G. Brzeziñski

OPOWIADANIE

Postanowi³em napisaæ opowiadanie; a nu¿ wezm± i wydrukuj±. W koñcu Hemingway te¿ jako zaczyna³, nie? Wiêc czemu nie ja? A có¿ to takiego napisaæ takie opowiadanie - myla³em sobie. Najgorzej to zacz±æ; jak siê ju¿ ma pierwsze zdanie, to dalej idzie samo.

"By³o ciemno" - napisa³em. I zaraz przysz³y w±tpliwoci: "Dlaczego w³aciwie "ciemno"? Mo¿e w³anie wprost przeciwnie!"

"By³o po³udnie" - wpisa³em w miejsce tamtego pocz±tku. I zaraz po¿a³owa³em. Bo przecie¿ w ciemno¶æ mo¿na wiêcej wpisaæ, w ciemnoci mo¿e siê wiêcej dziaæ. A w dodatku w ciemnoci tkwi co tajemniczego, mia³em wiêc od razu wytyczony kierunek akcji. Wróci³em wiêc do "By³o ciemno", chwal±c Billa Gates’a, ¿e nie musia³em kreliæ na papierze i pisaæ od pocz±tku; wystarczy³o klikn±æ na tak± mieszn± strza³kê na ekranie komputera.

No wiêc pocz±tek ju¿ mia³em. Nie wygl±da³o to jednak zbyt imponuj±co. Chyba nie bardzo by³em z siebie zadowolony. Zaczyna³em odczuwaæ mêki twórcze. Nagle stawa³o siê jakby mniej oczywiste, ¿e najwa¿niejszy jest dobry pocz±tek. Mia³em przecie¿ wietny pocz±tek i co?

"Mê¿czyzna na ³ó¿ku poruszy³ siê niespokojnie. Le¿±ca obok niego piêkna, m³oda kobieta momentalnie siê przebudzi³a".

Nie, mo¿e lepiej, ¿eby to kobieta siê niespokojnie poruszy³a, a mê¿czyzna obudzi³? Ale czy to nie wszystko jedno?! A w ogóle, to co dalej z tego poruszenia i przebudzenia? Do czego to ma zmierzaæ? Przecie¿ to mo¿e zmierzaæ tylko w jednym kierunku! Skreli³em to drugie zdanie. Nie by³o przy nim ¿adnej kobiety. Ani m³odej i piêknej, ani starej i brzydkiej, ani ¿ony, ani kochanki. Nie by³o przy nim w ogóle nikogo!

" Otworzy³ szeroko oczy. W ciemnoci patrzy³a na niego tarcza cyfrowego zegara".

Matko jedyna, co ja tu wypisujê, przecie¿ cyfrowe zegary nie maj± chyba ¿adnej tarczy, maj± tylko cyfry! Ale czy cyfry mog± na kogo patrzyæ? Wyrzuci³em drugie zdanie.

"Kocie oczy budzika wpatrywa³y siê w niego lekko mrugaj±c, jakby porozumiewawczo" - odrobina poezji nic nie zaszkodzi. Tylko co to, u diab³a, za poezja?! "Kocie oczy budzika?" - kto to kupi, przecie¿ mnie wymiej± i to publicznie. Skrelamy kocie oczy.

"Odwróci³ siê na drugi bok i spojrza³ na zegarek. Dochodzi³a druga. W³anie mia³ zamiar wróciæ do przerwanego w pó³ akcji snu, kiedy nagle zacz±³ siê zastanawiaæ, co w³aciwie go obudzi³o. I wtedy us³ysza³ co jakby ciche skrobanie w szybê. Nie by³oby nawet nic dziwnego w tym, ¿e kto skrobie w szybê o drugiej w nocy, gdyby nie fakt, ¿e mieszka³ na trzecim piêtrze."

Uff, chyba z³apa³em wenê. Chyba zaczyna mi naprawdê i¶æ. Chyba napiszê prawdziwe opowiadanie, o które bêd± siê biæ wszystkie magazyny literacki w kraju i zagranic±. Bêdê mia³ swój wielki debiut. Co ja gadam: Wielki Debiut! Byle dalej, byle do przodu, byle siê nie rozpraszaæ!

"I to w³anie, fakt, ¿e mieszka³ na trzecim piêtrze (bez windy), ¿e nie mia³ balkonu, a przed domem nie sta³o ¿adne drzewo ani tym bardziej drabina, sprawi³, ¿e jako skuli³ siê w sobie, zrobi³ siê bardzo, bardzo malutki i nakry³ g³owê ko³dr±. Nie chcia³, ale jednak nawet przez ko³drê wci±¿ s³ysza³ to samo skrobanie w szybê, teraz nawet jakby g³oniejsze, bardziej natarczywe, nie znosz±ce sprzeciwu. Wysun±³ siê spod ko³dry. Na wszelki wypadek wsta³ z ³ó¿ka po jego drugiej stronie, tej dalej od okna. Skrobanie nie ustawa³o. Najciszej jak umia³, wstrzymuj±c oddech, zbli¿a³ siê do okna."

Cholera, sam jestem ciekaw, co bêdzie za tym oknem. Nie mia³em najmniejszego pojêcia! Pomyla³em wiêc, ¿e, zanim co mi przyjdzie do g³owy, dobrze by³oby trochê pofilozofowaæ, wrzuciæ jaki strumieñ podwiadomoci albo ogólne rozwa¿ania o szczê¶ciu. Tylko czy to pasuje do krótkiego opowiadania? - wci±¿ mia³em pewne w±tpliwoci. Oczywicie przeczyta³em w ¿yciu kilkaset - a w ka¿dym razie na pewno kilkadziesi±t - opowiadañ, ale jako ¿adne z nich nie dawa³o mi odpowiedzi na drêcz±ce mnie w tym momencie pytania o formê. Mo¿e wiêc nie nale¿y patrzeæ na innych. Bo czy¿ Hemingway mia³ jakie wzorce - pisa³, co mu talent dyktowa³. Wiêc i ja mogê.

"Szed³ ostro¿nie, bo w ciemnociach nie widzia³ nic, poza czubkiem w³asnego nosa. Kto mi to ju¿ kiedy powiedzia³ - pomyla³ na g³os. Nagle, kiedy by³ ju¿ o dwa kroki od swego, nieco tylko janiejszego, celu, poczu³ co miêkkiego i zimnego ocieraj±cego siê o jego nogi. Nie mia³ ani psa, ani kota, ani nawet winki morskiej, wiêc pomyla³ o mierci. Razem z dreszczem, który ugodzi³ go w plecy uskoczy³ w bok, wpad³ na co bardo twardego, zawy³ z bólu, próbowa³ utrzymaæ jako tak± równowagê, ale by³a to próba ma³o dosyæ skuteczna, wiêc poszybowa³ niekontrolowanie. S³owo "poszybowa³" jest tu tylko czê¶ciow± przenoni±, bior±c pod uwagê, ¿e zatrzyma³ siê gwa³townie wy³±cznie dlatego, ¿e w odbytej przez siebie drodze g³owa jego, lu¼no zaledwie zwi±zana z reszt± cia³a, które nadlatywa³o tu¿ za ni±, zetknê³a siê z g³adk± powierzchni± szyby okiennej. Jeszcze zanim zd±¿y³ zobaczyæ to, po co wsta³, zobaczy³ niebo rozgwie¿d¿one okrutnie, co, jak Big - Bang po trzech sekundach od startu, uzupe³niony jeszcze o parê sporych rozmiarów p³on±cych wieczek. Kiedy po kilku d³ugich jak ¿ycie chwilach znowu zapanowa³a ciemno¶æ, za oknem nie by³o nic; pusta, zimna, nieu¿ywana o tej porze ulica.

I tylko to skrobanie o szybê wci±¿ nie chcia³o ustaæ."

Bardzo piêkne opowiadanie - pomyla³em z prawdziw± dum±. Teraz jeszcze tylko tytu³. Ale choæ g³ówkowa³em bardzo d³ugo i bardzo intensywnie, nic nie mog³em wymyliæ. I chyba ju¿ wiem, czemu Hemingway by³ taki dobry. Nie sztuka bowiem napisaæ opowiadanie, prawdziwy kunszt polega na wymyleniu doñ tytu³u.

Gienek Brzeziñski

Autor jest wspó³pracownikiem Kwartalnika Scena Polska w Holandii.
(
http://www.poolspodium.nl )

2003.06.23 Nasza Polonia