|
Pofestiwalowy
przewodnik po "Polskiej Animacji" 2008.11.23 Nasza Polonia
Krytycy i fani filmów animowanych stawiaj± nazwiska najlepszych polskich animatorów wysoko na li¶cie ¶wiatowych mistrzów tego gatunku. Rodowód polskiej animacji można wywieĽć niemal od samych pocz±tków powstawania kina, od Władysława Starewicza (ur. 1882).
Historyk animacji Giannalberto Bendazzi za cechy najbardziej wyróżniaj±ce polsk± animację uznał “sense of absurdity, surrealism and anguished settings". Organizatorzy London International Animation Festival dodali do tej charakterystyki “love of complex, adult fairytales and a willingness to take the best from western and eastern visual influences".
Po ¶mierci Stalina (1953), czerwcowej rewolcie w Poznaniu (1956) i odwilży paĽdziernikowej rozpoczęła się w Polsce destalinizacja. Dopuszczono do powstania pewnych elementów pluralizmu w kulturze. Rodz±cy się nowy klimat znakomicie wyczuli Walerian Borowczyk i Jan Lenica. Wspólnie zrealizowali kilka filmów i znaleĽli się od razu w czołówce prawdziwej rewolucji estetycznej, oddziaływuj±c swoj± twórczo¶ci± zarówno na pozostałe kraje Europy, jak i wyznaczaj±c nowe tory ¶wiatowej animacji. Wcze¶niej realizowano filmy animowane pod silnym wpływem disney’owskiego stylu. Borowczyk i Lenica dostrzegli olbrzymi potencjał w animacji wycinanek papierowych - co między innymi, oznaczało diametralne uproszczenie procesu produkcji filmu. Film mógł zostać stworzony praktycznie przez jedn± osobę, bez niezbędnego do disney’owskich filmów, olbrzymiego zespołu animatorów.
W Polsce i Europie Wschodniej Borowczyk i Lenica objawili się jako pionierzy, zarzucaj±cy obowi±zuj±cy przed 1956 r. socrealizm. Zamiast sztuki integruj±cej artystyczn± formę oraz tre¶ć w sposób zrozumiały dla mas - zaproponowali eksperyment i współczesne praktyki artystyczne, takie jak abstrakcja, collage, satyryczny surrealizm.
Ich metody animacji ł±cz±ce standardowy styl cartoon z żyw±, ostentacyjn± wycinank± oraz przerywnikami live-action, odniosły masowy sukces dekadę póĽniej w Monty Python's Flying Circus (Terry Giliam przyznawał się do inspiracji twórczo¶ci± Borowczyka i Lenicy). W recenzji Travis Miles w Cineaste America’s Leading Magazine on the Art and Politics of the Cinema przeczytać możemy, iż Borowczyk, jako animator może być uznawany za progenitora szkoły estetycznej, do której zaliczaj± się nie tylko Jan Svankmajer, ale także Bracia Quay, a także legion zwi±zanych z MTV animatorów, takich jak Alex Proyas i Fred Stuhr.
"Genialno¶ć Lenicy z Borowczykiem objawiła się nie w nowatorstwie technicznym, wynalazczo¶ci - pisał Marcin Giżycki - tylko, przeciwnie, w swoi¶cie nonszalanckim podej¶ciu do istniej±cych technik i konwencji. (...) Ich filmy nie kryły prostoty używanych ¶rodków, niczego nie maskowały, posługiwały się uproszczonym do maksimum ruchem i montażem. Ot, kilka kolorowych papierków, starych fotografii, przedmiotów z lamusa, fragmentów znalezionych rycin."
Technika
wycinanek Borowczyka i Lenicy sprawiła,
że film animowany stał
się m±drzejszy.
Twórcy przenie¶li na grunt animacji,
język plakatowej metafory, skrótu
graficznego. Film animowany przestał
być tylko peryferyjn±
sztuk± lub przeznaczon±
wył±cznie dla dzieci. Trafił
do głównego nurtu awangardy.
Technika wycinanki, sprawdziła
się w twórczo¶ci
Borowczyka i Lenicy "jako ¶rodek
przekazu zarówno tre¶ci humorystycznych,
zabawnych, jak i surrealistycznej groteski, po absurd i grozę
rodem z Ionesco i Kafki" - pisał
Jan Strękowski.
Pierwszy film zespołu Borowczyk-Lenica, Był sobie raz (1957) - powstawał spontanicznie, praktycznie bez scenariusza. Posługiwał się bardzo uproszczon±, abstrakcyjn± wycinank± i rysunkiem. Przyjęty został w Europie entuzjastycznie. Autorzy otrzymali nagrody w Wenecji, Mannheim, Brukseli i w Warszawie. Kolejne filmy również uznano za pionierskie, nie tylko na scenie europejskiej, ale i ¶wiatowego surrealistycznego kina absurdu.
Drugi z najważniejszych filmów Borowczyka i Lenicy to Dom (1957) - zbudowany z serii "epizodów", ł±cz±cych różne techniki. Collage, wycinankę, technikę pixilacji, powtarzane gesty live-action pomiędzy epizodami odmierzaj±cymi upływ czasu. W jednej ze scen widzimy perukę, wędruj±c± po stole i pochłaniaj±c± jedzenie oraz różne obiekty codziennego użytku. W innej, kobietę okazuj±c± czuło¶ć męskiej głowie manekina, zmieniaj±cej kształt pod wpływem tej czuło¶ci i dezintegruj±cej się. Film może być postrzegany jako ilustracja dziwnego, mechanicznego rytuału. Zagrożenie nieuporz±dkowanego absurdu wszech¶wiata ukazane ze wzruszaj±c± niewinno¶ci± i prostot±. Jak zauważyła Urszula Czartoryska, twórców filmu wyróżnia "upodobanie do przedmiotów nieożywionych, do nieartystycznych tworów człowieka, predylekcja do wyzyskiwania rzeczy gotowych". Znakomit± muzykę do filmu skomponował Włodzimierz Kotoński.
W Szkole (1958) - groteskowym prote¶cie przeciw musztrze wojskowej, mechanizuj±cej człowieka i pozbawiajacej ludzkiej osobowo¶ci, Borowczyk i Lenica posłużyli się około 400. zdjęciami, sfilmowanymi na stole trickowym. "Szkoła jest (...) szczytem zwięzło¶ci i prostoty ¶rodków, jest mistrzowskim dziełem montażu, (...) prób± wyzyskania materiału fotograficznego już nie tylko obok normalnych sekwencji kręconych kamer± filmow±, ale zamiast nich" - napisała Urszula Czartoryska.
Program festiwalu w Melkweg dużo uwagi po¶więcił twórczo¶ci Waleriana Borowczyka i Jana Lenicy - również filmom zrealizowanym przez artystów indywidualnie i ich długometrażowym produkcjom aktorskim. Zaprezentowane zostały artystyczne filmy erotyczne Waleriana Borowczyka oraz Wyspa R.O. Jana Lenicy. Stanowi± one jednak oddzielne, szerokie tematy.
Z cał± pewno¶ci± nie można pomin±ć w opisie zaprezentowanych polskich animacji Labiryntu (1962) - najgło¶niejszego filmu Jana Lenicy. Głęboko ludzkiego, filozoficznego, ¶wiadomie nawi±zuj±cego do klimatów kafkowskich i sięgaj±cego do twórczo¶ci Maxa Ernsta. W tre¶ci autor odwołał się do mitu Ikara. Na przyspieszonym ruchu, niczym w starych filmach, widzimy samotnego, uskrzydlonego mężczyznę w meloniku, który niczym turysta pojawia się w zabytkowym, secesyjnym mie¶cie. Odkrywa totalitarne reguły i nieludzkie zachowania rz±dz±ce tym ¶wiatem. Funkcjonuj± w nim jedynie potwory i bestie, we wszystkie zaułkach, oknach domów a nawet na niebie ponad miastem. Jedn± ze znakomitych scen jest schwytanie głównego bohatera przez człowieka-maszynę i poddanie go badaniom, prze¶wietlaniom, administracyjnym identyfikacjom a nawet próbom kontrolowania i uwięzienia my¶li. Bezpieczeństwo i ukrycie się przed po¶cigiem pod±żaj±cym tropem uwolnionego cudem bohatera gwarantuje jedynie upodobnienie się do człekokształtnego stwora. Próba ucieczki na skrzydłach z tego miasta nie udaje się. Bohater kończy jako jeden z licznych w mie¶cie szkieletów, pozbawionych zdolno¶ci latania. Film interpretowany jest jako metafora ludzkiego losu, ale także, uważany jest, obok Ręki Jiří Trnka (1965), za najbardziej wyszukan± polityczn± animację, jaka kiedykolwiek powstała. Muzykę do filmu skomponował Włodzimierz Kotoński. Film otrzymał wiele nagród, między innymi w Paryżu, Melbourne, Buenos Aires (wyprzedzaj±c film Normana McLarena). W plebiscycie festiwalu w Annecy zaj±ł V. miejsce na li¶cie najlepszych filmów animowanych ¶wiata.
Jednak polska animacja, to nie tylko twórczo¶ć Borowczyka i Lenicy. Powróćmy jeszcze na chwilę do lat 50-tych. Jednym z ważnych, pierwszych, powojennych filmów była Zmiana warty (1958) Włodzimierza Haupe i Haliny Bielińskiej, opowiadaj±ca o miło¶ci pomiędzy księżniczk± a wartownikiem. Jest to animacja pudełek od zapałek. Postaci filmu otrzymały swoj± uproszczon± charakterystykę na etykietkach pudełek. Do¶ć zabawnie wykorzystane zostały możliwo¶ci jakie daj± proste pudełka, ich kinetyka z dodanym dĽwiękiem (na przykład chrapanie wartowników w czasie snu). Niestety uczucie księżniczki i wartownika prowadzi do zapalenia się bohaterów i spłoniecia również pozostałych postaci filmu. Napis końcowy głosi: "palenie zabronione". Film otrzymał I. Nagrodę w Cannes za oryginalny pomysł a także wyróżnienia w Mannheim oraz Edynburgu.
Wszystko jest liczb± Stefana Schabenbecka z 1966 r. jest czarno-biał±, linearn± animacj±. W filmie tym, autor zwraca uwagę na to, iż wszystko, co nas otacza, posiada swoj± matematyczna identyfikację - nie wył±czaj±c człowieka. W proroczy sposób film zapowiada nasz± obecn±, zero-jedynkow± rzeczywisto¶ć przypisuj±c jednostkom jednakowe warto¶ci jedynek, tworz±cych zorganizowane, statystyczne grupy. Film otrzymał nagrody i wyróżnienia, między innymi, im. Andrzeja Munka w Łodzi, w Oberhausen, Annecy, La Felguera, San Francisco, Filadelfii.
Klatki, film powstały również w 1966 r. innego autora, Mirosława Kijowicza, można interpretować na różne sposoby. Zarówno jako opowie¶ć o uwięzieniu lub izolacji społecznej jednostek oraz wewnętrznej emigracji - jak i o samotno¶ci oraz wzajemnym niezrozumieniu. Pod koniec filmu okazuje się, że nie obserwujemy akcji tocz±cej się wył±cznie w jednej klatce, lecz, że każda klatka umieszczona jest w kolejnej klatce, za¶ każdy z uwięzionych ma swojego nadzorcę. Obraz ten równie dobrze można interpretować jako metaforę wieloszczeblowego dumpingu i mechanizmu hamowania wszelkiej indywidualno¶ci i kreatywno¶ci. Mirosław Kijowicz uważany jest za głównego, obok Jana Lenicy, przedstawiciela nurtu filozoficznego w polskiej animacji. Film Klatki zrealizowany został metod± czarno-białej, w dużym stopniu linearnej animacji. Muzykę do filmu - jak i do kilku innych filmów Mirosława Kijowicza - skomponował Krzysztof Komeda. Film zdobył nagrody i wyróżnienia w Krakowie, Annecy oraz Locarno.
Jeżeli kto¶ widział Apel Ryszarda Czekały z 1971 r., lub zamierza go obejrzeć (jest dostępny w internecie) wszelkie słowa komentarza w zasadzie s± zbędne. Jest to film o bardzo głębokiej i mocnej wymowie, mówi±cy najlepiej sam za siebie. Nie można jednak przemilczeć jego obecno¶ci w¶ród zaprezentowanych dzieł polskiej animacji. Film ten - jak wszystkie wybitne dzieła - prezentuje najwyższ± czysto¶ć formaln± i maksymaln± oszczędno¶ć ¶rodków. Ukazuje całkowit± bezbronno¶ć jednostki a nawet tłumu, wobec nieludzkiego, ¶lepego i chorego terroru oraz bezskuteczno¶ć jakiejkolwiek akcji. Gestapowiec, prowadz±cy apel, torturuje więĽniów obozu koncentracyjnego wydaj±c bezustannie komendy: "Padnij! Powstań!". Więzień, który zbuntował się przeciw wykonaniu komend został zastrzelony. Na to powstali pozostali więĽniowie, zachowuj±c bierny opór wobec rozkazów. Oni również zostali rozstrzelani. Ostatni z nich, który unikn±ł ¶mierci, powraca do wykonywania komend. Jednak i on ginie (końcowy strzał odbywa się już poza kadrem). Do powtarzalno¶ci i statyczno¶ci tej sceny - jaka mogłaby się zdarzyć - nie dopuszcza ci±gła zmiana perspektywy kamery i ujęć. Kamera wędruje niekiedy, wraz z rytmem kroków gestapowca, pomiędzy rzędami więĽniów lub też pokazuje obraz z pozycji leż±cej, kryj±c się pomiędzy więĽniami. Film jest wykonany technik± czarno-białej, lapidarnej graficznie, wycinanki, i nie ma w nim muzyki - pojawiaj± się wył±cznie ostre komendy, pełna napięcia cisza lub efekty dĽwiękowe (jeszcze zanim pojawi się obraz lub po jego zakończeniu), takie jak: podjazd poci±gu na stację i szczekanie psów, kroki podkutych butów, strzały, ruch więĽniów wykonuj±cych rozkazy. Film ten, do dnia dzisiejszego, wywołuje silne wrażenie, również w¶ród młodych odbiorców sztuki animacji na ¶wiecie. Otrzymane nagrody: w Krakowie, Oberhausen, Annecy, Cork, Teheran, Nowy Jork.
W czasie festiwalu zobaczyli¶my też przykład wy¶mienitej, oryginalnej twórczo¶ci Juliana Antonisza na przykładzie jego ponadczasowego filmu Jak działa jamniczek z 1979 r. Poczucie humoru i unikalna technika, jak± stosował autor - malowania bezpo¶rednio na ta¶mie filmowej - nieodmiennie zachwyca wszystkich miło¶ników animacji a uzyskiwane efekty (żywe, wibruj±ce kształty i kreska oraz rozlewaj±ce się płynne substancje) inspiruj± młodych twórców mog±cych posługiwać się dzi¶ bardziej nowoczesnymi metodami animacji. Wszystkie elementy filmu s± groteskowe i karykaturalne: głos komentarza (narratorem jest pensjonariuszka krakowskiego domu starców z pięknym, kresowym akcentem) i jego tre¶ć, warstwa wizualna wraz z liternictwem, muzyka - skomponowana również przez Juliana Antonisza, ¶wietnie podkre¶laj±ca charakter filmu. Obraz ten, posługuj±c się humorystycznymi i nonsensownymi przykładami, porównaniami (do nieistniejacych wynalazków, takich jak: elektryczno-mechaniczna pukawka-stukawka, kapacytron mię¶niowy, pimpdziawóla dyfuzyjna, elektrokapu¶ciocha, koziówka stalowa) analizami a nawet ekonomiczn± kalkulacj± (obliczenie kosztów tysięcy fotodiod biologicznych składajacych się na dwoje oczu motyla na podstawie ceny fotodiody germanowej typu FG 70) stara się przekonać odbiorców do szanowania i na¶ladowania natury ("zbudujmy silnik mię¶niowy cichubieżny"), której poszczególne twory stanowi± niedo¶cigłe wzory dla najbardziej skomplikowanej twórczo¶ci i wynalazczo¶ci ludzkiej. Film zdobył nagrody w Mannheim, w Katowicach, oraz Br±zowego Lajkonika za "oryginaln± wyobraĽnię, wysokie walory plastyczne oraz za inteligentn± parodię stereotypów my¶lowych" w Krakowie.
Film Refleksy z 1979 r. Jerzego Kuci jest refleksj± nad sensem i warto¶ci± życia. Zdaje się przestrzegać, iż ¶lepe zaangażowanie w walkę może uniemożliwiać dostrzeżenie zagrożenia zbliżaj±cego się z innej strony. Autor pokazuje, na przykładzie owadów, krótkie życie, pełne bezustannych zmagań, w którym panuje drabina zagrożeń - niespodziewanych wyroków losu. Film nie daje odpowiedzi, czy można ocenić wagę zagrożeń i ustrzec się ich. Na pocz±tku opowie¶ci widzimy owada wkładaj±cego wiele pracy i wysiłku w walkę z własnym kokonem, z którego próbuje się uwolnić. Kiedy wreszcie mu się to udaje, nie ma chwili wytchnienia - zostaje zaatakowany przez innego owada. Owady, zajęte ¶mierteln± walk±, kieruj± się wprost do kałuży, gdzie nadal tocz± zacięty bój. W wodzie zaczyna się odbijać sylwetka człowieka, lecz owady jej nie dostrzegaj±. Odbicia człowieka ł±cz± się w kręgach wody z odbiciami szamocz±cych się owadów. Nie ma zwycięzcy w tej walce. Oba owady gin± przydeptane przez człowieka. Samego sprawcy ich tragicznego końca autor nie pokazuje. Jego obecno¶ć, niczym Demiurga, ujawnia się tylko w odbiciach - jak na przykład ¶ladach po butach na koniec filmu. Owady, niestety, nie wykazały się refleksem. Pozostaje pytanie, czy miały taka szansę? Film otrzymał nagrody w Krakowie, Zakopanem, Annecy.
Pocz±tek lat 80-tych zareprezentował wyrafinowany, eksperymantalny film Zbigniewa Rybczyńskiego Tango (1980). Film po wirtuozowsku eksploatuje możliwo¶ci techniki video. Koncepcja i forma filmu jest bardzo spójna i czysta a wymowa uniwersalna i no¶na filozoficznie. Akcja rozgrywa się w czterech ¶cianach małego pokoju, w którym nawi±zuj± się interakcje pomiędzy aż 29. wprowadzanymi kolejno postaciami (tyle udało mi się naliczyć, wł±czaj±c małe dzieci i psa). Postaci reprezentuj± różne etapy życia i różne działania. Poruszaj± się w pętlach - wchodz± do pokoju, powtarzaj± wykonywane czynno¶ci, wychodz±. Ten sam stół, łóżko, krzesła, szafa, lampa, troje drzwi - staj± się terenem różnych ł±cz±cych się i mijaj±cych działań oraz powstaj±cych relacji. Pojawianie się i znikanie wszystkich tych statystów, istniej±cych w różnych czasach i na różnych scenach a zarazem w tej samej czasoprzestrzeni, na wspólnej scenie - tworz± symultaniczne rytmy i jednorodn± opowie¶ć. Kamera obserwuje wnętrze cały czas z tego samego punktu. Narracja rozwija się, niczym w doskonale napisanej partyturze utworu muzycznego. Film otrzymał Br±zowego Lajkonika, Oscara '82 oraz Academy Award for Animated Short Film.
Kolejnym z najnowszych filmów jest Ichtys (2005) Marka Skrobeckiego. "Obraz został zrealizowany technik± klasycznej poklatkowej animacji lalkowej. Wszystkie postacie animowano ręcznie, a w niektórych scenach dodano efekty komputerowe. Tre¶ć nawi±zuje do chrze¶cijańskiej symboliki. "Ichthys" oznacza po grecku rybę, ale jest też słynnym akrostychem, którego litery tworz± inicjały wyrażenia "Jesous Christos Theou Yios Soter" (Jezus Chrystus, Syn Boga, Zbawiciel). Widz może odczytać ten film jako opowie¶ć o ludzkim losie i oczekiwaniu na spełnienie, ale równie dobrze jako anegdotkę o mężczyĽnie, który nie może doczekać się w restauracji zamówionego posiłku" (KS. Gazeta Wyborcza). "Ichthys to niekonwencjonalnie opowiedziana, metaforyczna przypowie¶ć o wytrwało¶ci oczekiwania, nadziei i spełnieniu. Bohater filmu to mężczyzna w sile wieku. Zjawia się w restauracji, której wnętrze przypomina budowlę sakraln±. Jest tam jedynym klientem. Wita go kelner o twarzy cherubina. Kelner przyjmuje zamówienie po czym wychodzi. Klient oczekuje na jego powrót... Czas mija, pokrywaj±c wszystko patyn± staro¶ci. Kiedy wreszcie ci±gle młody kelner zjawia się z zamówionym daniem, klient sprawia wrażenie martwego..." (Grzegorz Wojtowicz). Aby dotrzeć do restauracji-¶wi±tyni, klient (elegancko ubrany, w jasnym garniturze i meloniku) odbył dług± podróż przez morze w małej łódce, pokonuj±c niedogodno¶ci i unikaj±c niebezpieczeństw. Może spodziewać się, że dost±pi mistycznego przeżycia, jakim jest degustacja upragnionej ryby. Tymczasem, okazuje się, że spełnienie jego zamówienia nie dzieje się tak od razu, jak mógłby oczekiwać po restauracji. Wraz z upływem czasu, przechodzi przez różne stany emocjonalne i etapy. Na ¶redniowiecznych w stylizacji obrazach, które wisz± na ¶cianach, zdaje się dostrzegać jedynie, że wszystkie namalowane postaci spożywaj± wszechobecne ryby. Po chwili zrezygnowania, kiedy już, już, chce opu¶cić restaurację, opanowuje się. Zdesperowany zamierza zapolować na imponuj±c± rybę, pływaj±c± w restauracyjnym akwarium i zje¶ć j± na surowo. Z rozpaczy usiłuje nawet nadgryĽć stół, uszkadzaj±c sobie szczękę. Szczeka przestaje się zamykać. W końcu nie potrafi powstrzymać wybuchów gniewu, które przyspieszaj± postępuj±c± entropię i naruszaj± sklepienie w restauracji-¶wi±tyni. Tymczasem kelner, przygotowany na długie oczekiwanie, siedzi cierpliwie na brzegu morza z wędk± i czeka na rybę. Kiedy wreszcie serwuje danie, może jedynie umie¶cić malutk±, i¶cie symboliczn± rybkę - niczym komunijny opłatek - w zamarłych, otwartych ustach klienta. Widz, w bardzo subtelny i do¶ć zabawny sposób zdaje się być wprowadzony w objawienie chrze¶cijańskiej tajemnicy ¶mierci. Mężczyzna budzi się i opuszcza restauracje, nie dbaj±c o pozostawiony melonik. Kelner odkłada go na półkę, na której leż± już inne, zgromadzone nakrycia głowy, z różnych epok i stylów. Klient, kieruj±c się ku słońcu, mija swoj± łódkę i idzie po wodzie, unosz±c się na falach. Nie widzi (a może, po prostu nie lęka się) wielkiego, podpływaj±cego wieloryba, który go połyka, tak jak Jonasza w przypowie¶ci biblijnej. Film otrzymał nagrody i wyróżnienia: w Krakowie, Belgradzie, Seulu, Ottawie, Wilnie. Najnowszym zaprezentowanym filmem była Arka (2007) Grzegorza Jonkajtysa, wyprodukowana przez reżysera oraz Marcina Kobyleckiego w koprodukcji z firm± Platige Image. W pracach nad grafik± 3D, animacj± postaci, domalówkami, makietami - reżyser korzystał z pomocy zespołu grafików z Polski oraz z USA - z firmy CafeFX, z któr± współpracuje na co dzień. Jak zauważył Paul Debevec, przewodnicz±cy jury festiwalu Siggraf 2007 - wybrane i nagrodzone animacje (w¶ród nich Arka) s± doskonałymi przykładami na to, że grafika komputerowa umożliwia dzi¶ małym, niezależnym grupom kreować filmy z doskonałymi krajobrazami, kompleksowymi charakterami i wspaniał± warstw± wizualn±. Doskonał± muzykę do filmu skomponowali Paweł Błaszczak i Adam Skorupa - który jest również autorem efektów dĽwiękowych. Motto Williama Shakespeare’a oraz kilka słów wstępu wprowadzaj± widza w tre¶ć filmu: "Nieznany wirus dziesi±tkuje ludzk± populację. Pozostali przy życiu, nie¶wiadomi jego prawdziwej istoty, w ogromnych tankowcach pod±żaj± w poszukiwaniu krainy wolnej od zarazy. Rozpoczyna się exodus, przewodzi mu jeden człowiek..." Film w sposób emocjonalny opowiada o nieuchronno¶ciach ludzkiego losu. Widzimy przeżycia mężczyzny w ¶rednim wieku, znajduj±cego się na ogromnym statku i odkrywaj±cego, iż zarażony jest wirusem. Na pobliskim l±dzie widzi mnóstwo ludzkich zwłok. Mężczyzna chce skończyć ze sob±. Obraz jest bardzo sugestywny. Film nie wyja¶nia, czy jest to gra wspomnień starego, niedołężnego już umysłowo człowieka, czy też może wytwór jego wyobraĽni. Postrzeganie siebie oczami staro¶ci, jako wci±ż młodego, zdolnego do czynu człowieka i marzenie o ucieczce ze ¶wiata teraĽniejszo¶ci. O ile grafika komputerowa pozwala zacierać granice pomiędzy ¶wiatem wirtualnym i realnym - jak stwierdził Paul Debevec - w obrazie filmowym Arka udało się doskonale zatrzeć granice pomiędzy wyobraĽni± a rzeczywisto¶ci±. Realne pozostały emocje. Efekty dĽwiękowe w filmie wzmagaj± ekspresję obrazu - pogłos zamykanych drzwi podkre¶lajacy alienację i osamotnienie jednostki w monumentalnych, mrocznych wnętrzach. Próba udĽwiękowienia bohatera w sposób ilustruj±cy jego emocje, tak jakby każdy ruch, przełknięcie ¶liny, dotknięcie nieogolonej twarzy, oddechy - słyszane były przez stetoskop. Film uzyskał w 2007 r. nagrody na festiwalach w Serbii, Australii, na Węgrzech, w Polsce, na Ukrainie, w Austrii, USA, Iranie, Albanii, Japonii i Włoszech. Na marginesie festiwalu "Polska Animacja" warto przypomnieć, że rok 2008 zapisał się wielkim sukcesem i przyniósł drugiego Oskara w historii polskiej animacji (po pierwszym Oskarze dla Tanga Zbigniewa Rybczyńskiego). Nagrodzony został film lalkowy Piotru¶ i wilk, będ±cy ekranizacj± ba¶ni muzycznej Sergiusza Prokofiewa. Animacja ta powstała przy współpracy łódzkiej spółki Se-ma-for Produkcja Filmowa oraz brytyjskiej firmy BreakThru Films. Film wyreżyserowała Brytyjka Suzie Templeton. Za scenografię filmu odpowiedzialny był Marek Skrobecki, autor Ichthys. Podsumowuj±c przegl±d polskich filmów animowanych w Amsterdamie, nie można też zapomnieć, że rok 2008 został ogłoszony Rokiem polskiej animacji. W całym kraju odbywaj± się dziesi±tki wydarzeń u¶wietniaj±cych jubileusz i obchody 60-lecia polskiej animacji, objęte honorowym patronatem przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Bogdana Zdrojewskiego. Przegl±daj±c internet, można zauważyć, że niestety dokonania polskich animatorów wzbudzaj± większe zainteresowanie i uznanie na ¶wiecie niż w Polsce. Może rok 2008 przyczyni się do przybliżenia twórczo¶ci animacyjnej również rodakom... A co s±dz± na temat przyszło¶ci polskiej animacji wybitni arty¶ci? "Nasz kraj ma przebogat± tradycję tej formy sztuki i jestem pewny jej przyszło¶ci" - powiedział w czasie Międzynarodowego Festiwalu Animacji ReAnimacja Ryszard Horowitz, polski fotografik i prekursor komputerowego przetwarzania fotografii, mieszkajacy od 1959 r. w Nowym Jorku w USA - "Jest grono ¶wietnych artystów i oddanych wielbicieli animacji, to jest najważniejsze." Marzenna Donajski
|