|
Samotno¶æ
we dwoje
Relacje
numer 12/2002
JACEK
KUBITSKY
Wbrew temu co siê
powszechnie s±dzi, rodzina jest
nie tylko ¼ród³em
rado¶ci i têsknych
westchnieñ, lecz tak¿e
jedn± z najczêstszych
przyczyn stresów i cierpieñ.
Podobnie ma siê z instytucj±
ma³¿eñstwa,
której ostatnio nie wiedzie siê
najlepiej.
Na naszym kontynencie, ¶rednio
co czwarty a nawet co trzeci zwi±zek
koñczy siê
rozwodem. Coraz wiêcej dzieci
pochodzi ze zwi±zków nieformalnych
i to nie tylko w liberalnej Skandynawii, np. w Norwegii ich odsetek wynosi
49%, ale nawet we Francji 41%. W g³êboko
religijnej Irlandii prawie co trzecie dziecko rodzi siê
w wolnych zwi±zkach. Wiele osób
na eksponowanych stanowiskach - polityków, ministrów, dzia³aczy
spo³ecznych, duchownych (protestanckich)
- ¿yje bez ¶lubu,
co jeszcze dwadzie¶cia lat temu
grozi³oby im natychmiastow±
utrat± pracy. Na pocz±tku
tego roku, rz±d brytyjski skre¶li³
z orêdzia na temat polityki
rodzinnej ustêp, który stawia³
na piedestale ma³¿eñstwo
jako najbardziej po¿±dan±
komórkê spo³eczn±.
Badania przeprowadzane przez psychologów spo³ecznych
te¿ nie napawaj±
optymizmem. Na pytanie "czy wysz³aby¶
ponownie za m±¿ za swego obecnego
mê¿a", ponad 52 proc. Niemek
maj±cych za sob±
sze¶cioletni sta¿
ma³¿eñski
udzieli³o odpowiedzi odmownej.
Wypowiedzi ich mê¿ów by³y
podobne.
Dlaczego udane ma³¿eñstwa
s± tak±
rzadko¶ci±,
dlaczego ¶lub tak czêsto
staje siê grobem mi³o¶ci?
Czy¿by dlatego, ¿e
ma³¿eñstwa
kojarz± siê
w niebie, a spe³niaj±
siê na ziemi, w prozie ¿ycia?
Czy rutyna, ci±g³e
przebywanie ze sob± sprawia,
¿e zwi±zek
staje siê uci±¿liwy,
nudny, zw³aszcza w dziedzinie
erotyki... Mo¿e jest to cena,
któr± musimy zap³aciæ
za rado¶æ - niekiedy do¶æ
krótk± - p³yn±c±
z faktu bycia rodzicem?
Wstêpowanie w stan ma³¿eñski
ma co¶ z d³ugiej
podró¿y w nieznane. Nawet je¶li
jako tako znamy naszego partnera, nie jeste¶my
w stanie przewidzieæ jego zachowañ
i reakcji w tysi±cach ró¿nych
sytuacji, które nieuchronnie pojawi±
siê w ¿yciu.
Wcze¶niej czy pó¼niej
trzeba bêdzie stawiæ
czo³o k³opotom,
a niekiedy i dramatom. Wtedy mo¿e
okazaæ siê,
¿e kandydat na mê¿a
jest "towarem z usterk±" albo
i jeszcze gorzej.
Dokonuj±c powa¿nego
zakupu otrzymujemy od uczciwego sprzedawcy rzeteln±
informacjê odno¶nie
funkcjonowania danego urz±dzenia,
kosztów eksploatacji i trwa³o¶ci.
Przyszli ma³¿onkowie postêpuj±
wrêcz odwrotnie; zwykle ukrywaj±
swoje wady i nie mówi± np.,
¿e "za trzy lata przestanê
siê do siebie czuliæ",
"za dziesiêæ lat wy³ysiejê",
"po czterdziestce stanê siê
prawdziw± ¿mij±"
albo "po jakim¶ czasie moja
pupa przestanie ciê podniecaæ"
itd. Gdyby jednak partnerzy o tym mówili czê¶ciej
- ale ciep³o i czule - zaosz-czêdziliby
sobie i innym wiele bolesnych rozczarowañ.
Wiele zwi±zków koñczy
siê niedobrze, poniewa¿
ma³¿onkowie zapominaj±,
¿e siê
zmieniaj±, ¿e
wyrastaj± z siebie, a przede
wszystkim, ¿e ka¿da
relacja - podobnie jak ro¶lina
- wymaga ci±g³ej
pielêgnacji. Nie trzeba kogo¶
bezustannie kochaæ do szaleñstwa,
jak zachêcaj±
poeci, z którymi nawiasem mówi±c
ma³o kto móg³
wytrzymaæ. Czêsto
wystarczy po prostu lubiæ kogo¶
i szanowaæ. Nie brak mi³o¶ci,
ale brak przyja¼ni czyni ma³¿eñstwa
nieszczê¶liwymi.
Przez wieki nie sk±piono pochwa³
ma³¿eñstwu
stawiaj±c - dos³ownie
- pod prêgierzem osoby ¿yj±ce
"na koci± ³apê".
W zasadzie to ca³kiem od niedawna
mo¿na bezkarnie mówiæ
o kosztach i cieniach stanu ma³¿eñskiego.
Pañstwo i ko¶ció³
walcz± dzi¶
o prze¿ycie i brak im energii
na stosowne ingerencje, choæ
rêka wyra¼nie
¶wierzbi. Z³a
passa dla ma³¿eñstw
nie bierze siê tyle z rozk³adu
norm moralnych, ile z mo¿liwo¶ci
wyboru. Wolna konkurencja sprawi³a,
i¿ ma³¿eñstwo
sporo straci³o ze swojej atrakcyjno¶ci,
zw³aszcza dla osób m³odych.
Ludzie o tym wiedz± i szczerze
gratuluj± pannie m³odej,
nowo¿eñcowi
za¶ tylko z czystej konwencji.
Zniknê³y dotychczasowe atuty
po¿ycia ma³¿eñskiego:
darmowa kuchnia, ca³odobowe
towarzystwo, ³atwy seks, zabezpieczenie
finansowe. ¯ycie w stanie wolnym
nie poci±ga ju¿
za sob± napiêtnowania,
nie skazuje na margines towarzyski - zwykle wrêcz
odwrotnie - nie pogr±¿a w ubóstwie.
W ci±gu ostatnich dziesiêcioleci
wyd³u¿y³a
siê ¶rednia
d³ugo¶æ
¿ycia. W latach 50. kobiety
¿y³y
¶rednio 69 lat, a mê¿czy¼ni
63 lata. Obecne liczby wynosz±
odpowiednio 82 i 74 lata. Zatem m³odzi
ludzie przyrzekaj± sobie mi³o¶æ
i wierno¶æ ma³¿eñsk±
na okres co najmniej pó³ wieku.
M³ode pokolenie jest jednak
sceptyczne i nie bardzo wierzy w ¶lubowania
i przysiêgi.
Hedonistyczne
nastawienie sprawia, ¿e nie
chce zaakceptowaæ zwyciêstwa
rutyny nad libido. W pewnej wspó³czesnej
sztuce, ch³opak zapewnia dziewczynê,
¿e bêdzie
j± kocha³
a¿ do ¶mierci.
"Obiecaj mi, ¿e bêdziesz
mnie kocha³ dziesiêæ
lat. To mi wystarczy" - odpowiada rzeczowo dziewczyna.
Ale nawet dla kobiet ma³¿eñstwo
przesta³o byæ
kluczem do samospe³nienia i
osi±gniêcia
szczê¶cia. Coraz wiêcej
pañ woli samotne ¿ycie
ni¿ przebywanie z partnerem,
który je psychicznie lub fizycznie niszczy. Jednocze¶nie
coraz wiêcej par nie chce ze
sob± mieszkaæ.
Zjawisko, które w polszczy¼nie
nosi nazwê "mieszkanie osobno
razem" (living apart together czyli särboende) staje siê
w wielu krajach coraz powszechniej-sze. Np. w spisie powszechnym w USA
z 2000 roku, liczba jednoosobowych gospodarstw domowych po raz pierwszy
przewy¿szy³a
tradycyjne domostwa. Tê formê
wspó³¿ycia praktykuj±
szczególnie pary, które nie maj±
dzieci. Mo¿liwe, ¿e
wiele osób pragnê³o prowadziæ
taki tryb ¿ycia ju¿
dawniej, lecz nie pozwala³y
na to naciski spo³eczne, a przede
wszystkim warunki mieszkaniowe. Ten styl ¿ycia
ma oczywi¶cie swoj±
cenê. Jest ni±
lêk przed samotno¶ci±,
zw³aszcza u osób starszych i
uczucie wyobcowania. Tu te¿
s± przegrani i odrzuceni. Wielu
samotników przyznaje, ¿e boi
siê niedziel i d³ugich
¶wi±t,
¿e widok wózków z dzieæmi
przyprawia ich o ciarki, ¿e
niekiedy ich wolno¶æ staje siê
wiêzieniem. Ale samotno¶æ
we dwoje równie¿ jest dojmuj±ca,
a mo¿e nawet i trudniejsza do
zniesienia. Prawd± jest te¿,
¿e sytuacja wielu ¿on
lub mê¿ów przypomina status
zak³adnika.
Wydaje siê, ¿e
lojalno¶æ i wiêzi
uczuciowe, jakie ³±cz±
pary "mieszkaj±ce osobno razem",
s± równie silne jak w innych
zwi±zkach. Nie jest to rozwi±zanie
optymalne, lecz inne. Zwolennicy tego stylu ¿ycia
mówi±, ¿e
lepiej byæ nie do koñca
szczê¶liwym samemu, ni¿
zupe³nie nieszczê¶liwym
we dwoje. Ale chyba najlepiej byæ
szczê¶liwym. We dwoje...
Jacek Kubitsky
Zobacz
tak¿e:
http://www.relacjeonline.com/relacje/
|