzi³o do wspólnego protestu nie tylko Rosji, ale i Ukrainy i Bia³orusi. Czy¿ nie mo¿na zrozumieæ, ¿e ci ¿o³nierze ginêli w wojnie z Niemcami i, mimo koszmaru sowieckiego i PRL, zas³uguj± na szacunek. W pewnym sensie ¿o³nierze ci ginêli równie¿ za nas". Tymczasem my "robimy wszystko, by zadra¿niaæ stosunki z naszymi s±siadami. Drobn± ilustracj± jest chocia¿by reakcja na gest rz±du rosyjskiego, który zaproponowa³ pomoc ofiarom powodzi. (...) Nale¿a³o za tak± propozycjê podziêkowaæ, a nie odpowiedzieæ, ¿e dajemy sobie sami radê i ¿adna pomoc nie jest potrzebna. G³upia arogancja".

Jeszcze w maju 2000 r. piêtnowa³ Giedroyc "wyczyny naszych oszo³omów". Oburza³ siê na organizacjê Naszo¶æ, która w Poznaniu zaatakowa³a konsulat rosyjski, i wyra¿a³ zdumienie, ¿e Uniwersytet Warszawski udzieli³ zezwolenia na zorganizowane przez Ligê Republikañsk± spotkanie z "ambasadorem Czeczenii".

Paryska ³¿e-elita

Za pó³ wieku s³u¿by na paryskiej placówce wolna Polska podziêkowa³a Giedroyciowi ho³dami i zaszczytami. Wzruszaj±co brzmi± dzi s³owa redaktora z 1996 r., z okazji jego 90. urodzin: "Chyba po raz pierwszy nie poczu³em siê samotny".

Na co dzieñ by³ jednak naprawdê sam - tym bardziej, ¿e z kraju, jak w czasach PRL, otrzymywa³ te¿ dowody nienawici. Z pocz±tkiem 1997 r. opublikowa³ nawet jeden z takich dowodów, anonim przys³any z Bydgoszczy: "Cze¶æ Towarzyszu Giedroyc! (...) Przodujesz, Towarzyszu-Masonie, w planie zniszczenia i wynarodowienia Polaków. Bijesz uk³ony i ho³dy przed sekretarzem-prezydentem Kwaniewskim. (...) Ty niczym siê nie ró¿nisz (owszem, bezczeln± przebieg³oci±), oszukuj±c setki intelektualistów, zdrowo myl±c± m³odzie¿ oraz milionów Polaków, ¿e walczy³e z komunizmem. Zreszt± jak prawdziwy ¿yd, ¿yd przyjmuje ¿yda. No, no, tworzycie wymienit± bandê komuno-masoñsk±: Kwaniewski, Oleksy, Miller, Michnik, Milewski, Lamentowicz, Kuroñ, Jaskiernia, Sierakowska, Labuda itd. itd. z ojcem duchowym Giedroyciem, który zast±pi³ godnie Lenina, Hitlera i Stalina".

Niewiarygodne? Przecie¿ powinnimy wiedzieæ, ¿e pok³ady polskiej pod³oci s± niezg³êbione. Zaledwie pó³ roku wczeniej Zygmunt Wrzodak nazwa³ bohaterów KOR "ró¿owymi hienami". A piêæset lat wczeniej Jan D³ugosz pisa³, ¿e Polacy celuj± w oszczerstwach...

Tak, w Polsce nic siê nie zmienia i Giedroyc nie mia³ z³udzeñ. Ale tym silniej wyznawa³ heroizm s³u¿by. Po zakoñczeniu obchodów 50-lecia "Kultury" pisa³: "W³aciwie o jubileuszu nie mylelimy i nie zamierzalimy go obchodziæ. Ci±gle ¿yjemy aktualnoci±, pasjonuj± nas sprawy Polski i Europy, staramy siê w miarê naszych - tak przecie¿ ma³ych - mo¿liwoci wnie¶æ jaki wk³ad mylowy do kszta³towania przysz³oci. Szereg przyjació³ i wspó³pracowników umiera, niektórzy odchodz±. Trzeba, jak to siê mówi w wojsku, serrer les rangs [zwieraæ szeregi]. Jak d³ugo to potrwa, nie wiem. Zapewne nied³ugo, ale trzeba dzia³aæ do koñca".

Ostatnie "Notatki redaktora" z wrzenia 2000 r. koñcz± siê znamiennym akapitem: "Prasa szwedzka szeroko komentuje wyst±pienie p. Kuleszy [z IPN] z 9 sierpnia o koniecznoci ekstradycji by³ego prokuratora Stefana Michnika. Poniewa¿ prawnicy polscy doskonale wiedz±, ¿e ekstradycja obywatela szwedzkiego do kraju pozanordyckiego jest wykluczona, zapewne chodzi o zrobienie przykroci Adamowi Michnikowi, którego dzia³alno¶æ jest coraz bardziej niewygodna w kampanii wyborczej".

By³y to ostatnie s³owa Giedroycia - umar³ wkrótce potem. Do ostatka by³ na posterunku, do rozpoczêtego 95. roku ¿ycia. Bo przecie¿ - jak pisa³ w pa¼dzierniku 1992 r. - "dopóki to jest mo¿liwe, dopóki los pozwoli, nie przestaniemy biæ g³ow± o mur, aby przebiæ siê lub u³atwiæ to przebicie m³odszym od nas, do (Polski ze snu(, Polski, w której i dla której warto ¿yæ".

Obywatel II RP i pogrobowiec I RP, Giedroyc projektu IV RP ju¿ nie do¿y³. Co mia³by o nim do powiedzenia - nie starajmy siê nawet zgadywaæ.

***Prof. Andrzej Romanowski - pracuje na Wydziale Polonistyki UJ oraz w Instytu Historii PAN. Wyda³ m.in. "Jak oszukaæ Rosjê. Losy Polaków", "Pozytywizm na Litwie". Z prof. Henrykiem Markiewiczem jest wspó³autorem "Wielkiego s³ownika cytatów >>Skrzydlate s³owa <<". Ostatnio ukaza³o siê wznowienie jego ksi±¿ki "Podró¿ na wschód"

http://www.wyborcza.pl