WIERSZE RÓŻNE

© 2009
Liliana Osses Adams
Kalifornia/USA
E-mail: harpliliana@comcast.net

Liliana Osses Adams
Z cyklu Haiku


Sny ukrywane

Wiązanka jesiennych liści

Cierpkie to wino


Odsłony świata

Niczym w kalejdoskopie

Zapomniana magia


Na chińskiej wazie

Kwiat róży lśni czerwienią

Wody zabrakło


Kobieta w parku

Woda płynie w strumyku

Na wyblakłym zdjęciu


Dziewczynka w sukience

Przepasanej wstążeczką

Wiosenne dary


Dziewczynka w sandałach

Biegnie przez puste ulice

Szary odblask cienia


Płacz niemowlęcia

Firanki w zgliszczach domów

I ta łuna nad miastem


Wzburzone morze

Na plaży opustoszałej

Kukułka kuka


Lato przemija

Grając nicią pajeczą

W kącie pokoju


Podmuchy wiatru

Pająk szuka siedliska

W słońcu jesieni


Piaszczyste wydmy

Turlanie się po świecie

A przy brzegu zółwie


Zima nadchodzi

Rozświetloną choinką

Koty myszkują


Zbieranie plonów

Snopy tańczą na wietrze

Wsród ziół i kwiatów


Sadzenie ryżu

Pieśń o bólu człowieka

Na liściach i zdźbłach traw


Powóz przyjechał

Panna w bieli i welonie

Słychać pasaże chorału


Na strunach harfy

Delikatna łza szczęścia

Wróciłam do domu


Alinie

Rzutkie ręce harfistki

Toczą interwały

Ponad cuda natury

ZAPAMIETANIE

                                 To czyncie na moja pamiatke


Meczenstwo odwieczne
    Za nasze grzechy
    Na smierc skazany
    Przez lud wydany
    Sponiewierany

Mysterium paschalne
    Syn Boga Ojca
    Ukrzyzowany
    O dobry Jezu
    Jak obmyc te rany

I skonal na krzyzu
    Zbolale cialo
    Chleb nasz powszedni
    Krew Chrystusowa
    Odkupienie
                                 Ludu, moj ludu, cozem ci uczynil ?
    W koronie z ciernia
    Spoliczkowany
    W krolewskiej szacie
    Ubiczowany

    I z grobu powstal
    Bog w Trojcy Swietej
    Przeistoczenie
    Zapamietanie

© Kalifornia, Wielkanoc 2001
Liliana Osses Adams
Copyright
P A R A F R A Z A
...nie na tej strunie...
Ryszard III

Wyznac chce moje slabosci
siedem grzechow glownych
skrepowane cialo kalectwem
mysli uciekaja za mysla.

        Panowie! Konia za to krolestwo.

Bezmiar przestrzeni ogromnej
graniczy z linia horyzontu
olbrzymi ptak zablakany
zranil swe skrzydla w locie.

        Nedzniku! Uczylem sie godnie rzemiosla.

Wolnosc ucieczka skazancow
brak tolerancji przestepstwem
sumienie, sprawiedliwosc, braterstwo
tajemnica pergaminu medrca.

        Przyjacielu! Bede klamac przykladnie.

Nie posadzaj mnie o tchorzostwo
tron rozswietlony krysztalem
ja wytworny poeta
jestem krolem szalencow.

        Moj Panie! Litosci. Wylecz te rany.

Kalifornia, styczen 2001
PARAPHRASE
“...not on that string...”
Richard III

I want to confess my weaknesses
Seven venial sins
Ugliness of deformed body
Thought runs after thought.

        Sir! A horse for that kingdom.

Unbounded immensity of open space
limited only by the sky falling to the horizon.
Here a giant bird stands imprisoned
His wings broken for reaching to the blinding rays.

        Villain! I learned well my noble craft.

Freedom as the refuge of an exile
Lack of tolerance as offending crime
Conscience, Justice, Brotherhood
A cryptic message of a wise man.

        My Friend! I will lie kindly for you.

Don’t accuse me of cowardice
My dazzling throne of a thousand crystals
I, an ardent poet,
am the king of madmen.

        Have pity my Lord! “Bind up my wounds!”

Into English by
© Liliana Osses Adams
California, January 2001

Turkusowe wspomnienia
Mezowi

Przyszedles niespodziewanie
o zmroku upalnego lata
w Twoich oczach blekitnych
odbijal sie blask Pacyfiku.

Glosem przyciszonym
opowiadales o kraju nieznanym
energicznie zdejmowales okulary
usmiechales sie chlopieco i szczerze.

Pierwsze pieszczotliwe przyrzeczenia
turkusowa suknia slubna
niebo turkusowe Teheranu
harfa z miniatur perskich
i wiersz milosny Omar Chajjama.

Turkusowe wspomnienia
cwierc wieku juz dawne
irys w naszym ogrodzie
rozkwita co roku na wiosne.

Kalifornia, 3 luty 2001
Turquoise memories
To my husband
At the twilight of a dreaming summer
unknown and unexpected you came.
Your blue eyes cheerful and bright
reflected the splendor of Pacific Ocean.

You dwelled in a whispered voice
about the beauty of a distant land.
Your face smiled candidly while
with boyish gesture you took my hand.

First promises of a tender love
silky wedding gown in turquoise
a gracefull turquoise sky in Tehran
harp arabesque on miniature persian
and love rubaiyat of Omar Khayyam.

Turquoise memories
of a long time ego
in our garden each year
iris blossoms in springtime.

Into English by
© Liliana Osses Adams
California, February 3, 2001

Do Matki

Pisze do Ciebie w listach:
Czekaj tylko na mnie Matko moja!

Przylece do Ciebie na skrzydlach srebrzystego ptaka,
zabrawszy ze soba wszystko co najlepsze. ...Bede bezpieczna.

Tak chocby ja...

W te noce Sylwestrowe
tesknie za tym co bylo.

Bezsilna niemoca
dlaczego to...

Dlaczego boje sie
myslec o jutrze...

 

Rodzenstwo moje

Tyle wierszy do napisania
Tyle muzyki do zagrania
Tyle ksiazek do przeczytania
Tyle rozmow do wysluchania

Te podroze nie odbyte
Te muzea nie zwiedzane
Te marzenia nie spelnione
Te plany nie zrealizowane

Zylismy razem pod jednym dachem
brat moj i siostra moja malenka.
Minely lata, dziesiatek tyle,
i wszystkie je dobrze pamietam.

Czas plynie nam nieublaganie
i jeszcze jedno marzenie moje,
ze przytuliwszy sie ramionami
starzec bedziemy sie we troje.

D z i e n,   j a k   c o d z i e n

Mysl pierwsza:

 

 

 

 

 

Mysl druga:

 

 

 

 

 




Mysl trzecia:

 

Ranne zbudzenie jakies niespokojne
rozgladam sie po pokoju na pietrze.
Z jakim uczuciem obudze sie jutro,
czy bedzie rownie nieprzyjemne?
Nie, to moze nie jest wlasciwe okreslenie -
- chyba samotnie.
Byleby wreszcie ten deszcz przestal padac,
bo miasto znow bedzie wyludnione;
za chwile siade do harfy
by przecwiczyc "Dwa tance" Debussy'ego.

 

Wskazowki na moim zegarze
wyznaczaja niedokladnie godziny.
Zbudzilam sie wczesnie
choc wydawalo sie, ze to poludnie.
Pogoda dzisiaj ladna, slonecznie,
miasto leniwe, nieme, gluche.
Ten bezruch weekendowy
jest prawie dokuczliwy.
Gdzie spotkac mozna
niedzielnych przechodniow?
Lezac swobodnie na sofie
robie wrazenie rozleniwienia.
Czy jutro bedzie spokojne?...

 

"Gdy niebo zasnuje sie chmurami
zostaniesz sam." Owidiusz
Nie smuci to mnie
bowiem pod tym niebem,
ktore zaczyna sie chmurzyc
poznalam Ciebie.

San Francisco, 1979
Fraszka

Ci panowie wokolo
usmiechaja sie do mnie mile
prosza, by spojrzec im w oczy,
porozmawiac choc chwile.

W kulisach sal koncertowych
wreczaja bukiety kwiatow,
czasami proponuja malzenstwo
cytujac klasykow po lacinie.

Pewnego dnia zlozone
oswiadczyny oficera zakochanego
zapamietalam, bo brzmialy
powabnie i niefrasobliwie:
Afrodyta i Atena
sa zbyt szczodre
dla Ciebie, Pani...

A ja sobie jezdze po swiecie
z harfa i moim mezem
kokieteryjnie zatrzaskujac
drzwi przed nosem
mezczyznom.

Wieden, 1985
SWIATLO KSIEZYCA
Debussy'ego

Swiatlo ksiezyca - rozswietlone niebo; jak ja go kocham. Odpowiedziec zechciej.
Glos tajemniczy pelen przyrzeczen, jak spadajaca gwiazda zamilkl w oddali.
Srebrzyste cienie, jak ukwiecienie okrylo nas.

Swiatlo ksiezyca - powiedz mi dlaczego szczescie w milosci tylko w swietle
slonecznym rozpala sie.
Natretny wiatr, nawolujac do cierpien szepcze tajemniczo,
i ciemne drogi, nie do przebycia galopuja w przestworzach.

Ta milosc nasze zrodzila sie z tysiaca promieni slonca.
Milosc przemozna, odwieczna, jak piekno twego dobrego serca.

Przyrzekales obraczke zlota i biala suknie slubna.
Przyrzekales dom marzen i ksiezycowe ogrody.

A teraz, samotna, w czerni otulona, delikatnie tracajac swietlne struny ksiezyca
pragne dotrzec do jasnosci zwiastujacej dzien. Bezskutecznie niestety!

Swiatlo ksiezyca - noc roziskrzona. Pamietaj tajemne milosci przyrzeczenia.
Zniewolone cienie! Srebrzyste przestrzenie! Uszczesliwienie!

Przyjdz, przyjdz do mnie!

Grudzien, 1989
Moonlight
after Claude Debussy

Moonlight - shining sky; how do I love him. Answer now.
A secret voice fell with promise like a falling star.
A silver shadow like blossom covered us.

Moonlight - tell mi why the joy of love shines only
if the sun shines.
The whispers of wind are calling for its pain.
And dark passages are running across the sky.

Love was born from thousand spheres of the sunshine.
Love supreme, eternal, like the beauty of your sweet heart.

You promised a gold ring and wedding white gown.
You promised dream house and moonlit gardens.

And now alone, veiled black, gently touching strings of moonlight,
I try to reach the light of breaking day. Alas!

Moonlight - sparkling night; never forget secrets of love.
Covered shadows! Silver spheres! Felicity!

Come, come to me!

December, 1989
Translation into English by Liliana Osses Adams
ELEGIA   DLA   JANA   LECHONIA

Balansowales na krawedzi
Zatrzymales sie nad przepascia
...ten dokuczliwy lek przestrzeni
...to w dol spadanie nieprzytomne
Z piersi zachlysnietej
wydobyl sie krzyk rozpaczy
cialo uderzylo o bruk
placz duszy storturowanej
I stalo sie! W piatek, 8 czerwca 1956
rzuciles sie z tarasu 14 pietra
wiezowca Hotelu Hudson przy 57 Ulicy
na rogu 8 Aleji w Nowym Jorku.

I oto ozywily sie te wszystkie obrazy:

Anioly dobrej woli i swiete Matki Boskie
przecudne Czestochowskie i te Nowojorskie
w koronie i z perlami, ozdabiajace sciany
w kazdym polskim domu, w kazdej wiosce i chacie.

Korowod dlugi posuwal sie do przodu

Mickiewicz w czamarze zlotem haftowanej
usmiechem szczodrym obdarzyl Slowackiego;
Szekspir sie takze wylonil z pamieci
serdeczny swoj palec przylozyl na usta,
jakoby w przypomnieniu, bys czasami nie zdradzal
ukrytych tajemnic strofy poetyckiej Barda.

Portrety dawne jawily sie jak w malignie,
portrety rodakow, ktorych uwieczniles piorem;
Mochnacki, Solski, Rodzinski, Matejko, Tuwim i Starzynski,
Paderewski, Landowska, Kochanski, Rosen, Pilsudski i Zeromski...

Ci panowie i panie wykwintnie wystrojeni
tkwili w rytmicznej paradzie, jak na karuzeli,
smutkiem i marzeniem przerazliwie przejeci
nadsluchiwali z oddali "Arii z kurantem" Moniuszki.


I jeszcze w najdoskonalszym uniesieniu
Norwid i Wyspianski tanczyli kadryla;
ziemianin wdziecznie klanial sie w kontredansie
i beznadziejnie teskniono do Polski...

Korowod dlugi posuwal sie do przodu
meczace obrazy, natretne przeszlosci cienie.
I Aniol Stroz ze zlota harfa w dloni
chcial Cie przebudzic z tego snu strasznego.

A Ty wlasciwie o czym chciales sie przekonac
Co Ty wlasciwie chciales nam powiedziec
I dlaczego wyszedles w czerwcu z roza w reku
i z tym Twoim ksiezycem pod pacha, za pan brat...

A do Warszawy bylo zaledwie 6850 km.

W cztery dni pozniej, we wtorek sloneczny
odprawiono msze sw. w intencji zmarlego,
w polskiej parafii na Manhattanie
trumne okryto bialo-czerwona flaga,
ze lzami zegnano poete - emigranta,
urodzonego w Warszawie, 13 marca 1899.

Wreszcie po latach odpoczywasz spokojnie
w podwarszawskich Laskach, w rodzinnym grobie
na skraju, gdzie swierki i jodly pachnace
przytulaja sie do brzozy w Puszczy Kampinoskiej.

Na tym skrawku polskiej ziemi
gdzie marmurowe cmentarze, roze i ukwiecenie,
pozostal na zawsze, posmiertnie pochowany
LESZEK SERAFINOWICZ,
LECHON NOWOJORSKI.

Kalifornia, w listopadzie 2000
Poswiecam tym wszystkim, ktorzy
z szeregow Armii Generala Andersa
szczesliwie dotarli do swoich domow
P O L S K I E    C M E N T A R Z E

Odwiedzalam cmentarze
w odleglych zakatkach swiata
reka niespokojna swiece zapalalam
w niebo uporczywie patrzalam
modlitwe odmawialam...

Odczytywalam imiona
na zapadlych mogilach
szukalam nazwiska rodakow
tych, ktorym nie dane bylo
do domow powracac...

W egzotycznym kraju
na rogatkach miasta
pozostaly polskie groby
z szeregow armii Andersa.

Teheran w dzien listopadowy
w poludnie rozgrzane sloncem -
mezczyzni siedzacy w polzgieciu
podpieraja gliniane mury
walacych sie domow,
trwaja w nirwanie
czuwaja bezsennie;
dzieci z glosnym krzykiem
uganiaja sie po waskich uliczkach;
kobiety w czerni
nagle przebiegaja w pospiechu,
znienacka...


Polski cmentarz w Teheranie
emblemat orla z korona przy wejsciu
w pamieci pozostaja slowa wykute
na kamiennej plycie:

"Tutaj pod kamieniem tym ciezkim
w miejscu posepnym i smutnym
spoczywa serce odwazne i szlachetne
godnie zasluzylo sobie na niebo
gdy w dzien okrutny przeznaczenia
zostalo bolesnie zranione na zawsze."

Tragiczne losy Polakow
mogily na obu polkulach swiata -
zolnierza umierajacego na obczyznie
uchodzcy rzuconego na tulacze szlaki
wieznia bestialsko torturowanego
ojca, matki i syna zabitego...

Oto fragment testamentu
ostatniego stulecia wieku XX-go.

Listopad, 1999