Jak w³aciwie kochali romatycy?

2010.03.30 Nasza Polonia

 

Z czerni ok³adki DYSONANSU wy³aniaj± siê trzy oblicza trzech osobliwych mi³oci z czasów Wielkiej Emigracji. Ich dyskretny, acz intensywny urok rzucony dawno temu  zadzia³a jeszcze raz, uwiedzie czytelnika i porzuci na polskich szlakach tu³aczych. Mimo ¿e bêd± to salony paryskie czy ródziemnomorskie wille, dramat rozegra siê równie¿ w wy¿szych sferach cierpienia.

 

W nowej powieci Ewy Stachniak znów zamieszkaj± bohaterowie o wyrazistych osobowociach, obdarzonych talentem a nawet i fortun±. Tym razem wybór autorki siêgn±³ po znane nazwiska  historyczne postaci z pocz±tków  epoki, która nadal trwa. I dzi wielu z nas dowiadcza na w³asnej skórze i we w³asnej g³owie skutki przed³u¿onego przebywania za granic± z niepewnoci± powrotu. Tej nieustannej hutawki miêdzy koniecznoci± nauki nowych warunków, a cieszeniem siê swobod± niedostêpn± czy ograniczon± we w³asnym kraju. Równie¿ i tej miêdzy wzorami mi³oci wszczepionej literatur± romantyczn± a umiejêtnoci± zarz±dzania swoim ¿yciem.

Wydawnictwo ¦wiat Ksi±¿ki

 

W jakiej mierze i dlaczego powielamy trójk±t: ¿ona, m±¿ i kochanka? Czy jego oryginalne wydanie, mi³o¶æ Delfiny Potockiej i Zygmunta Krasiñskiego, który polubi³ Elizê Branick±  godne jest naszej uwagi? 

 

Kiedy arystokracja rozpoczê³a rachunek sumienia i po rozbiorach zainwestowa³a Pary¿, mog³a mu zaoferowaæ o wiele wiêcej ni¿ zwykle spodziewano siê po uchod¼cach. Ksi±¿ê Adam Czartoryski  wykupi³ jedno z arcydzie³ paryskiej architektury z czasüw Ludwika XIV-go, mocno podupad³y i s³u¿±cy wówczas za magazyn ³ó¿ek wojskowych - Hotel Lambert.. Odrestaurowa³ go anga¿uj±c najwybitniejszych architektüw, pejza¿ystów i malarzy. I w pa³acu tym piêkna Delfina Potocka sw± gr± i piewem magnetyzowa³a salonow± publiczno¶æ, koncertowa³ Chopin, a sam ksi±¿ê wysy³a³ tajnych pos³añców na Wschód,  do Turcji i na Ba³kany. Ów prawdziwy m±¿ stanu b³yskawicznie wyci±gn±³ wnioski z klêski powstania listopadowego. Jeli szansa na wojskowe pokonanie armii carskiej jest raczej niewielka, nale¿y dzia³aæ porednio i os³abiæ j± d±¿±c do przypieszenia konfliktu rosyjsko-tureckiego.

 

Od pocz±tku tego roku o Hotelu Lambert znowu by³o g³ono w ca³ym Pary¿u, zupe³nie jakby duch wschodni wprowadzony wówczas na jego salony, obudzi³ siê po przesz³o pó³tora wieku i postanowi³  tu na sta³e zamieszkaæ, po kilku nowoczesnych orientalizuj±cych remontach. Nad tym przewietnym pa³acykiem, teatrem tylu wa¿nych wydarzeñ z naszej historii zawis³a gro¼ba zapomnienia. A tymczasem wielu wspó³czesnych polskich czytelników, wykarmionych literatur± romantyczn± nadal jej potrzebuje, nadal szuka klimatu czasów Wielkiej Emigracji, jakby podwiadomie czuj±c, ¿e jeszcze nie wszystko zosta³o powiedziane. Na szczê¶cie podobna potrzeba równolegle inspiruje pisarzy.



Wa¿ny DYSONANS Ewy Stachniak to zaczarowany wehiku³ czasu - pierwsze l±dowanie: przy wigilijnym stole u matki Delfiny Potockiej w willi pod Wezuwiuszem, do której na wiêta zjedzie z Pary¿a Delfina, a genera³ Krasiñski przedstawi swego syna, Zygmunta.



Szansa przyjrzenia siê z bliska owej s³ynnej romantycznej  mi³oci oka¿e siê tym wiêksza, im szybciej zauwa¿ymy, jak obok licznych dialogów, klasycznego rodka literackiego, opowie¶æ prowadzona jest w czasie tera¼niejszym. Uczestniczymy wiêc nie tylko w rozmowach, s³uchamy wrêcz sprawozdawcê ogl±daj±cego scenê

Hotel Lambert Foto Magda Dunikowska

 

Zdjêcie z aktorami i autork± Ew± Stachniak (z prawej) z wieczoru z 14 listopada 2009 Foto El¿bieta Kania

 

"Otwiera j±. Warstwa po warstwie. Gorset, zbyt ciasny, uwieraj±cy w ¿o³±dek. Haftki s± oporne, musi je rozchylaæ powoli, najpierw tê górn±, potem tê na dole, wreszcie siê poddaj±.(...) Na pod³odze le¿± jej czerwone poñczochy. Jego halsztuk, tu¿urek, kamizelka, bia³a koszula z ozdobnym gorsem, szelki. Razem, nadzy le¿± pod zmiêtymi przecierad³ami. Poeta i ta, któr± ukocha³. Dla której wiersze cisn± siê pod pióro. Dla której bêdzie szuka³ s³owa wszechw³adnego. Jego muza. Jego Beatrycze.

  • Ty dla mnie wyobra¼ni± - mówi jej. - A ja dla Ciebie myl±. Wyzwoleniem."

Podobny styl wzbogacaj± monologi wewnêtrzne potrzebne do wyra¿enia odczuæ.  Zastêpuj± zwyk³e opisy rzeczy, poród których ¿yli romantycy, niezbêdne dla przywo³ania materialnej codziennoci. Tej b³yskotliwej i tej uwieraj±cej. 

 

"- Czy wszystko w porz±dku? - pyta Delfina. - Czy dobrze siê czujesz?

Eliza czuje siê doskonale. Naprawdê  doskonale. Mo¿e tylko herbata by³a zbyt mocna. W Niemczech herbata ma kolor s³omy. Ale to nie tylko herbata. Ani fetor stêchlizny wype³niaj±cy salon. To ca³y atak zapachów. Pi¿mo z odrobin± kwanej woni potu. Kurz i myszy. Suszone winogrona. Zapachy z ciemnych szpar w otomanie, z foteli pokrytych materi±. Zapachy, które ka¿± jej wstrzymaæ oddech, a potem wci±gaæ powietrze ma³ymi ³yczkami, jakby to mog³o pomóc." 

 

Kiedy para romantycznych kochanków rozszerza siê w trójk±t, utrzymanie mi³oci jak i ma³¿eñstwa wymaga subtelnej dyplomacji. W³anie ta, uprawiana przez naszych bohaterów sztuka ujawni czytelnikowi bogat±  sieæ regu³ przestrzeganych na salonach. Ale te¿ i niuanse, ca³± gamê odcieni, jakie pasja wygrywa na partyturze ich historii. Proza Ewy Stachniak wprowadza nas na tamte polskie salony, gdzie us³yszymy echo innego trójk±ta utworzonego przez tych samych bohaterów. Oto z Hotelu Lambert, z apartamentów na rue Trochet przeniknie ów potrójny pr±d, jaki dr±¿y nasz± to¿samo¶æ po dzi dzieñ:  pr±d wiadomoci obowi±zku dzia³añ na rzecz odzyskania pañstwa, potrzeba kultywowania wiêzi rodzinnych i dba³o¶æ o aktywn± obecno¶æ na scenie paryskiej. Gdy¿ czym okaza³o siê w istocie zadomowienie siê polskiej arystokracji w Pary¿u? Czy tylko nasz± szans± na odzyskanie niepodleg³oci? Czy równie¿ szans± dla Francuzów na eksport struktur republiki? Na ekspansjê swojej myli politycznej, ale te¿ i na wzbogacanie siê kulturowe talentami pochodz±cymi z polskiej ziemi? Maj±tkiem Branickich, Krasiñskich, Potockich? W konkurach o rêkê Elizy Zygmunt stanie obok hrabiego Walewskiego, syna Napoleona i Marii,  hrabiego de Montfort, siostrzeñca Napoleona. 

 

" Z Petersburga dochodz± wzmianki, ¿e car ¿yczy sobie, aby Eliza i Zofia polubi³y rosyjskich ksi±¿±t i ¿eby ich bracia zaczêli myleæ o karierze w carskiej armii. £aska carska na pstrym koniu je¿dzi, a jego ¿yczliwo¶æ bardzo ci±¿y Branickim. Nie mog± go dra¿niæ, zwa¿ywszy na to, ¿e wiêkszo¶æ ich dóbr le¿y na terenie Rosji, ale mog± oddzieliæ fortunê rodzinn± od polityki Petersbourga. Eliza, ze swoim posagiem 14 milionów rubli, mo¿e niew±tpliwie wybieraæ i przebieraæ." 

 

Zwi±zki polsko-francuskie zaczyna³y ple¶æ siê gêstym ciegiem pasji, pragnieñ wolnoci, równie¿ tej osobistej, walk± o przysz³o¶æ, ju¿ wiadomej pomruku rewolucji...

 

Ewa Stachniak nie omieszka wprowadziæ do swej powieci Wincentego Krasiñskiego, genera³a w armii napoleoñskiej, gdy¿ w³anie mi³o¶æ ojcowska, w jakiej wychowa³ syna, mia³a wyra¼ny wp³yw na pogl±dy poety i zawa¿y na jego decyzji polubienia Elizy. Oto z ich historii wy³oni siê jeszcze jeden trójk±t: Zygmunt kochaj±cy ojca, rozumiej±cy obowi±zek pos³uszeñstwa, kochanek Delfiny, lubianej, podziwianej i... akceptowanej w tej roli przez starego genera³a.  To jedna z cech mi³oci romantycznej nieczêsto brana pod uwagê, chyba ¿e przez psychologów. W ten sposób ów uk³ad geometryczny osi±gn±³ sw± równowagê, gdy¿ zrodzi³ siê jednoczenie w wielu, nie wchodz±cych z sob± w kolizjê wymiarach. Warto siê zastanowiæ nad tak pojmowan± dojrza³oci± romantyczn±. Zdolnoci± do swoistej koegzystencji w wielu rolach, koniecznych dla stawienia czo³a jednoczenie ambicjom, pragnieniom i regu³om ¿ycia w spo³eczeñstwie. Hrabia Zygmunt, poeta, potrzebowa³ dwóch kobiet: jednej - o duszy artystki, ale ¿ywej, piêknej muzy, stale inspiruj±cej. I ¿ony dla kontynuacji rodu, zarz±dzania codziennoci±. Obyczaje artystokracji epoki dopiero co wysz³ej z libertynizmu, postawa ojca - dopuszcza³y podobne wspó³istnienie, znajduj±c akurat takie rozwi±zanie dla krn±brej natury ludzkiej. Model wiktoriañski zawita dopiero w nastêpnej epoce. 

 

Tak wiêlub Zygmunta z Eliz± nie przerwa³ zwyczajów bywania u siebie skoligaconych przecie¿ pañ Branickiej i Potockiej. Jednak kochankowie romantyczni ¿yli przecie¿ i poza salonami. Pewnego dnia Delfina zaprowadzi Elizê do dentysty, nazywanego wówczas przez Polaków z±bnikiem, przypomina autorka powieci. Prze¿yæ tak± wizytê wymaga³o równej odwagi, jak przyst±piæ do powstania i znale¿æ siê na polu bitwy. Porównanie to nie przysz³o mi na myl wy³±cznie z powodu widma cierpienia, zawis³ego w obydwu przypadkach. Jak zobaczymy, nie tylko ono ³±czy oba miejsca. 

 

"Gabinet doktora Keepa zdobi para s³oniowych k³ów, rozdziawiona paszcza krokodyla, wysuszone jaszczurki, ¿ó³wie i szkielety wê¿y. W rogu pokoju stoi egipska mumia, tu¿ obok niej ma³a ozdobna szafka, a w niej ekspozycja sztucznych szczêk i zêbów. (...) Doktor Keep zapewnia hrabinê Krasiñsk±, ¿e nauczy³ siê rozmawiaæ nie oczekuj±c odpowiedzi. Szczególnie wysoko cenion± przez s³absz± p³eæ, choæ musi wyznaæ, ¿e zdumiewa go u kobiet odporno¶æ na ból. O wiele wiêksza, ni¿ im to siê powszechnie przyznaje.

 

- Zapewnie zgadza siê z tym ³askawa Pani - powiada doktor Keep, wybieraj±c hak sporód instrumentów le¿±cych na czystej p³óciennej serwetce. Dzisiaj mo¿e stwierdziæ z ulg±, ¿e nie ma koniecznoci ekstrakcji (....), choæ ekstrakcja by³aby rozwi±zaniem o wiele szybszym ni¿ czyszczenie ubytku i wype³nianie go z³otym listkiem, kiedy to ka¿da kolejna warstwa wymaga precyzyjnego i starannego u³o¿enia. (...)

 

Zêby z Waterloo, powiada doktor Keep. Pok³osie bitwy. Zdrowe i mocne, jak m³ode cia³a poleg³e w kwiecie wieku. Pani hrabina, winna je, oczywista, wzi±æ pod uwagê, jeli takie jest jej ¿yczenie, choæ jego zdaniem zêby porcelanowe maj± o wiele wiêcej zalet. On osobicie rekomenduje niezniszczalne zêby Fonziego. Przed wypalaniem do ka¿dego zêba zostaje przyspawana platynowa szpilka, któr± mo¿na go przymocowaæ do podk³adu. Te najnowsze zêby s± wypalane z ró¿nych glin, celem unikniêcia tej nienaturalnej i, madame musi przyznaæ, nieco upiornej bieli porcelany. Zêby niezniszczalne, w odró¿nieniu od zêbów z Waterloo, nigdy nie czerniej±."

 

Malowniczo¶æ romantyków zyskuje na g³êbi, kiedy pozwala im siê pojawiæ  przed nami w orszaku szczegó³ów, nieod³±cznie i natrêtnie towarzysz±cych ich ¿yciu. Wymagania duszy, natchnienia twórcze rodzi³y siê  przecie¿ w g³owach osadzonych na k³opotliwym organi¼mie, szukaj±cym ochrony przed zêbem czasu.

 

Z powieci tej mi³o¶æ, poezja, spory o Polskê, ale i umiejêtno¶æ rozsadzenia ludzi przy stole tak, aby unikn±æ konfliktów, przedziera siê  ku nam z odleg³oci i przypomina nie tylko klimat salonów przyjmuj±cych Chopina. Pewien paradoks naszego stosunku do romantyzmu pochodzi bardziej od tradycji jego interpretacji. W programach szkolnych, opracowaniach badaczy spotykamy g³ównie poezjê i dramat, to one przekaza³y obraz romantycznej twórczoci. Po inne zapisy ówczesnych autorów z rzadka siêgaj± wspó³czeni pisarze czy wydawcy. Dlatego praca Ewy Stachniak nad listami swych g³ównych bohaterów zachêci wreszcie do przybli¿enia naszej bogatej i wartociowej literatury epistolarnej. Mo¿e wówczas Polaka portret w³asny, zachowany na tamtych kartach odkryje nam inne wzory? Autorów cierpi±cych, których pióro jednak potrafi³o byæ dowcipne, ciête i tworzy³o, oprócz wizji, równie dobrze prozê bystrych obserwacji, porównañ oraz analiz cech ró¿nych narodów, porod których przypad³o im ¿yæ. Taka wiedza jest nam szczególnie potrzebna, gdy¿ mimo, choæ i dziêki wywalczonej niepodleg³oci znale¼limy siê znowu na salonach europejskich, a nawet wiatowych. Wypada³oby utrzymaæ to miejsce. A Zygmunt Krasiñski, z podstawy swego trójk±ta potrafi jeszcze zainspirowaæ inne z³aknione celnych zdañ umys³y.

 

Zamieszka³y ju¿ z Eliz±, musi podzieliæ siê swymi wra¿eniami z koncertów. Pisze wiêc z Warszawy do Delfiny: 

 

"W salonie Branickich niejaka Kalinowska usiad³a do fortepianu. S³ysza³a Ty kiedy ryk krowy tyrolskiej, pisk rozkochanego kota, skomlenie psów zgromadzonych nad cierwem? Ty mnie s³ysza³a, ale przysiêgam Ci, ¿e lepiej piewam. I cz³owiek, który s³ysza³ Malibranow± i Ciebie, tam sta³ i sluchaæ musia³, i nie plun±æ! Wci±¿ Twój g³os kr±¿y mi nad uszami, jakby tarcza melodii przeciwko tym no¿om pisku." 

 

I je¿eli autorka zatytu³owa³a sw± powie¶æ Dysonans, cytuj±c w motcie zdanie z listu Delfiny do Frederyka Chopina: "Au total, ¿ywot ten jest tylko ogromnym dysonansem...", ten dysonans widziany z perspektywy pó¼niejszych dokonañ ludzkoci przesun±³ siê nieco w stronê harmonii. Swoistego bezpieczeñstwa ofiarowanego czasem przez historiê. Historiê piêknych opowieci.

 

Ów Zygmunt, romantyczny polski znawca kobiet w swych wizjach tak jeszcze ujrza³ nas, kobiety, jakie nadejd± po nim. Owiadcza Elizie: 

 

" Czarnooka, ci±gnie Zygmunt, naciskaj±c klawisze od przypadku do przypadku - to kobieta przysz³oci. To kobieta, która ju¿ nie potrzebuje ramienia me¿czyzny, ¿eby i¶æ, dok±d chce. Tylko, ¿e przesta³a byæ bogini±. Silna i namiêtna, bêdzie rodziæ i zabijaæ z tak± sam± si³± i determinacj±. Nie potknie siê na swojej drodze, nie sp³oszy. Bêdzie sz³a, nawo³uj±c, bêdzie rozprawia³a o pañstwach i ludziach, bêdzie wymyla³a maszyny parowe. Anio³, niestety, zejdzie do rzêdu ludzi - dodaje Zygmunt i zamyka z hukiem wieko fortepianu. Mi³o¶æ zostanie zredukowana do po¿±dania, wszelka s³abo¶æ i pokora bêd± starte z powierzchni ziemi".  

 

Wizja spe³niaj±ca siê na naszych oczach? 

 

Magda Dunikowska , Pary¿