|
Film a sprawa polska
Tadeusz
Sobolewski 2005.09.01 13:36 Gazeta Wyborcza
|
Czego
nam najbardziej brak w polskim kinie? Dlaczego "Cz³owiek
z ¿elaza" obejrzany
po latach w telewizji dzia³a
z tak± si³±,
mocniej ni¿ kiedy¶?
A przecie¿
w 1981 r. po premierze filmu Wajdy mówi³o
siê
- sam tak mówi³em
- ¿e
jest s³uszny
i potrzebny, ale nieco schematyczny. W solidarno¶ciowej
prasie mo¿na
by³o
przeczytaæ,
¿e
wprawdzie "wzrusza, oczyszcza, u¶wiadamia,
uczy", ale kojarzy siê
z socrealizmem: jest tendencyjny, optymistyczny, przedstawia typowych
bohaterów, których losy ilustruj±
historyczne przemiany. Wycinek z tak±
w³a¶nie
recenzj±
sprzed 24 lat, z pisma "Miesi±ce"
wydawanego przez "Solidarno¶æ"
lubelsk±
pokaza³
mi z przek±sem
Andrzej Wajda, kiedy opowiada³em
mu, jak dobrze ogl±da
siê
"Cz³owieka
z ¿elaza"
w roku 2005.
¯eby
to prawda by³a!
Ten film proroczo
koresponduje z dniem dzisiejszym. Mo¿na
w nim zobaczyæ,
jak w 1980 s³u¿by
specjalne preparuj±
teczki, które maj±
w przysz³o¶ci
zbrukaæ
legendê
"Solidarno¶ci".
Kapitan Wirski (Andrzej Seweryn) zbiera papiery na Maæka
Tomczyka, duszê
gdañskiego
strajku. Ma te¿
"haka" na redaktora Winkla (wspania³a
kreacja Mariana Opani). Ten zalkoholizowany redaktorek - cz³owiek
bynajmniej nie z ¿elaza
- jest prawdziwym bohaterem filmu Wajdy.
|

kadr
z filmu "Cz³owiek
z ¿elaza"
Fot. Pat

|
"Cz³owiek
z ¿elaza"
nie ma nic wspólnego z socrealizmem. ¯yciorys
Winkla, choæ
typowy, nie jest schematyczny. W 1970 m³ody
dziennikarz dokumentowa³
strajk w Stoczni. Potem zgiêli
mu kark. Po dziesiêciu
latach w nagrodê
za pos³uszeñstwo
dostaje zadanie specjalne - oszkalowaæ
inspiratora strajku. Próbuje graæ
na dwa fronty. Ale ludzie wspomagaj±cy
strajk, pamiêtaj±cy
jego dawne zas³ugi,
daj±
mu kredyt zaufania. Winkiel przestaje siê
baæ
swoich szefów. Koniunkturalizm? Tak, ale i odruch sumienia. Jedno z drugim,
jak to w ¿yciu.
Zastraszony klient re¿imu
mo¿e
wreszcie podnie¶æ
g³owê
i trochê
mniej gardziæ
samym sob±.
Pobyt w Stoczni to jego rekolekcje.
Ni to dokument, ni legenda.
Od "Cz³owieka
z ¿elaza"
blisko do solidarystycznej utopii "Pana Tadeusza" zaprawionej
gorycz±
("To siê
nie mo¿e
udaæ!").
Przychodzi na my¶l
magiczny fina³
"Wesela". "A ¿eby
to prawda by³a!"
- wo³aj±
u Wyspiañskiego
otumanieni weselnicy, którym pomiesza³a
siê
jawa i sen. "To nie sen, to prawda" - szepce Maciek do swego
nie¿yj±cego
ojca, mêczennika
PRL-u. W "Cz³owieku
z ¿elaza"
mit i rzeczywisto¶æ
spajaj±
siê
w jedno. Tak by³o
naprawdê.
We wrze¶niu
1980 mia³o
siê
dziwne poczucie, jakby¶my
znale¼li
siê
pod inn±
szeroko¶ci±
geograficzn±,
za jak±¶
granic±.
Wspó³istnienie
dwóch rzeczywisto¶ci
- peerelowskiej i tej prawdziwej - uda³o
siê
Wajdzie uchwyciæ
w scenach takich jak ta, gdy redaktor Winkiel, cierpi±c
z powodu prohibicji, otwiera okno hotelu Neptun i s³yszy
nios±ce
siê
z megafonu strajkowe mod³y.
Inny ¶wiat.
Lub scena rozmowy z Agnieszk±
w brzydkim aresztanckim pokoju. Winkiel s³ucha
jej z zazdro¶ci±.
Jego dawna kole¿anka
z telewizji nale¿y
do tej drugiej, wolnej rzeczywisto¶ci,
której Winkiel czuje siê
niegodny. I to te¿
jest wielka prawda tego filmu: peerelowskie poczucie zabrudzenia. "Wiesz,
¿e
¿ycie
jest bez sensu - mówi Agnieszka. - ¯e
to wszystko jest niemo¿liwe.
Ale jeste¶
spokojny! Cholernie przyjemnie jest siê
nie baæ.
A jak ju¿
siedzisz w pierdlu, to my¶lisz:
co ci mog±
zrobiæ,
przecie¿
ciê
nie zamkn±!".
Has³o
paryskiego maja '68: "B±d¼cie
realistami, ¿±dajcie
niemo¿liwego!"
- spe³ni³o
siê
w polskim Sierpniu. Wajda uchwyci³
co¶,
o czym nie pisz±
podrêczniki
historii: zawadiacki urok solidarno¶ciowej
przygody, która wcale nie by³a
konspir±,
tylko prób±
tworzenia normalno¶ci
w nienormalnym ¶wiecie
i systemie.
W rozpoczynaj±cym
film wierszu Mi³osza
"Nadzieja" z cyklu "Poema naiwne" mowa jest o ¶wiecie
rzeczywistym, do którego "wej¶æ
nie mo¿na",
chocia¿
"jest na pewno". "Cz³owiek
z ¿elaza"
mówi o tym samym - ¿e
PRL jest tworem nierzeczywistym. Przestaj±
w niego wierzyæ
nawet ci, co nim rz±dzili.
Historia nie rozgrywa siê
tu miêdzy
anio³ami
i demonami. Jedni maj±
nadziejê
na zmianê,
innym tej nadziei brak, jeszcze inni chc±
j±
w ludziach zabiæ.
Winkiel b³±ka
siê
miêdzy
jednymi a drugimi. Ale wszyscy dostaj±
szansê.
Czy z niej skorzystaj±?
- film zostawia widza z tym pytaniem. W roku 1981 i dzi¶.
Goodbye,
Stocznia
Kim dzisiaj s±
dawni bossowie Winkla z partii, z radiokomitetu, z SB? O ich ciekawych
losach, ani o dalszych losach ludzi pokroju Winkla i Agnieszki, nie dowiemy
siê
nic ze wspó³czesnego
polskiego kina. Przyby³o
nam wiele filmowych talentów i sporo niez³ych
filmów, ale z perspektywy tamtego, solidarno¶ciowego
czasu widaæ
ogromny spadek aspiracji, onie¶mielenie
i zdziecinnienie polskiego kina, które nie próbuje przemawiaæ
do widza ze ¶rodka
wydarzeñ,
nie wyprzedza naszych oczekiwañ,
nie chwyta niemo¿liwego.
Brak mu tego, co kiedy¶
nazywano zaanga¿owaniem
w rzeczywisto¶æ
- chêci
jej przemiany, wp³yniêcia
na ni±,
wyra¿enia
w³asnego
stosunku.
Idee mo¿na
odnale¼æ
w polskim ¿yciu
politycznym. S±
one we wspó³czesnym
polskim teatrze i w literaturze, ale nie w kinie, które zatraci³o
poczucie wa¿no¶ci.
Tak jakby Polska nie by³a
wspóln±
spraw±
i spo³ecznym
do¶wiadczeniem,
o którym chcia³oby
siê
innym opowiedzieæ.
Jakby¶my
byli jedynie rozproszonymi klientami firm i polityków, biernymi widzami
spektaklu medialnego rozgrywaj±cego
siê
gdzie¶
daleko, ponad naszymi g³owami.
Z zazdro¶ci±
ogl±dam
europejskie filmy ostatniej dekady próbuj±ce
t³umaczyæ,
co siê
z nami sta³o,
konfrontowaæ
ze sob±
pokolenia. Oczywi¶cie,
zdajê
sobie sprawê,
¿e
takie filmy, jak "Kropla s³oñca"
Istvana Szabó, "Good bye, Lenin" Wolfganga Beckera, "Gniazdka"
Jana Hrebejka, filmy Martina Szulika s±
ewenementami równie¿
w swoich krajach. Trudno jednak wskazaæ
polskie filmy równie wa¿ne
dla nas, jak tamte by³y
wa¿ne
dla Wêgrów,
Niemców, Czechów, S³owaków.
Trudno sobie wyobraziæ
polski film maj±cy
tyle obywatelskiej pasji, co dzienniko-eseje Nanni Morettiego (w najnowszym
z nich Jerzy Stuhr zagra antypatyczn±
postaæ
z krêgu
Berlusconiego). Nie mamy filmów siêgaj±cych
do j±dra
najnowszej historii takich jak "Niepochowany" Marty Meszaros,
gdzie Jan Nowicki wcieli³
siê
w Imre Nagya, jak francuski "Przechodzieñ
z Pól Marsowych" z Michelem Bouquetem w roli prezydenta Mitterranda,
jak w³oskie
"Buongiorno, notte!" Marca Bellocchia, film o Aldo Moro rozliczaj±cy
siê
z rodzimym terroryzmem. W³oski
"Karol...", historia m³odego
Wojty³y,
da³
uproszczon±,
ale przecie¿
nie zafa³szowan±
syntezê
powojennej Polski, o któr±
my¶my
po 1989 r. nigdy siê
nie pokusili. W³osi
zrobili to za nas.
Idee
i pieni±dze
Rozmawiam o dawnym i nowym
kinie polskim z Andrzejem Wajd±.
"Nagle wszyscy uwierzyli, ¿e
w naszej kulturze ca³±
rolê
polityczn±
spe³nia
telewizja, a kino nie powinno siê
do tej sfery zbli¿aæ
- mówi re¿yser.
- Tymczasem ludzie ogl±daj±
transmisje z sejmowych komisji jak serial bez pocz±tku
i koñca,
który niczego nie t³umaczy.
Kino mog³oby
pokusiæ
siê
o pokazanie kulis zdarzeñ,
pozwoliæ
widzowi wej¶æ
tam, gdzie nie ma kamer, gdzie sprawy dopiero siê
decyduj±.
Ale do tego trzeba te kulisy poznaæ.
Kiedy robi³em
dla telewizji spektakl "Bigda idzie" (skojarzyli¶my
go z Lepperem), przekona³em
siê,
jak dog³êbnie
Kaden-Bandrowski zna³
kulisy Sejmu. Dzi¶
nie mamy takiej literatury, z której mogliby¶my
czerpaæ.
Mas³owska,
Pilch s±
jêzykowo
¶wietni,
ale zupe³nie
niefilmowi".
Czy jednak musimy upatrywaæ
powód sukcesu polskiego kina jedynie w literaturze? Scenariusze "Cz³owieka
z marmuru" i "Cz³owieka
z ¿elaza"
Aleksander ¦cibor-Rylski
pisa³
wprost z ¿ycia.
Pierwszy z nich czeka³
na realizacjê
13 lat, drugi powsta³
w ci±gu
kilku dni. "Robi±c
' Cz³owieka
z ¿elaza
' - mówi Wajda - szli¶my
razem z rzeczywisto¶ci±,
razem z wydarzeniami. Aktorzy poczuli siê
ich uczestnikami...".
Jaki jest powód tak s³abego
zaanga¿owania
dzisiejszego kina polskiego zarówno we wspó³czesno¶æ,
jak i w historiê?
By³y
czasy, gdy równocze¶nie
powstawa³y
tak ambitne przedsiêwziêcia
jak "Faraon" i "Popio³y".
Na jednym z festiwali w Gdañsku
konkurowa³y
ze sob±
"Noce i dnie" i "Ziemia obiecana". Te filmy by³y
masowo ogl±dane
dziêki
temu, ¿e
mia³y
rozmach. Budowa³y
to¿samo¶æ
widowni, przywraca³y
pamiêæ,
mia³y
te¿
odniesienia do dnia dzisiejszego.
"¯aden
z nich nie móg³by
powstaæ
- mówi Wajda - w zubo¿a³ej
kinematografii ostatnich lat. Kiedy¶
debiutant wchodz±cy
do kinematografii znajdowa³
siê
od razu w otoczeniu fachowców. Ta mistrzowska kadra wykruszy³a
siê
przez ostatnie lata. Wyeksportowali¶my
naszych ¶wietnych
operatorów, scenografów. Polskiego kina ju¿
na nich nie by³oby
staæ.
Czy pan wie, ¿e
w filmie 'Upadek" Hitlera charakteryzowa³
najlepszy polski specjalista?".
Wajda:
wyzwolenie od telewizji
Od idei przechodzimy do
pieniêdzy.
W kinie, które jest zarazem sztuk±
i przemys³em,
kryzys idei wi±¿e
siê
z kryzysem finansowania. Czy za¿egna
go nowa ustawa o kinematografii i powstanie Instytutu Sztuki Filmowej?
"Zamiast nieustannie
podwa¿aæ
sens ustawy, nim jeszcze zd±¿y³a
wej¶æ
w ¿ycie
lub skupiaæ
siê
na szczegó³ach,
ubolewaj±c
nad losem kaskaderów - unosi siê
Wajda - musimy zdaæ
sobie sprawê
z prze³omowego
znaczenia tego, co siê
sta³o.
Po wielu latach kino polskie przestaje zale¿eæ
od telewizji, która by³a
ostatnio jego g³ównym
producentem. Bez TVP, z ca³±
jej nieruchawo¶ci±
i konserwatyzmem, nie móg³
powstaæ
w³a¶ciwie
¿aden
polski film. Telewizja ma te¿
du¿e
zas³ugi.
Promowa³a
debiuty, ratowa³a,
jak mog³a,
polskie kino. Ale zarazem przykrawa³a
je do swoich standardów, do tanich i szybkich, prowizorycznych warunków
produkcji. Nad scenariuszami pochylali siê
ci sami redaktorzy, co nad telenowelami, stosuj±c
podobne kryteria "ogl±dalno¶ci"
i banalizuj±c
zawarto¶æ
filmów. To wszystko musia³o
prowadziæ
do stagnacji i zubo¿enia
polskiego kina, do tego, jak pan mówi, braku ¶mia³o¶ci
i zaanga¿owania.
Polskie kino stawa³o
siê
przez te lata kinem telewizyjnym, niemog±cym
zaciekawiæ
widza na du¿ym
ekranie - mówi Wajda. - Wierzê,
¿e
teraz mamy szansê
to zmieniæ.
Odzyskaæ
oddech".
¬RÓD£O:
|