Jak zwiedziæ wystawê wideo i przetrwaæ?

Dorota Jarecka 2007.01.03 19:16 Gazeta Wyborcza

Naprawdê wraca moda na malarstwo? Bo na pewno nie przemija wciek³a moda na wszystko, co jest ruchomym obrazem. Oto nasz przewodnik po dwóch pokazach w warszawskim CSW

"123.. awangarda"

kurator £ukasz Ronduda

CSW Warszawa, do 28 stycznia



"Touch My Shadows. Nowe media z kolekcji Goetz"

kuratorka Milada ¦liziñska

CSW Warszawa, do 28 lutego



Ekran, monitor, plazma, piêæ ekranów, wizjer, w wizjerze projekcja. Galerie sztuki coraz czê¶ciej przypominaj± multipleksy. Najbardziej rozchwytywany polski malarz Wilhelm Sasnal jest jednoczenie filmowcem. Byt okrela artystyczn± wiadomo¶æ. Ten, kogo staæ na plazmê i cyfrowy rzutnik, poka¿e awangardow± sztukê, ten kto ma tylko gwo¼dzie i ciany, poka¿e malarstwo.

W filmie artystycznym jest pewien paradoks. Operuje on jêzykiem kultury masowej, powinien wiêc byæ bliski wspó³czesnej wra¿liwoci. A bliski wci±¿ nie jest, wystawy filmu nale¿± do najbardziej ¿mudnych i trudnych. Dok³adne obejrzenie przeciêtnej wystawy sztuki wideo zajmuje kilkadziesi±t godzin. Jak to prze¿yæ?

Dlatego napisa³am ten przewodnik po dwóch pokazach w warszawskim CSW. Przyk³ady polskich filmów pochodz± z wystawy "123.. awangarda", filmów zagranicznych - z "Touch My Shadows. Nowe media z kolekcji Goetz".

A poniewa¿ ka¿dy Polak przez kilka godzin dziennie ogl±da telewizjê, podzielê sztukê wideo na gatunki znane z telewizora.

Wideoklip

To m.in.: "Balet mechaniczny" Fernanda Legera, awangardowe kino Franciszki i Stefana Themersonów, "Kineformy" Andrzeja Paw³owskiego, eksperymenty ³ódzkiego Warsztatu Formy Filmowej z lat 70., wiêkszo¶æ filmów Sasnala. Na jednym z nich po morskim dnie pe³znie piêcioramienny zwierzak - rozgwiazda. T³o muzyczne to lekki jazz, nieco niedzisiejszy, który wpisuje siê idealnie w rytm poruszeñ delikatnych ramion. To ¿art muzyczno-plastyczny, etiuda, w której wspó³graj± ze sob± oko i ucho.

"Oko i ucho" to tytu³ filmu Franciszki i Stefana Themersonów z 1945 r. To te¿ klip muzyczny - obrazy zmieniaj± siê w rytmie utworów Karola Szymanowskiego. Ten gatunek ma rodowód awangardowy.

Klip Kazimierza Bendkowskiego "Centrum" z 1976 r. nie ma muzycznego podk³adu. Nakrêcony zosta³ noc± na skrzy¿owaniu Alej Jerozolimskich i Marsza³kowskiej w Warszawie. Szum ulicy i gra wiate³ odpowiednio zmiksowane tworz± razem now± jako¶æ. Ten gatunek filmowy odbiera siê wszystkimi zmys³ami, podwiadomie wybijaj±c rytm.

Dokument

Podzia³, który tu proponujê, jest oczywicie pewn± fantazj±. Granice miêdzy gatunkami sztuki zawsze s± p³ynne. W koñcu wszystko, co filmujemy, jest do pewnego stopnia dokumentem. Dokument, który spotykamy na wystawach, czêsto idzie wbrew klasycznym zasadom. To specjalnie z³y, zepsuty dokument, a jego zepsucie mo¿e byæ dwojakie.

Po pierwsze, teza odautorska postawiona jest tak mocno, ¿e sprzeniewierza siê zasadzie obiektywizmu. W filmach Artura ¯mijewskiego twórca ingeruje w ¿ycie bohatera, manipuluje nim, paso¿ytuje na jego s³aboci. Zbigniew Libera w swoich filmach z lat 80. bezwzglêdnie ods³ania ludzk± intymno¶æ. Obaj filmuj± tam, gdzie rasowy dokumentalista ju¿ dawno wy³±czy³by kamerê.

Albo te¿ odwrotnie - brak jest tezy, narracja nie prowadzi do ¿adnej pointy, nie daje widzowi poznawczej satysfakcji ani moralnego przes³ania. Na wystawach ogl±damy czêsto to, co rzetelny filmowiec nazwa³by najwy¿ej materia³em wyjciowym. W filmie "Eraser" Douga Aitkena na siedmiu ekranach jednoczenie pokazywany jest zapis z wizyty artysty na wyspie na Karaibach po wybuchu wulkanu, który j± wyludni³ i zniszczy³. To ci±g przepiêknych obrazów, z których Werner Herzog zrobi³by jednak narracyjny film. Kutlug Ataman pokazuje na czterech ekranach jednoczenie mówi±ce do nas cztery kobiety, które z ró¿nych powodów nosz± peruki. Krzysztof Kielowski by to jednak porz±dnie zmontowa³, zbudowa³by z tego jak±¶ opowie¶æ.

To kino, które wymaga cierpliwoci i czasu, których kino zawodowe zwykle nam oszczêdza. Taki "predokument" najpierw odrzuca i drêczy, ale po jakim czasie zaczyna siê z niego czerpaæ fragmenty i skrawki, które staj± siê cenne. To kino-¿ycie, kino totalne. Dokumentalici totalni, dla których kamera jest nieod³±czna od ¿ycia, to m.in Jonas Mekas i Chantal Akerman. Ich kina, tak jak wiata, nie mo¿na w pe³ni doznaæ i poznaæ, a jednak mówi ono o mechanizmach poznawania.

Fabu³a i fikcja

Fabu³a w kinie artystycznym ma siê doskonale, a w³aciwie coraz lepiej. Wraca bocznym wejciem, po tym jak wygna³a j± z kina awangarda. Tym wejciem jest pastisz, parodia. Zjawiskiem typowym dla lat 90. jest kino wizyjne z elementami fabu³y i fikcji, science fiction i pulp fiction, jak np. cykl "Cremaster" Matthew Barneya. Artycie nie wystarcza kamera wideo i program do monta¿u na komputerze. Powstaj± gigantyczne produkcje, d³ugometra¿owe, z aktorami, scenografi± i efektami specjalnymi.

Próby eksperymentowania z d³ugim metra¿em mamy i wród artystów polskich. Piotr Uklañski nakrêci³ ostatnio "Summer Love", pastisz westernu. Film pokazany w zesz³ym roku na festiwalu w Gdyni zosta³ tam odebrany ¼le, jako nieudany film fabularny. Na tym polega niebezpieczeñstwo. Kiedy film idzie zbyt mocno pod pr±d regu³om, jest wci±¿ znakomitym filmem eksperymentalnym czy ju¿ niedobr± fabu³±?

Na jednym z monitorów w CSW zobaczy³am film Grzegorza Królikiewicza "Tañcz±cy jastrz±b" z 1977 r., dzie³o fabularne zrobione przez zawodowego re¿ysera. Zdjêcia robi³ Zbigniew Rybczyñski, scenografiê artysta i performer Zbigniew Warpechowski. Rozmowa przy stole sfilmowana zostaje przez przewietlone czerwonym wiat³em ucho. Niektóre sceny powtarzaj± siê, jakby zacina³ siê czas. Takie momenty oddaj± grozê psychicznego zapêtlenia bohatera, ale te¿ akcentuj± sam± czynno¶æ filmowania.

To urwana ga³±¼ polskiego kina, któr± dzi zdaj± siê kontynuowaæ tylko artyci. Na tle wspó³czesnego mu kina moralnego niepokoju "Tañcz±cy jastrz±b" móg³ siê wydawaæ moralnie perwersyjny, formalistyczny, dziwaczny. Dzi patrzymy na niego bogatsi o dowiadczenie kina eksperymentalnego lat 70., 80. i 90.

Teatr Telewizji i kino w³asne

Bo kino trzech ostatnich dekad fantastycznie poszerzy³o swoje granice. Od lat 70. w Polsce filmy i filmiki krêc± konceptualici i happenerzy, rze¼biarze i malarze, wszyscy. W g±szczu krótkich form wyró¿niæ warto te, których istot± jest pewna gra. Chodzi o performance do kamery. Bohaterem jest czêsto sam artysta albo wyre¿yserowany przez niego aktor, jak dziewczyna jedz±ca banana w "Sztuce konsumpcyjnej" Natalii Lach-Lachowicz. W latach 70. Jolanta Marcolla przesy³a widzowi ca³usa, naga Teresa Tyszkiewicz nurza siê w stosach ziarna, Zdzis³aw Sosnowski zjada kartofle widelcem o u³amanych zêbach. Performance dokamerowy zahacza te¿ o inne gatunki. Grupa Azorro od koñca lat 90. krêci chaplinowskie dokumentalne fabu³ki. Katarzyna Kozyra tworzy parodystyczn± fikcjê i musical.

Jest te¿ drugi rodzaj krótkiego filmu, który Józef Robakowski okrela jako "kino w³asne". Przypomina kino amatorskie i naiwne, ale naprawdê jest gatunkiem najwy¿szej filmowej samowiadomoci. Bo jego tematem jest sama czynno¶æ filmowania, a bohaterem ten, kto bierze kamerê do rêki. Znakomity przyk³ad to "Podró¿ Wac³awa Antczaka do kiosku przy ulicy G³ównej" Ryszarda Waki (1973), tak jak Robakowski wspó³twórcy Warsztatu Formy Filmowej. Autor umocowa³ kamerê na baga¿niku roweru. Efektem jest przekrzywiony horyzont, drgania i monotonia trzês±cego siê, z trudem ujmuj±cego rzeczywisto¶æ kadru. Technicznie to kompletna klêska, artystycznie - wygrana. To film o samej materii kina. Przypomina siê "Cz³owiek z kamer±" D¿igi Wiertowa.

Znów awangarda? Z tym, ¿e jeli wideoklip dzia³a g³ównie na zmys³y, "kino w³asne" uruchamia przede wszystkim intelekt.

Kino wch³ania

Nie w±tpiê, ¿e chodz±c po wystawach, ka¿dy móg³by zaproponowaæ w³asny podzia³. Ten, kogo poch³onie kino, znajdzie w nim swoj± cie¿kê. Jedno jest pewne - ta cie¿ka wyprowadzi go poza ciasne pojêcie "kina artystycznego". Bo nie wiadomo, gdzie postawiæ jego granice.

Czy kiedy Bogdan Dziworski w 1979 r. krêci³ "Sceny narciarskie z Franzem Klammerem" ze zdjêciami Zbigniewa Rybczyñskiego, robi³ dokument, czy "sztukê?". Powsta³ film niezwyk³y, wizyjny, który z klasycznym dokumentem ma wspólnego tyle, ¿e jego bohater jest postaci± autentyczn± - austriackim narciarzem. Klammer na filmie ani razu nie zje¿d¿a normalnie na nartach, za to podskakuje w pustym teatrze, daje siê ubieraæ w smoking, wpada z przypiêtymi nartami do basenu.

Umieszczenie tego filmu na wystawie polskiego wspó³czesnego filmu awangardowego w CSW, podobnie jak wci±gniêcie tam "Tañcz±cego jastrzêbia" Królikiewicza, to doskona³y zabieg. To, ¿e kino eksperymentalne paso¿ytuje na dokumencie i fabule, by³o od dawna oczywiste. Okazuje siê, ¿e fabu³a i dokument wch³onê³y te¿ pewn± dozê eksperymentu. A prace dzisiejszych m³odych dokumentalistów takich jak Maciej Cuske czy Marcin Kosza³ka pokazuj±, ¿e wch³ania go dalej.

¬RÓD£O: