Polska Kultura

Wkraczaj±c w dziesi±ty rok istnienia Stowarzyszenia Scena Polska w Holandii warto mo¿e zastanowiæ siê przez moment nad sob±. Wypada postawiæ sobie kilka zasadniczych pytañ. Mo¿na pokusiæ siê o próbê przeanalizowania - choæby pobie¿nie tylko - w³asnej wobec ¿ycia postawy.

Zacz±æ nale¿y chyba od sprawy najwa¿niejszej: kim jestemy?

U¿ywamy czêsto na okrelenie siebie s³owa "Polonia". Polonia holenderska. I rozumiemy przez to ca³o¶æ mieszkaj±cych w tym kraju Polaków. Integruje nas jêzyk rodzinny. I chyba tylko jêzyk. Znale¼limy siê tutaj z najró¿niejszych powodów, ale czy jestemy emigracj± solidarnociow±, marcow±, wojenn±, ekonomiczn± czy polityczn±, dyplomatyczn± czy handlow±, bez wzglêdu na to, czy i do jakiej partii czy organizacji nale¿ymy, jakie ugrupowanie reprezentuje nas w Sejmie i kto jest "naszym" Prezydentem, powtarzam, bez wzglêdu na to wszystko - rozmawiamy ze sob± po polsku.

Jestemy wiêc "emigracj±". Mo¿e nie - "Wielk±", ale zapewne du¿±, przynajmniej jeli chodzi o rozmiar. Ale nie musimy ju¿ têskniæ do tych "pól malowanych, wyz³acanych pszenic±" czy "pagórków lenych szeroko rozci±gnionych". Wystarczy wsi±¶æ w samochód, by w ci±gu kilkunastu godzin znowu móc siê ich widokiem nasyciæ bez miary (nie wspominam nawet o skorzystaniu z us³ug LOT-u, by nie byæ pos±dzonym o krypto reklamê).

Nie musimy ju¿ - na szczê¶cie! - drukowaæ i wydawaæ "tekstów zakazanych", bo w Polsce wydaje siê ju¿ wszystko. Przesta³a nawet obowi±zywaæ - sk±din±d dosyæ po¿yteczna - cenzura przyzwoitoci.

Nie musimy têskniæ do "polskiej problematyki", bo mamy na co dzieñ polsk± telewizjê, mamy polskie czasopisma, mamy Internet.

I - mo¿e z wyj±tkiem tych, co zajmuj± siê Polsk± zawodowo - mamy swoje "holenderskie" ¿ycie; pracê, kr±g znajomych czy przyjació³, codzienn± krz±taninê, holenderskich wspó³ma³¿onków, holenderskie dzieci, holenderskie podatki, lub ksiêcia Aleksandra, holenderskie, czêsto, obywatelstwo. Jestemy wiêc poddanymi królowej Beatrix i dobrze nam z tym, prawda? Otó¿ chyba nie zawsze. Bo nam jednak wci±¿ ta "polsko¶æ" uwiera, nie daje spokoju, nurtuje. Ka¿e robiæ rzeczy, których inni - ci "normalni" - Holendrzy nie robi± i czêsto nie rozumiej±. "Po co je¼dziæ do kocio³a 20 czy 30 km, jeli koció³ jest za rogiem? - pytaj± zdumieni. Albo, podnosz±c brwi, lub wrêcz stukaj±c siê w czo³o: "Do Utrechtu do kina?!", "Do Hagi do teatru?!".

Rozmawiamy w domu po polsku, uczymy dzieci tej Polski, bo chcemy, by w nich jako przetrwa³a, by jej obraz - przez osmozê - przedosta³ siê równie¿ do wiadomoci Holendrów. Zale¿y nam, by postrzegano nasz kraj jako w miarê normalny, cywilizowany, kulturalny kraj w rodku Europy, gdzie ludzie subtelni, wra¿liwi, inteligentni, wykszta³ceni, uduchowieni i bardzo nowoczeni. Z drugiej strony, bêd±c tam, wród "swoich", próbujemy opowiedzieæ o Holandii jako miejscu, które nie jest wcale tak straszne, jak próbuj± je malowaæ niektóre bardzo g³one stacje radiowe lub - równie g³one - ugrupowania polityczne. Stajemy siê w ten sposób - za namow± Adama Michnika lub tylko z naturalnej potrzeby - czynnikiem integruj±cym, tym pomostem do Unii, do Europy. Próbujemy tê Europê na naszym ma³ym, prywatnym froncie zjednoczyæ, zatrzeæ granice jeli nawet nie miêdzy pañstwami to chocia¿ miêdzy poszczególnymi obywatelami.

Tylko co bêdziemy robiæ, kiedy ju¿ te granice zatrzemy? Jak± rolê sobie wtedy wytyczymy? Nie jest to mo¿e problem do zadrêczania siê na dzisiaj, na pewno nie w sferze praktycznej; mylê, i¿ doczekamy niejednego jeszcze jubileuszu, zanim stanie siê to naszym codziennym zmartwieniem.

Bêdzie chyba niejakim truizmem stwierdzenie, ¿e najbardziej integruj±cym czynnikiem jest kultura. Nas ze sob± i nas z Europ±, z tymi innymi. W wiecie, w którym artyku³y kupowane w sklepach pochodz± z najbardziej egzotycznych stron wiata i czêsto nie sposób siê dowiedzieæ, kto je wyprodukowa³, to w³anie kultura sprawia, ¿e mo¿emy - choæ na chwilê - staæ siê Polakami w tym zuniformizowanym coraz bardziej tyglu, jakim staje siê wiat. To jêzyk w³anie i to, co on przekazuje, staje siê czynnikiem ³±cz±cym nas ze sob±, sprawiaj±cym, ¿e czujemy siê nieco lepiej, ¿e "oddychamy wie¿ym powietrzem". Bo "Pan Tadeusz" trafi³ ju¿ pod ka¿d± strzechê ( w najgorszym wypadku mo¿na siê z inwokacj± zapoznaæ na butelce wódki, któr± nazwano tytu³em poematu wieszcza!), ale przecie¿ nie strzechê holendersk±! Wiêc jak powiedzieæ Europejczykom, ¿e dziêcielina wci±¿ pa³a, choæ wcale nie ³ysa pa³a tylko pa³a z ortografii? No jak im to powiedzieæ!? Albo jak wyt³umaczyæ has³o "w Polskê idziemy, drodzy panowie!". Jak wyt³umaczyæ, co brzmi w Strzebrzeszynie i na czym polega problem gonienia króliczka.

W³anie po to potrzebna nam jest Scena Polska. By móc od czasu do czasu spotkaæ siê w ciemnej - albo nawet jasnej - sali i pos³uchaæ wspólnie tego naszego ojczystego jêzyka padaj±cego ze sceny lub ekranu. By mieæ poczucie wspólnoty w jêzyku, by wiedzieæ, o czym jest mowa, by nie gubiæ siê przez godzinê lub dwie w zawi³ociach jêzyka niderlandzkiego i jego niepojêtej gramatyce i jeszcze bardziej niepojêtej wymowie, tylko upajaæ siê ³atwoci± i cudownym brzmieniem naszych chrz±szczy i Brzêczyszczykiewiczów, czy innych sto³ów, którym co wy³amano. To samo dotyczy naszego jedynego i niepowtarzalnego pisma, w którym nie tylko mo¿emy przeczytaæ, co komu w duszy gra, ale w którym - przy odrobinie talentu i szczê¶cia - mo¿emy opublikowaæ, co nam w duszy gra. Bo nasza dzia³alno¶æ przesta³a ju¿ koncentrowaæ siê li tylko na teatrze, a nasze pismo sta³o siê otwarte na ka¿dy w zasadzie rodzaj literacki, pod warunkiem, ¿e bêdzie to rodzaj krótki.

Jest w Holandii kilka organizacji skupiaj±cych wokó³ siebie mieszkaj±cych tu Polaków. Robi± one na pewno bardzo porz±dn± robotê w promowaniu naszego kraju. Ale jest tylko jedna organizacja - Scena Polska w Holandii - stawiaj±ca sobie za cel niesienie tutejszym Polakom - i ludziom Polski w jakikolwiek sposób ciekawych - Kultury. Nie jest ³atwo nie zatraciæ siê i swojej to¿samoci narodowej, swych korzeni kulturowych, mieszkaj±c w obcym kraju. Nie da siê tego zrealizowaæ bez sta³ego dop³ywu "wie¿ego powietrza"; bez kontaktu z ¿ywym s³owem, z teatrem, filmem, ksi±¿k±, wieczorem autorskim. I dlatego wierzê, ¿e w pewnym momencie doprowadzimy do sytuacji, kiedy nie tylko na "Pana Tadeusza" czy "Quo vadis" przyjdzie ponad tysi±c widzów, ale i na ka¿dy kolejny spektakl teatralny bêdziemy wynajmowaæ coraz wiêksz± (i wci±¿ wyprzedan±!) salê. Czego ¿yczê w tym jubileuszowym roku i Pañstwu i sobie.

Gienek Brzeziñski

Autor jest wspó³pracownikiem Kwartalnika Scena Polska w Holandii.( http://www.poolspodium.nl )

2002.12.13. Nasza Polonia